Fundusze chcą ostro konkurować z bankami
Wraz z malejącą atrakcyjnością lokat bankowych dla przeciętnego zjadacza chleba rosną nadzieje branży funduszy inwestycyjnych. Fundusze liczą na to, że ludzie zaczną wreszcie powierzać swoje pieniądze specjalistom od zarządzania, a nie odkładać na rachunek bankowy. Choć rynek funduszy w Polsce ma zaledwie kilka lat, wybór jest imponujący — kilkadziesiąt różnego rodzaju inwestycji, od bardzo ryzykownych, po bezpieczne. O przewadze funduszy nad innymi środkami inwestowania powiedziano już wiele, jednak jeszcze nie wszystko.
Twoimi pieniędzmi zarządzają specjaliści. Tak przynajmniej być powinno. Zgodnie z ustawą, towarzystwo funduszy inwestycyjnych (TFI) ma obowiązek zatrudnić dwóch licencjonowanych doradców inwestycyjnych. Przed kilkoma laty zatrudniano ich nawet więcej, tak by jeden doradca zarządzał jednym funduszem. Obecnie sytuacja znacząco się zmieniła. Z uwagi na ograniczanie kosztów przez towarzystwa bywa, że zatrudnieni są tylko „dwaj obowiązkowi” doradcy, zaś rzeczywistym zarządzaniem zajmują się inni ludzie — analitycy, maklerzy lub cały zespół. Taki stan jest konsekwencją wyników uzyskiwanych przez fundusze. Okazało się bowiem, że licencjonowani doradcy w dużej mierze nie uzyskują wcale imponujących wyników, a są przy tym bardzo drodzy dla TFI.
Niemniej jednak wybierając fundusz spróbuj dowiedzieć się jak najwięcej o zarządzającym — jakie wyniki uzyskiwał dotychczas i jeśli choć trochę samodzielnie inwestujesz, jakie są jego opinie o rynku. Wielu zarządzających pisze komentarze w prasie. Czytanie ich opinii to prosty sprawdzian wiedzy i umiejętności. Jeśli możesz — unikaj funduszy, w których decyzje podejmują komitety inwestycyjne. Zbiorowa odpowiedzialność nie jest niczym dobrym. Jeśli komitet podejmie złe decyzje, rzadko zdarza się, by ktoś z zespołu wychylił się i powiedział „trzeba zakończyć tę inwestycję”. Funduszem, który głośno mówił o tym, że decyzje podejmuje komitet, był PBK Atut. Z całą pewnością nie jest to fundusz z czołówki, ani nawet ze środka.
Staraj się wybrać fundusz bezprowizyjny, ale uważaj na inne koszty. Takie hasło przekazuje się inwestorom na rynkach rozwiniętych. Cóż, kiedy w Polsce nie jest łatwo znaleźć taki fundusz, zwłaszcza w grupie akcyjnych czy zrównoważonych. Dobrze, że konkurencja doprowadziła do wprowadzania przez TFI okresów promocyjnych, kiedy prowizje są redukowane nawet do zera. Co więcej, zdarzają się one na tyle często, że można tanio kupić jednostki.
Fundusze pobierają dwa rodzaje opłat — prowizje oraz opłatę za zarządzanie. Prowizje mogą być pobierane na początku inwestycji (zależą od wielkości wpłaty) lub na końcu (zależą od czasu inwestycji). Z obu ta druga forma wydaje się bardziej uczciwa w stosunku do inwestora — wielkość prowizji maleje wraz z długością czasu inwestowania. Innym rodzajem kosztów jest tzw. opłata za zarządzanie wchodząca w skład łącznych kosztów pobieranych od aktywów funduszu. Opłata ta pobierana jest w skali roku i jest nieprzyzwoicie wysoka. Dla funduszy akcyjnych mieści się w przedziale od 3,75 do 5 proc. (w USA wynosi od 0,17 do 1 proc.).
By przekonać się o znaczeniu tych opłat, spójrzmy na pewien przykład: inwestujemy 1000 zł w fundusz nie pobierający żadnych opłat. Co roku daje on zysk 15 procent. Po pięciu latach mamy już 2011 zł, zaś po 25 aż 32 919 zł. Niestety, w praktyce koszty operacyjne i zarządzania istnieją. Przyjmijmy więc, że nasz fundusz pobiera 0,5 proc. od aktywów w skali roku. Po 5 latach na rachunku mamy 1962 zł, zaś po 25 — 29 042 zł. Nominalnie wydaje się to niedużo — ale to o 11 procent mniej niż bez opłat. Przy kosztach rzędu 1,5 proc. to już 31 procent mniej.
Mówi się, że lepiej jest wybrać fundusz, który miał najgorszy wynik. Założenie tego polecenia jest proste. Istnieje szansa, że dotychczasowy zarządzający zostanie zwolniony, a nowy zatrudniony będzie się bardziej starał. Niestety ta metoda nie jest zbyt wiarygodna. Zanim słabi zarządzający zostaną wyrzuceni, mogą minąć miesiące i lata, a ty będziesz tracił pieniądze. Na naszym rodzimym podwórku dobrym przykładem były fundusze Korona. W połowie 1998 roku, na pytanie dlaczego fundusze osiągają mizerne wyniki, zarządzający odpowiadali, że rok jeszcze się nie skończył i czas pokaże, że ich strategia była skuteczna. Niestety, z końcem 1998 roku zarządzających wymieniono. Wraz z nowym zespołem wyniki się poprawiły. Dla tych, którzy wybrali Koronę pod koniec 1998 roku, reguła, by inwestować w najgorszych, sprawdziła się. Jednak wcześniejsza decyzja o wyborze tego funduszu mogła doprowadzić do kilku-, a nawet kilkunastomiesięcznych frustracji. Poza tym, jak pokazuje rzeczywistość, niektóre fundusze przez lata uzyskują systematycznie mizerne wyniki. Lepiej więc wybrać taki, których zarządzający zarabia w miarę regularnie.
Wśród licznych powodów, dla których lepiej inwestować za pośrednictwem funduszu inwestycyjnego niż samodzielnie, jest jeszcze jeden. Masz kogo winić w razie wpadki.
Ralph Wanger (Acorn Fund)