Fundusze mogły zarobić przy bessie

Anna Garwolińska
08-01-1999, 00:00

Fundusze mogły zarobić przy bessie

ŹYCIORYSRobert Nejman (37 lat), absolwent Wydziału Chemii Politechniki Warszawskiej. Od sierpnia 1997 roku zarządzający funduszem zrównoważonym i funduszem akcyjnym TFI DWS.Wcześniej zajmował się zarządzaniem aktywami w domu maklerskim Polskiego Banku Inwestycyjnego.

W latach 1994 — 1997 związany był z grupą Fidelia Centrum, gdzie pracował jako dyrektor inwestycjny, by później zostać członkiem zarządu Towarzystwa Funduszy Powierniczych Fidelia. Przed rozpoczęciem kariery w funduszach grał na giełdzie na własny rachunek. Interesuje się wspinaczką górską, snowboardingiem, narciarstwem i kolarstwem górskim.

Na rynku funduszy powierniczych, który ma ledwie kilkuletnią historię i nadal nie może przyciągnąć rzesz inwestorów, pojawiły się już pierwsze osobowości. Robert Nejman, który zarządza funduszem zrównoważonym i akcyjnym w towarzystwie DWS, w przeciwieństwie do większości doradców przyniósł inwestorom zyski.

W ubiegłym roku, gdy w ślad za giełdą notowania jednostek funduszy szły w dół, Robertowi Nejmanowi doradcy DWS udało się osiągnąć zaskakująco dobry wynik: zysk fundusz zrównoważonego wyniósł 27,8 proc., a funduszu akcyjnego 28,13 proc.

O swoim sukcesie

— To prawda, że czuję się zwycięzcą, ale nie to jest najważniejsze. Nowy rok się już zaczął, trzeba pracować nad nowym sukcesem. Czuję, że większość konkurentów bardzo uważnie patrzy, kiedy nam się noga powinie i trzyma za to kciuki — mówi doradca.

Robert Nejman zasłynął udanie wykorzystując tzw. timing, czyli zmianę portfela zależnie od koniunktury rynkowej.

— Skład portfela zmieniałem w miarę potrzeby. Z ujawnionego po I półroczu 1998 portfela nadal posiadam sporo spółek. Z wykresu notowań jednostek uczestnictwa funduszu zrównoważonego i akcyjnego wyraźnie widać, że uczestniczyliśmy w spadkach. Niestety calkowite uniknięcie strat przy inwestowaniu w akcje jest niemożliwe. Podstawą mojej działalności jest ocenianie na bieżąco relacji potencjału wzrostowego i skali ryzyka — wyjaśnia doradca.

Ujawnia, że fundusz zrównoważony DWS nigdy nie inwestował więcej niż 65 proc. portfela w akcje. Natomiast w okresach załamania, głównie w maju i sierpniu, udział akcji w funduszu akcyjnym spadał nawet do 50 proc. Jednak średnio w ciągu roku w funduszu akcyjnym zaangażowanie w akcje wynosiło 75 proc.

Robert Nejman mówi, że najlepiej zarządza mu się funduszem zrównoważonym.

— Podobnie jak portfelem papierów dłużnych trudno byłoby mi efektywnie decydować o inwestycjach funduszu, który w założeniu zawsze miałby mieć minimum 80 proc. akcji w portfelu — przyznaje doradca.

O budowaniu portfela

— Nie decyduję się na długoterminowe inwestowanie w rynek akcji jako całość. Natomiast na bazie analizy fundamentalnej staram się wyszukiwać spółki, które są nisko wyceniane przez rynek, a ich długoterminowy potencjał wzrostu jest na tyle duży, że inwestycja w nie jest do zaakceptowania. Takich spółek jest jednak za mało, by wypełnić cały portfel. Poza tym portfel powinien być nieco zbieżny z ofertą rynku, a więc powinny znaleźć w nim miejsce także największe firmy. Moja ocena większości spółek o dużej kapitalizacji nie uzasadniała długoterminowego inwestowania w nie. Ponieważ jednak spółki te charakteryzują się dużą płynnością, znakomicie nadają się na obiekty inwestycji opartych na analizie technicznej — uważa doradca.

O analizie technicznej

Robert Nejman zdaje sobie sprawę, że stosowanie analizy technicznej jest nieco lekceważone.

