Załamanie cen ropy brent o 48,4 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy, do którego przyczyniło się utrzymanie produkcji surowca przez Arabię Saudyjską, dało pożywkę do pojawienia się szeregu teorii spiskowych. Najpopularniejsze mówiły, że Saudyjczycy, nie zmniejszając wydobycia, dążą do zaszkodzenia amerykańskim producentom ropy z łupków lub prowadzą rozgrywkę z regionalnym rywalem, Iranem. Jednak zdaniem Jamesa Mackintosha, komentatora dziennika Financial Times, wyjaśnienie polityki Arabii Saudyjskiej jest znacznie prostsze.
„Jeżeli chodzi o ropę, to Saudyjczycy mają dwie możliwości. Jeżeli sądzą, że surowiec się wyczerpuje, powinni przygotowywać się na zwyżki jego cen w przyszłości. W takim wypadku powinni zatrzymać pod ziemią jak największe rezerwy ropy, pompując jej zaledwie tyle, ile niezbędne jest do utrzymania światowej gospodarki na powierzchni. Jeżeli jednak teorie o wyczerpywaniu się ropy to bzdury, to Saudyjczycy powinni pompować tyle, ile się da” – napisał James Mackintosh.
Według niego niektóre z teorii spiskowych mogą rzeczywiście być kuszące, jednak nie można zapominać, że postęp technologiczny umożliwia tańsze sięgnięcie po ropę z łupków oraz niekonwencjonalne złoża w Brazylii i Kanadzie. Dodatkowo dzięki globalnemu ociepleniu zbliża się moment, kiedy będzie można rozpocząć komercyjne wykorzystanie pokładów ropy w Arktyce. Tymczasem duże postępy nastąpiły w oszczędzaniu ropy i zastępowaniu jej innymi źródłami energii, czego przykładem jest chociażby rosnąca popularność samochodów elektrycznych.
„Saudyjczycy mogą mieć już dość bycia producentem, od którego decyzji o wielkości wydobycia zależą ceny ropy, bo w ten sposób pomagają swoim kosztem droższym producentom. Dopóki oni wierzyli w wyczerpywanie się ropy nie miało to znaczenia. Im bardziej uszczuplane były zasoby rosyjskie czy wenezuelskie zasoby ropy, tym bardziej rosła wartość rezerw saudyjskich. W ten sposób zmiana podejścia do teorii o wyczerpywaniu się ropy może tłumaczyć, dlaczego notowania się załamały” - ocenił James Mackintosh.
