PGNiG połączyło polski system gazowy z ukraińskim. Rurociągiem będzie mogło tłoczyć nawet 1 mld m sześc. paliwa rocznie.
Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu (PGNiG) udało się po kilku latach wybudować wspólnie ze swoim odpowiednikiem z Ukrainy — NAK Naftogaz rurociąg Ustiług–Hrubieszów. Ma on tłoczyć gaz ze wschodu w rejon Hrubieszowa. Koszt inwestycji szacuje się na około 18 mln zł. Paliwo do Polski będzie dostarczać ukraińska firma Lvivtransgaz. Zacznie od 17,5 mln m sześc. rocznie.
Zdaniem Marka Kossowskiego, prezesa PGNiG, to tylko część możliwości. Od 2008 r. do 2020 r. będzie można tłoczyć do Polski do 200 mln m sześc. gazu rocznie.
— Wydając jeszcze kilkadziesiąt milionów złotych, możemy zwiększyć moc przesyłową nawet do 1 mld m sześc. w skali roku (Polska zużywa 13 mld m sześc. — przyp. red.) i połączyć ją z całym polskim systemem gazowym — mówi Marek Kossowski.
Taka inwestycja pozwoliłaby zwiększyć zdolności przesyłowe istniejącego połączenia z Ukrainą w Drozdowiczach. Płynie przez nie część gazu z kontraktu jamalskiego.
To nie jedyny element współpracy. PGNiG i NAK w ubiegłym roku rozpoczęły rozmowy o zwiększeniu przepustowości systemów gazociągowych. Zakładały, że przez tłocznię Komarno (okolice Lwowa) do Polski będzie można przesyłać 6 mld m sześc. gazu rocznie. Obecnie jest to 3 mld m sześc.
Plany współpracy obu spółek ma przypieczętować mapa drogowa, czyli plan, który prezydenci Polski i Ukrainy podpiszą pod koniec września. Mowa w nim m.in. o wspólnej budowie gazociągu Sarmackiego, mającego tłoczyć gaz ze środkowej Azji do Europy Zachodniej. Czy dymisja rządu Julii Tymoszenko nie opóźni realizacji tych projektów?
— Myślę, że nie. W powstanie mapy drogowej zaangażował się przecież sam prezydent Wiktor Juszczenko i będzie chciał kontynuować rozpoczętą współpracę — twierdzi Marek Kossowski.
Konkretne rozwiązania będą zależały od nowego rządu w Kijowie. To ważne, bo PGNiG chciałoby pieniądze pozyskane z GPW inwestować m.in. w wydobycie ropy naftowej i gazu na Ukrainie.