Gaśnie entuzjazm biznesu wobec euro

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 04-06-2013, 00:00

Wśród polskich przedsiębiorców zwolennicy przyjęcia unijnej waluty nadal są w większości. Ale ich grono szybko się kurczy

Jeszcze trzy lata temu polscy przedsiębiorcy właściwie nie mieli wątpliwości — uważali, że euro to dla nich szansa na rozwój i większe zyski. W badaniu firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton z 2010 r. aż 86 proc. właścicieli i menedżerów polskich średnich i dużych firm opowiadało się za przyjęciem przez Polskę unijnej waluty. Dziś poparcie biznesu dla euro jest znacznie mniejsze. W obecnej edycji badania już tylko 56 proc. ankietowanych opowiada się za przyjęciem unijnej waluty. Jak tak dalej pójdzie, za rok firmy popierające euro będą mniejszością.

Szansa i ryzyko

— Zyski na poziomie mikro z przyjęcia euro nadal są niekwestionowane. Eliminacja ryzyka kursowego i kosztów transakcyjnych, zwiększenie porównywalności cenowej — tu nic się przez ostatnie lata nie zmieniło. Zmienia się jednak postrzeganie euro w perspektywie makroekonomicznej. Unijna waluta uznawana jest przez polskich przedsiębiorców jako mniej stabilna i bezpieczna niż trzy lata temu — komentuje Tomasz Wróblewski, partner zarządzający w polskim oddziale Grant Thornton. Po raz pierwszy, odkąd prowadzone są badania, polscy przedsiębiorcy są bardziej sceptycznie nastawieni do przyjęcia euro niż duńscy (gdzie przyjęcia euro chce 59 proc. firm). Wyprzedzają nas też Litwa (64 proc.) i Łotwa (61 proc.). Pod względem „eurosceptycyzmu” daleko nam jednak do Wielkiej Brytanii i Szwecji, gdzie niechęć do unijnej waluty jest bardzo silna (odpowiednio 11 i 20 proc.).

— Biorąc pod uwagę, jak wiele mówi się w ostatnich latach o problemach strefy euro, zupełnie mnie nie dziwi, że atrakcyjność euro w oczach biznesu spada. Zwłaszcza w Polsce ten psychologiczny efekt ma silne podstawy. Firmy widzą, że w ostatnim kryzysie nasza gospodarka nawet bez euro radziła sobie dobrze, tymczasem sam Euroland przeżywa poważne problemy. Część przedsiębiorców uznała więc, że unijna waluta nie jest tak wartościowa, jak wcześniej sądzili — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Jego zdaniem, wątpliwości firm są częściowo uzasadnione. Przedsiębiorcy nie powinni oczekiwać, że euro będzie oznaczać dla nich tylko większe zyski. Jednym firmom euro da zarobić, innym przyniesie stratę.

— Wejście do strefy euro wiąże się nie tylko z szansą, ale też z ryzykiem. Kiedy przyjmiemy unijną walutę, zwiększy się dostępność tamtego rynku, ale też zwiększy się konkurencja. Firmy, które mają lepszą ofertę niż ich konkurenci z Eurolandu, zyskają na euro. Eksporterzy, którzy są mało konkurencyjni i zarabiali dotychczas głównie na osłabieniach złotego, na euro raczej stracą — ostrzega Piotr Kalisz.

Chłodne przyjęcie

Grant Thornton spytał też europejskie firmy o to, jaka powinna być przyszłość Eurolandu. Optymistyczne jest to, że przedsiębiorcy właściwie nie wyobrażają sobie przyszłości Europy bez euro. Aż 96 proc. chciałoby, aby strefa euro przetrwała.

— Europejczycy są świadomi, że skuteczne konkurowanie ze Stanami Zjednoczonymi i potęgami z Nowego Świata wymaga połączenia sił. Stąd większość firm w Unii Europejskiej wypowiada się za integracją wspólnej waluty. Parafrazując opinię Churchilla o demokracji, można stwierdzić, że euro ma wiele wad, ale nikt niczego lepszego nie wymyślił — komentuje Tomasz Wróblewski. Jednak biznes strefy euro dość niechętnie podchodzi do przyjmowania nowych krajów — w tym Polski — do wspólnoty. Tylko 38 proc. firm Eurolandu chciałoby, żeby dołączały do niego nowe kraje. Najbardziej niechętny jest biznes w Irlandii (tylko 18 proc. deklaracji poparcia), Holandii (21 proc.) i Finlandii (25 proc.). Nasi niemieccy sąsiedzi też nie palą się do rozszerzania Eurolandu — popiera ten krok tylko 28 proc. firm. Co ciekawe, najbardziejotwarci na nowe kraje są przedsiębiorcy z Grecji (60 proc.).

— Nie sądzę, żeby firmy w strefie euro bały się dodatkowej konkurencji z Polski i innych krajów. To raczej naturalna reakcja na „kryzys grecki”. W oczach przedsiębiorców z Eurolandu nowe państwa to niewiadoma i potencjalne kolejne problemy — mówi Piotr Kalisz.

OKIEM EKSPERTA

Gdy skończy się kryzys

JAKUB BOROWSKI

główny ekonomista Credit Agricole

Polska nie powinna spieszyć się z przyjmowaniem unijnej waluty. Powinniśmy zrobić ten krok dopiero wtedy, kiedy będzie można spokojnie powiedzieć, że kryzys Eurolandu się skończył i region wszedł na ścieżkę solidnego wzrostu gospodarczego. Wydaje się, że dojdzie do tego najwcześniej za kilka lat. Kiedy jednak ten moment nastąpi, Polska powinna przyjąć euro możliwie szybko. Im szybciej to się stanie, tym dłużej nasza gospodarka będzie czerpać korzyści z posiadania unijnej waluty. Jeśli przyjmiemy euro dopiero jako kraj rozwinięty, który dogonił już średnią unijną (a więc za kilkadziesiąt lat), wówczas euro wiele nam nie da. Integracja walutowa nie będzie już miała tej siły co teraz, kiedy doganiamy kraje zachodnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu