Fuzja PBK z BPH aż się prosi o jawność
Do formalnej fuzji Powszechnego Banku Kredytowego i Banku Przemysłowo-Handlowego zostało jeszcze pięć miesięcy. Pora na szczegóły, których rynek się domaga, a których nie widać. Łączenie instytucji finansowych zawsze budzi wiele emocji — a tym więcej, gdy praktycznie nic nie wiadomo o zasadach, którymi kierują się akcjonariusze decydujący o fuzji. Józef Wancer, prezes BPH, a w niedalekiej przyszłości szef nowego banku, nie wyjaśnia wszystkich wątpliwości. Za to prowokuje nowe.
Nadal nie wiadomo, ile osób będzie musiało odejść z połączonego banku, na jakich zasadach przeprowadzone zostaną redukcje zatrudnienia, czy pracownicy dublujących się działalnością spółek zależnych też zostaną zmuszeni do odwrotu, kto będzie decydował o skali i jakości redukcji. Te informacje są dla rynku zbyt cenne, by zarząd przyszłego banku mógł sobie pozwolić na ich ukrywanie.
Kiedy ogłaszano zamiar połączenia PBK i BPH, padła deklaracja o jawności fuzji. Wieści, które przychodziły z banków, od razu odbijały się na rynkowej wycenie obu spółek. Generalnie odbijały się korzystnie. I kiedy zapadła cisza, od razu pojawiły się spekulacje, że zarządy banków mają pewnie coś do ukrycia, że pojawiły się problemy. Na dodatek wyszedł na jaw delikatny spór o obowiązujący w przyszłym banku system informatyczny. Zdziwienie sprowokował skład zarządu połączonej instytucji, w którym dla obecnych szefów PBK nie znaleziono żadnego ważnego stanowiska. I znów: wątpliwości, domniemania, plotki i pogłoski. I żadnego dementi.
W sektorze bankowym były już przykłady fuzji tzw. transparentnych: Bank Zachodni z WBK czy próba połączenia Banku Handlowego z BRE Bankiem. Wiele wskazywało na to, że ustanowiony został pewien standard finansowych fuzji. Nie został.