Miliony złotych na koncie, kilkoro dzieci i wnucząt oraz widmo emerytury. Jak podzielić majątek, żeby biznes przetrwał pokolenia i rodzina się nie pokłóciła? Przed takim dylematem stoi coraz więcej właścicieli nie tylko dużych korporacji, ale także małych i średnich biznesów rodzinnych.

Rodzinna konstytucja
Jednym z nich jest Adam Stadnik, wielobranżowy przedsiębiorca, właściciel ziemi inwestycyjnej w Połczynie, który buduje na niej Europejskie Centrum Senioralne.
— Temat sukcesji pojawiał się w rozmowach z dziećmi wielokrotnie. W pewnym momencie dwóch moich synów wspaniałomyślnie stwierdziło, że zarządzanie firmą powinna przejąć ich siostra. Na początku pomyślałem, że to dobry pomysł. Ale potem zacząłem się zastanawiać, jak poradzą sobie, kiedy przyjdzie im rozliczać siostrę z decyzji biznesowych. Uznaliśmy wspólnie, że zarządzanie firmą przez którekolwiek dzieci może rodzić konflikty, a nie chcemy, żeby rodzina się pokłóciła — opowiada Adam Stadnik.
Razem z dziećmi opracował on konstytucję rodzinnego biznesu, która określa warunki zarządzania firmą i czerpania z niej zysków przez każdego członka rodziny. Główne założenie jest takie, że dziedziczyć będą tylko osoby połączone więzami krwi. Ponadto 40 proc. zysku z działalności zostanie przeznaczone na rozwój biznesu, a pozostałe 60 proc. do podziału przez członków rodziny. Konstytucja przewiduje też powołanie dwóch funduszy. Jeden z nich zgromadzi kapitał na rozwój. Z tych pieniędzy będą mogły na przykład korzystać wnuki, które wybierają się na studia zagraniczne. Po ich zakończeniu pieniądze trzeba będzie jednak zwrócić. Drugi fundusz z kolei zapewni gotówkę, która pomoże najbliższym w przypadkach losowych. Będą oni mogli pokrywać za nią na przykład koszty operacji. Pieniądze z tego funduszu nie będą podlegać zwrotowi.
— Ustaliliśmy ponadto, że zarządzanie firmą przekażemy osobom z zewnątrz, a członkowie rodziny mogą w niej pracować na zasadach komercyjnych, czyli za odpowiednie wynagrodzenie — dodaje
Adam Stadnik. Jego zdaniem, podobne rozwiązania zamkną drogę do podziałów w rodzinie i konfliktów, których najczęstszą przyczyną są pieniądze. Podkreśla on przy tym, że celem takiego planu sukcesyjnego nie jest zafundowanie najbliższym słodkiego lenistwa.
— Pieniądze mają być użytkowane racjonalnie, tak żeby zapewnić członkom rodziny wsparcie finansowe i szansę na indywidualny rozwój, a samej firmie możliwość trwania przez wiele pokoleń — podkreśla Adam Stadnik.
Jak to podzielić
Ze wstępnym projektem takiego rozwiązania Adam Stadnik zgłosił się do kancelarii prawnych. Okazało się, że idealnym tworem, dzięki któremu udałoby się zrealizować założenia konstytucji, byłaby fundacja rodzinna. To organizacja, do której zostaje przeniesiony majątek firmy. Jej statut jasno określa, kto z rodziny i w jaki sposób może czerpać korzyści z majątku fundacji.
— Fundacja prywatna, w tym przypadku fundacja rodzinna, to podmiot posiadający osobowość prawną, do którego najczęściej w ramach procesu sukcesyjnego zostaje przeniesiony majątek firmowy rodziny biznesowej — mówi dr Adrianna Lewandowska, prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego (IBR).
Jak podkreśla, głównym zadaniem takiej fundacji jest uchronienie majątku przed rodzinnymi podziałami.
— W procesie sukcesyjnym założyciel firmy, który ma więcej dzieci, zastanawia się, jak podzielić udziały, żeby było sprawiedliwie. Nie jest to proste. Bo co to znaczy sprawiedliwie? Po równo? Według stopnia zaangażowania się w firmę czy według kompetencji? Dylematów jest sporo. Ponadto podział majątku na kolejnych spadkobierców w następnych pokoleniach może bardzo utrudnić harmonijne zarządzanie przedsiębiorstwem, które ma licznych udziałowców o często różnych wizjach rozwoju. W przypadku fundacji, majątek do niej wniesiony staje się jej własnością, co automatycznie eliminuje zagrożenie związane z jego rozdrobnieniem. Nie tylko wskazuje na wolę fundatora, aby pozostał on skonsolidowany, ale też po jego śmierci nie wchodzi w skład jego masy spadkowej — mówi Adrianna Lewandowska.
