Garbarnia bije w Chemiskór
OPÓR ZWIĄZKÓW: Ratunkiem dla Garbarni Braniewo mogła być zmiana struktury jej zatrudnienia. Na to jednak nie zgodziły się związki zawodowe — twierdzi Jerzy Stępień, prezes Chemiskóru. fot. ARC
Garbarnia Braniewo, którego jedynym właścicielem jest notowany na GPW Chemiskór, złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości. Chemiskór w okresie dwóch lat zainwestował w Braniewo 1,5 mln zł.
Garbarnia Braniewo odczuła dekoniunkturę, która dotknęła wszystkich polskich producentów skór. Sprzedaż się załamała. Firmę można było uratować, ale na przeszkodzie stanęły związki zawodowe.
— Alternatywą dla wniosku o upadłość firmy była restrukturyzacja zatrudnienia. Na zwolnienia nie zgodziły się jednak organizacje związkowe. Umowa podpisana przez nas ze Skarbem Państwa dawała pracownikom Braniewa gwarancję utrzymania stanu zatrudnienia. W tej sytuacji pozostało ogłoszenie upadłości spółki — wyjaśnia Jerzy Stępień, prezes Chemiskóru.
Przez dwa lata łódzka spółka zainwestowała w Braniewo 1,5 mln zł. Być może część tej kwoty uda się Chemiskórowi odzyskać. Zdaniem Jerzego Stępnia będzie to możliwe, jeśli syndyk masy upadłościowej zdecyduje się na kontynuowanie działalności garbarni. Są na to szanse, gdyż zakład ma certyfikat na produkcję skór przeznaczonych na obuwie dla wojska.
Chemiskór już dwukrotnie (na koniec 1998 r. i na koniec I półrocza tego roku) dokonał przeszacowania wartości akcji Garbarni Braniewo. Ma to negatywny wpływ na jego wyniki finansowe. Po dwóch kwartałach strata netto wynosiła niecałe 650 tys. zł. Po konsultacji z audytorem, w raporcie półrocznym zwiększyła się do 1,3 mln zł. Władze Chemiskóru nie wykluczają, że dokonają kolejnego przeszacowania.
— Planujemy sprzedaż nieruchomości fabrycznej. Obecnie w tej sprawie prowadzone są negocjacje i wkrótce może dojść do podpisania umowy przedwstępnej. Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana w tym roku, spółka wykaże zysk netto — uważa Jerzy Stępień.