Galerie reagują na e-handel

opublikowano: 31-01-2012, 00:00

Kupowanie w sieci nie zmniejszy ruchu w centrach handlowych, ale wymusi rozwój oferty

Handel internetowy w Polsce rozwija się bardzo szybko.

— W 2011 r. w e-sklepach Polacy wydali 7,5 mld zł, a udział internetu w handlu detalicznym zwiększył się przez rok z 2,2 proc. do 3,1 proc. — podaje Marek Górecki, specjalista ds. e-commerce w spółce Divante.

Do internetu wkracza coraz więcej popularnych sieci, znanych z ulic i galerii handlowych. — W internecie działają m.in. Auchan, Praktiker, Monnari, Solar, Bartek, Orsay. Kolejne duże firmy — Tesco i Media Saturn Holding — zapowiadają, że w 2012 r. też będą sprzedawać online. Dodatkowo marki stricte internetowe, jak Answear.com, BezOkularów, Szkła.com, wchodzą na rynek tradycyjny i systematycznie powiększają liczbę sklepów — zauważa Marek Górecki. Kanały te już dziś bardzo się przeplatają.

— W 2011 r. aż 75 proc. klientów, którzy odwiedzili sklep stacjonarny branży RTV/AGD, wcześniej zapoznało się z ofertą produktową w internecie. W segmencie artykułów dla majsterkowiczów było ich prawie 50 proc., a w turystyce ponad 80 proc. — podaje Marek Górecki.

W nowoczesność

Zmiany zachowań konsumentów następują błyskawicznie, co może mieć spory wpływ na sprzedaż w galeriach handlowych.

— W 2012 r. Inditex planuje uruchomić w Polsce sklep internetowy Zary. Marka jest „kotwicą modową” w wielu centrach handlowych i zarządcy galerii, by ją pozyskać, oferują jej bardzo korzystne warunki najmu, w tym czynsze liczone od obrotów. Wprowadzenie dodatkowego kanału sprzedaży może więc wpłynąć na obniżenie dochodów z najmu — uważa Karina Kreja, analityk rynku powierzchni handlowych w CBRE.

Za tak dużą firmą podążą kolejne. Analitycy są jednak zgodni, że rozwój e-handlu nie zmniejszy liczby klientów w galeriach. Stacjonarne sklepy mogą jednak zostać zmuszone przez realia rynku do przemodelowania oferty i funkcji.

— Klienci coraz częściej będą przychodzili do sklepu tylko po to, by obejrzeć produkt, sprawdzić jak działa, przymierzyć. A po powrocie do domu wyszukają w internecie, czy gdzieś indziej nie jest on tańszy. Jeśli będzie, kupią go w sieci — dodaje Karina Kreja.

Bodźce „w realu”

Mocnym impulsem wymuszającym regularne wizyty w centrach handlowych jest, i nadal będzie, tzw. shopping experience. Zakupy to także forma spędzania wolnego czasu, zapewniają kontakt z ludźmi i dostarczają rozrywki.

— Rozwój handlu internetowego i aplikacji mobilnych nie grozi pustkami w galeriach. Nie muszą się też obawiać właściciele popularnych marek odzieżowych, nawet jeśli podobne ubrania będzie można kupić taniej w sieci. Klienci kupują, kierując się marką produktu, która stanowi obietnicę jakości i stylu. Trudniej może być za to dystrybutorom i właścicielom sklepów multibrandowych — prognozuje Marek Noetzel, partner w Cushman & Wakefield.

Lodówka z internetu

Zmiany najszybciej odczują sprzedawcy multimediów, drobnej elektroniki i sprzętu RTV/AGD. Już teraz ich produkty można kupić w internecie taniej nawet o 20-30 proc.

— Można oczekiwać, że za kilka lat właściciele sklepów elektronicznych, RTV, AGD zaczną zmniejszać wynajmowaną powierzchnię. Zmieni się też logistyka i system dostaw — mówi Marek Noetzel.

Galerie utrzymają swoją pozycję, ale będą musiały coraz bardziej walczyć, aby przyciągnąć klientów. Dużą rolę będzie odgrywał zwłaszcza marketing. — Pierwszy sklep internetowy w USA został uruchomiony pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, a tamtejsze centra handlowe wcale nie mają się źle. Sprzedaż tradycyjna wywołuje emocje, które nie pozostają bez znaczenia przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Tych brakuje przy anonimowej, pozbawionej zmysłów sprzedaży internetowej — stwierdza Mariola Rogóż, dyrektor marketingu w krakowskim centrum handlowym Bonarka City Center.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu