GDR-y odchodzą do lamusa

Magdalena Graniszewska
opublikowano: 2009-12-28 00:00

Zainteresowanie taką formą inwestowania zanika – twierdzą obie spółki. Nie wszyscy kładą jednak na nich krzyżyk.

Po KGHM z globalnych kwitów depozytowych zrezygnuje Asseco

Zainteresowanie taką formą inwestowania zanika – twierdzą obie spółki. Nie wszyscy kładą jednak na nich krzyżyk.

Globalne kwity depozytowe nazywa się ADR-ami (american depositary receipts, emitowane na rynku amerykańskim) i GDR-ami (global depositary receipts, emitowane na pozostałych rynkach kapitałowych). Kwity wystawiane są w miejsce akcji zagranicznej spółki. Oryginalne akcje są składane w banku depozytowym, a kwity wystawione przez ten bank są przedmiotem obrotu giełdowego. Chodzi o to, by umożliwić inwestorom zagranicznym inwestowanie w akcje spółek nienotowanych na ich lokalnych giełdach.

Do niedawna GDR-y miał KGHM, ale już nie ma. Miedziowa spółka wycofała je właśnie z obrotu na londyńskiej giełdzie.

— Zainteresowanie inwestorów tą formą inwestowania zaczęło zanikać, a liczba wyemitowanych GDR-ów spadła do około 0,5 proc. kapitału zakładowego. Widać, że inwestorzy preferują bezpośredni zakup akcji KGHM na warszawskiej giełdzie —tłumaczy Anna Osadczuk, rzeczniczka KGHM.

Następne może być Asseco Poland. Informatyczna spółka doszła do wniosku, że wobec głębszej penetracji naszego rynku przez międzynarodowe instytucje finansowe udział w programie GDR stracił sens.

— Za jego zamknięciem przemawia znikome zainteresowanie inwestorów tym instrumentem, a także wysokie koszty związane z podwójnym notowaniem. Dlatego w tym roku Asseco Poland podjęło decyzję o wygaszeniu programu GDR-ów. Obecnie znajdują się w tzw. okresie zamknięcia — mówi Bartłomiej Drywa, odpowiedzialny za relacje inwestorskie w Asseco Poland.

Siła rozpędu

W Londynie notowane są wciąż kwity depozytowe siedmiu polskich spółek. PKN Orlen nie zamierza opuszczać tego rynku.

— Nie planujemy wycofania naszych GDR-ów. Nie widzimy ku temu przesłanek, ponieważ inwestorzy zagraniczni wciąż nimi handlują, choć rzeczywiście nie jest to duży wolumen. Ale póki istnieje zainteresowanie, póty będą notowane — deklaruje Dawid Piekarz, rzecznik Orlenu.

Podobne nastawienie ma Telekomunikacja Polska. Spółka utrzymuje GDR-y, ponieważ inwestorzy zagraniczni nadal się nimi interesują.

— Zainteresowanie jest wprawdzie mniejsze niż 10 lat temu, ale nadal nie jest marginalne. Biorąc pod uwagę, że koszty utrzymania programu są minimalne, nie widzimy powodu, żeby odbierać inwestorom ten instrument —poinformowało biuro prasowe Telekomunikacji Polskiej.

Siłą rozpędu utrzymywane są GDR-y Stalexportu Autostrady.

— GDR-y stanowią marginalną część naszego kapitału, a spółka nie ponosi żadnych kosztów z tytułu utrzymywania tego programu. Z tego względu funkcjonowanie GDR-ów nie stanowi dla nas przedmiotu analizy. Samego programu nie rozpatrujemy w kategoriach promocji lub potencjalnego źródła pozyskania dodatkowego kapitału. Traktujemy go wyłącznie jako pozostałość po sprzedanej działalności handlowej — tłumaczy Marek Długajczyk, dyrektor biura zarządzania finansami w Stalexporcie.

Tani koszt

W sens kwitów wierzy tymczasem Mostostal-Export.

— Koszt roczny utrzymania ADR-ów to zaledwie 500 USD. Nie możemy wykluczyć, że w przyszłości skorzystamy z możliwości emisji również poza granicami Polski — mówi Michał Skipietrow, prezes Mostostalu-Export.

Niepotrzebny koszt

Wiesław Rozłucki

były wieloletni prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Kwity depozytowe, czyli ADR i GDR, to instrumenty dobre dla rynków początkujących, czyli takich, na których inwestorzy zagraniczni nie mają możliwości inwestować bezpośrednio, lub takich, których infrastruktura rynku kapitałowego nie budzi zaufania. Dlatego np. w Londynie najchętniej handluje się dziś kwitami depozytowymi spółek rosyjskich, ukraińskich i kazachskich, a nie np. polskich, czeskich czy węgierskich. Nasz rynek jest już uregulowany i uznany w Europie, dlatego utrzymywanie GDR jest niepotrzebnym kosztem i pozostałością z dawnych czasów. Oczywiście GDR mogą być jednym ze sposobów na promocję wśród inwestorów zagranicznych, ale przecież jest jeszcze kilkanaście innych i lepszych sposobów. Analitycy zwracają większą uwagę na wielkość i potencjał firmy, niż na miejsce jej notowań.