Franklin Templeton jest liderem w branży funduszy zagranicznych w Polsce. Krajowi inwestorzy powierzyli mu już ponad 1 mld USD, co daje 70-procentowy udział w rynku. Ale ponieważ sukces smakuje, a otoczenie sprzyja, amerykański gigant postanowił, że nie będzie się ograniczał wyłącznie do sprzedaży swoich funduszy zagranicznych. Otworzy w Polsce TFI i poszerzy paletę produktową o fundusze, które będą inwestować na naszej giełdzie.
![DOCENIONY POTENCJAŁ: Borno Janekovic z Franklin Templeton uważa, że nasz rynek oferuje duże możliwości,
m.in. ze względu na rosnące zapotrzebowanie inwestorów na prywatne plany emerytalne. [FOT. TP] DOCENIONY POTENCJAŁ: Borno Janekovic z Franklin Templeton uważa, że nasz rynek oferuje duże możliwości,
m.in. ze względu na rosnące zapotrzebowanie inwestorów na prywatne plany emerytalne. [FOT. TP]](http://images.pb.pl/filtered/8ab1f9c8-7082-455c-89d6-2fc0ed5254ae/48698dba-1d17-55f9-a0fa-87a89146b71a_w_830.jpg)
— Franklin Templeton oferuje dziś fundusze inwestycyjne typu SICAV, dostępne w dolarach lub euro, a także 10 rozwiązań z zabezpieczonym ryzykiem walutowym. Chcielibyśmy uzupełnić nasz portfel o fundusze krajowe, dostosowane do polskich warunków i koncentrujących się na polskich spółkach i aktywach — tłumaczy Borno Janekovic, dyrektor ds. Europy Środkowo- Wschodniej we Franklin Templeton Investments.
To już drugi globalny gracz, który zapowiada ekspansję na krajowym rynku. Niedawno chęć utworzenia w Polsce TFI zapowiedziało francuskie Amundi, które do pomocy ściągnęło ze Skarbca TFI Ludmiłę Falak-Cyniak.
Zaplecze już jest
Borno Janekovic ujawnia, że Franklin Templeton stworzył już odpowiedni podmiot prawny, który zarządzałby lokalnymi funduszami.
— Zamierzamy także ubiegać się o zgodę KNF na licencję. Obecnie w polskim biurze w Warszawie są już analitycy Templeton Emerging Markets Group, kierowanego przez dr Marka Mobiusa z Singapuru. Mamy dwudziestu pracowników zatrudnionych w Warszawie i 450 w Poznaniu — dodaje Borno Janekovic. Wszystko wskazuje na to, że amerykański gigant szuka pomocy również wśród polskich specjalistów — w internecie można się było natknąć na oferty pracy. Nowe przedsięwzięcie ma być rozszerzeniem planów rozwoju w Polsce, która jest dla Franklin Templeton kluczowym rynkiem. Nie ma się jednak co dziwić. Z danych EFAMA wynika, że nasz kraj to największy rynek funduszy inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Aktywa polskich funduszy na koniec czerwca warte były 38 mld EUR, podczas gdy na Węgrzech 14 mld EUR, a na Słowacji i w Czechach — poniżej 5 mld EUR. Niskie oprocentowanie lokat i poprawa koniunktury na giełdzie zachęca Polaków do inwestowania za pośrednictwem TFI.
Według wyliczeń Analiz Online, od początku roku do funduszy napłynęło prawie 22 mld zł. Amerykański gigant, widząc potencjał drzemiący w Polsce, już parę lat temu snuł ambitne plany. W 2011 r. Borno Janekovic zapowiadał nawet chęć przejęcia lokalnego TFI, które zapewniłoby Franklinowi dostęp do rozwiniętej sieci dystrybucji, co jest największą bolączką zagranicznych powierników.
— Zawsze staramy się rozpatrywać wszystkie dostępne możliwości. Odnieśliśmy jednak wrażenie, że założenie lokalnego oddziału zarządzającego aktywami i uruchomienie krajowych funduszy lepiej pasuje do naszego modelu biznesowego i planów związanych z regionem — tłumaczy Borno Janekovic.
Powoli do celu
Franklin Templeton na świecie zarządza aktywami o wartości 817 mld USD. Nad Wisłą pojawił się w 1997 r., ale przez pierwsze lata jedynie bacznie przyglądał się rynkowi. Fundusze zaczął sprzedawać, gdy zostaliśmy członkiem UE, a w życie weszła ustawa o funduszach. Początkowo Franklin nie miał jednak łatwego życia. Polscy inwestorzy z niechęcią „wyprowadzali” pieniądze za granicę. Dziś dostrzegają już potencjał w dywersyfikacji regionalnej. Na koniec czerwca zagraniczni powiernicy zarządzali aktywami o wartości 5,3 mld zł — to o 1,6 mld zł więcej niż przed rokiem. Franklin Templeton w nowej odsłonie będzie musiał się jednak zmierzyć z lokalnymi TFI i zachęcić dystrybutorów do sprzedaży polskich funduszy. I choć ma rozpoznawalną markę, to jednak może być zbyt „tani” dla sprzedawców (opłaty za zarządzanie funduszami zagranicznymi są o połowę niższe). Aby wygrać wyścig, musi więc dostosować opłaty do polskich standardów. Jest jednak szansa, że nie podniesie stawki do maksymalnych poziomów, przez co stanie się atrakcyjniejszy dla klientów.