Niemiecki urząd kartelowy zamierza zakazać połączenia operatorów stacji benzynowych — koncernów Shell i DEA, a także połączenia Arala z BP. Jednak nawet gdyby Niemcy się zgodzili, to postępowanie mógłby wszcząć pogromca fuzji — Mario Monti, europejski komisarz ds. konkurencji.
Niemiecki urząd kartelowy chce zablokować planowaną fuzję na rynku paliwowym. DEA, spółka zależna od RWE zajmująca się dystrybucją paliwa, ma połączyć się z Shellem, tworząc wspólną sieć dystrybucji paliw. Podobnego manewru chcą dokonać Aral, spółka zależna od E.ON, dysponująca największą siecią stacji benzynowych w Niemczech, oraz BP.
Prawa konsumentów
— Istnieje poważna obawa, że fuzje Shell/DEA i BP/Aral doprowadzą do powstania rynku dystrybucji paliwa, na którym nie istnieje konkurencja. Dopuszczenie do takiej sytuacji naruszyłoby interesy konsumentów —wyjaśnia Ulf Boege, szef niemieckiego urzędu kartelowego.
Ewentualna fuzja Schell/DEA doprowadziłaby do powstania sieci liczącej 3,2 tys. stacji benzynowych. Zakup przez BP sieci Aral spowodowałby z kolei utworzenie sieci liczącej 3,5 tys. stacji. W takim przypadku trzy największe koncerny Shell/DEA, BP/Aral oraz Esso sprawowałyby kontrolę nad 60 proc. rynku.
Oświadczenie dyrektora urzędu kartelowego nie zmniejszyło optymizmu potentatów paliwowych.
— Shell i RWE-DEA kontynuują rozmowy z urzędem kartelowym i są pewne, że wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane — głosi wspólne oświadczenie firm. Jak donosi „Handelsblatt”, liczą się one z koniecznością dokonania pewnych ustępstw, ale uważają, że urząd wyda korzystne dla nich postanowienie jeszcze w tym roku.
Nieubłagana Unia
Tymczasem KE wyraża zaniepokojenie planowaną fuzją. Może zatem się zdarzyć, że mimo pozytywnego rozstrzygnięcia przez niemiecki urząd powstanie konflikt z nieubłaganym Mario Montim, komisarzem ds. konkurencji, który bardzo rygorystycznie zwalcza wszelkie praktyki oligopolistyczne w Europie.