— Być może wynika to z tego, że ludzie lubią do końca racjonalnie wiedzieć, dlaczego coś zrobili, a analiza techniczna jest postrzegana jako nieco magiczna. Analiza fundamentalna ma wiele plusów, ale i niesie ze sobą liczne zagrożenia. Nigdy nie mamy pewności, że uwzględniliśmy wszystkie istotne czynniki. Jeśli choć jeden z nich działa przeciwko nam, to nim się zorientujemy może już być za późno. Jeżeli się konsekwentnie stosuje analizę techniczną, to ona wskazuje momenty, kiedy należy sprzedać akcje. Statystycznie rzecz biorąc takie postępowanie chroni mnie przed dużymi stratami — przyznaje Robert Nejman.

Jego zdaniem, stosowanie analizy technicznej ma jednak sens tylko wtedy, gdy obiekt inwestycji jest bardzo duży w stosunku do kwoty, którą chcemy zainwestować. W związku z tym należy odrzucić większość małych i niepłynnych spółek.

O zarządzających

Nadal nie ma w Polsce pierwszej ligi zarządzających. Ale nie tylko doradcy są winni tej sytuacji.

— Nieefektywność wielu zarządzających wynika nie tyle z ich złego przygotowania, ile z narzucania im bardzo sztywnych, nie przystających do sytuacji rynkowej ram działania. Jeżeli zarządzającemu narzucono, że 80 proc. aktywów musi posiadać w akcjach, to nie mógł osiągnąć dobrego wyniku — tłumaczy Robert Nejman.

Według niego, na strategię inwestycyjną duży wpływ ma również podejście do klientów. Część zarządzających uznaje, że jeżeli klient wybrał portfel akcji, to ewentualne straty podczas bessy są jego zmartwieniem. Zarządzający indywidualnym portfelem na zlecenie, mający z założenia bezpośredni kontakt z klientem, w większym stopniu starają się unikać strat.

Z drugiej strony, decydując się na ryzykowne inwestycje, należy liczyć się z przejściowymi stratami.

O upodobaniach

Inwestowanie jest procesem indywidualnym. Choć przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych korzysta się z pracy wielu analityków, to sama decyzja powinna być podejmowana jednoosobowo.

— Chętnie zarządzałbym funduszem hedgingowym, który nie ma sprecyzowanych ram inwestycyjnych i inwestuje w to co zarządzający uzna za zyskowne. Na takiej pozycji interesowałyby mnie głównie akcje, a tylko w małym stopniu instrumenty typu opcje czy kontrakty terminowe. Nie obawiam się zarządzania dużym funduszem. Jednak istnieje dla mnie granica, którą wyznacza wielkość rynku. U nas sytuacja jest na tyle korzystna, że giełda rośnie. Niestety za mało przybywa spółek wielkich. W ostatnim roku pojawiło się zbyt dużo firm małych i właściwie mało istotnych. Życzyłbym sobie, aby na rynku było co najmniej 30-40 spółek wielkości i jakości np. Softbanku. Na szczęście pojawiają się nowe możliwości inwestowania na rynkach zagranicznych — zaznacza Robert Nejman.

O rynku funduszy

Rynek funduszy inwestycyjnych nie jest jeszcze ustabilizowany i czekają nas znaczące zmiany. Czy jest na nim miejsce dla zupełnie nowych graczy?

— Może nie pojawi się już zbyt wiele nowych towarzystw, a nawet część z nich zniknie, np. poprzez konsolidację banków, do których należą — zauważa doradca.

Uważa on, że w Polsce podobnie jak na świecie największą popularność zdobędą fundusze papierów dłużnych.

O edukacji klientów

Robert Nejman zdaje sobie sprawę, że zainteresowanie klientów funduszami inwestycyjnymi jest obecnie znikome, ale — jego zdaniem — w dłuższym czasie powinno się ono zbliżyć do poziomu, jeżeli nie amerykańskiego, to na pewno europejskiego. Pomoże w tym na pewno działalność funduszy emerytalnych. Czym jednak można przyciągnąć nowych klientów?

— Przede wszystkim dobrymi wynikami. Po takim roku jak ostatni na giełdzie trudno przekonywać inwestorów do długookresowego powierzenia środków. Nie można ich przyciągać twierdząc, że jak na giełdzie będzie hossa, to zarobisz, a jak bessa, no to niestety nic na to nie poradzimy. Zarządzający muszą udowodnić, że podczas bessy, jeśli nie mogą przynieść zysków, to przynajmniej zminimalizować straty — mówi otwarcie doradca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Garwolińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fundusze mogły zarobić przy bessie