Według niej, kluczowe dla realizacji celu rodzinnej fundacji jest określenie zasad współzależności oraz relacji pomiędzy fundatorem (wnoszącym majątek) a beneficjentami (najczęściej członkami rodziny), którzy zostają uprawnieni do czerpania z niej korzyści na precyzyjnie określonych zasadach.
Kapitał za granicą
Fundacje rodzinne są powszechne m.in. w Austrii, Luksemburgu czy Szwajcarii.
— W gospodarkach, w których firmy rodzinne mają wielopokoleniową tradycję, ich właściciele, żeby uregulować kwestie własności i uchronić majątek przed nieuzasadnionymi roszczeniami, takimi jak ekstrawaganckie rozporządzanie nim przez członków rodziny, konflikty i wojny rodzinne prowadzące do nadmiernych wypłat, porwania dla okupu czy szantaże, egzekwowanie rzekomych roszczeń przez przypuszczalnych wierzycieli lub inne formy konfiskaty, decydują się na założenie fundacji — przyznaje dr Marta Widz, ekspert Instytutu Biznesu Rodzinnego.
Niestety, choć fundacje rodzinne z powodzeniem działają niemal w całej Europie, w Polsce nie ma możliwości ich otwierania.
— Polskie prawo dopuszcza utworzenie fundacji wyłącznie dla celów społecznych. Krótko mówiąc, muszą one prowadzić działalność charytatywną. Natomiast głównym celem fundacji rodzinnej jest opieka nad wniesionym do niej majątkiem założyciela w celu realizacji postanowień zawartych w statucie na rzecz zdefiniowanych beneficjentów, choć często wiele takich organizacji ma także aspekt społeczny — zwraca uwagę Adrianna Lewandowska.
Wiele polskich majętnych rodzin poradziło sobie z tym problemem, tworząc po prostu rodzinne fundacje za granicą. W Wiedniu zarejestrował ją choćby Jan Kulczyk. Niedawno o utworzeniu fundacji rodzinnej poinformował także prezes LPP.
Coraz częściej słychać głosy największych polskich biznesmenów, że chcą otworzyć takie organizacje poza Polską. To oznacza, że z naszego kraju będzie odpływać więcej kapitału. Wiele firm rodzinnych co roku zasila budżet państwa niemałymi podatkami, a po założeniu fundacji za granicą częściowo te daniny na rzecz naszego kraju zostaną uszczuplone.
Przykład Adama Stadnika pokazuje, że nie tylko wielkie korporacje są zainteresowane podobnymi rozwiązaniami.
Prawo do zmiany
Instytut Biznesu Rodzinnego razem z kancelarią prawną Sołtysiński Kawecki & Szlęzak opracowuje projekt ustawy, która umożliwiłaby tworzenie fundacji rodzinnych w naszym kraju. Obecnie trwają konsultacje społeczne w tej sprawie.
— Jestem patriotą i wolałbym otworzyć fundację w naszym kraju. Ale jeżeli nie będzie takiej możliwość, zrobię to za granicą — mówi Adam Stadnik.
Podkreśla on przy tym, że bardzo ważne w regulacji dotyczącej fundacji rodzinnych jest pozostawienie dowolności tworzenia konkretnych rozwiązań samym firmom.
— Każda biznesowa rodzina jest inna i potrzebuje innych rozwiązań. To, co sprawdza się dla jednej firmy, może nie pasować do innej. Dobrze opracowana konstytucja biznesu może tę różnorodność podkreślić — twierdzi Adam Stadnik.
Zdaniem Adrianny Lewandowskiej, nie wszystkie rodzinne biznesy będą zainteresowane takim rozwiązaniem.
— Fundacja nie sprawdzi się w każdym przypadku. Jej minusem jest choćby to, że przenosząc do niej majątek, przedsiębiorcy przestają być jego właścicielami i nie mogą sprzedać biznesu. Wielu ma z tym mentalny problem. Niewątpliwie jednak wszyscy zgadzają się, że jakieś rozwiązania w tym zakresie powinny w Polsce istnieć — mówi Adrianna Lewandowska.