Gdy Goliat ma dług u Dawida

Jacek Konikowski
opublikowano: 2009-06-29 00:00

Mała firma z dużym dłużnikiem może sobie poradzić na cztery sposoby: poprosić, wynająć, sprzedać lub postraszyć.

Mali wierzyciele nie są bezradni wobec wielkich dłużników

Mała firma z dużym dłużnikiem może sobie poradzić na cztery sposoby: poprosić, wynająć, sprzedać lub postraszyć.

To mit, że mała firma jest zdana na łaskę wielkiego dłużnika. Bo nie wielkość, lecz sposób działania wierzyciela decyduje o skuteczności odzyskania długu. Fakt, wiele małych firm walcząc z dużymi kontrahentami o swoje należności zdążyło zbankrutować. Paradoksalnie, na własne życzenie.

Rozterka

Podstawowe pytanie, jakie trzeba sobie zadać trzymając w ręku nieuregulowaną fakturę, brzmi: czy bardziej się opłaca kontynuowanie współpracy czy jej zakończenie? Jeżeli to pierwsze, czeka nas plan restrukturyzacji długu i ustalenie zasad na przyszłość. Jeżeli to drugie: ściąganie należności. W tym przypadku możliwości jest kilka. Od "miękkich" po "twarde".

O jednym należy jednak pamiętać — podstawowym błędem, który prowadzi zwykle do bankructwa małych firm, jest niesłabnąca nadzieja na zapłatę w bliżej nieokreślonej przyszłości.

— Należy mieć świadomość, że z każdym dniem czy tygodniem szanse na wyegzekwowanie należności maleją — uważa Paweł Trybuchowski, prezes Kancelarii Corpus Iuris.

Z restrukturyzacją

Na początek warto podjąć próbę załatwienia sprawy polubownie w drodze negocjacji.

— Dobrym początkiem jest bezpośrednia wizyta u dłużnika i omówienie przyczyn niepłacenia oraz perspektyw na przyszłość. W trakcie takiej wizyty trzeba uzyskać jak najwięcej — punktem wyjścia może być uznanie zadłużenia bądź potwierdzenie salda i wstępny harmonogram spłaty. Aby to wszystko miało wartość procesową, musi mieć formę pisemną — radzi Wojciech Bogusławski, dyrektor działu restrukturyzacji i windykacji należności w Bibby Financial Services.

Gdy urok osobisty i dyplomacja zawiodą, warto rozważyć kontakt z firmą wyspecjalizowaną w restrukturyzacji należności.

— Ważne, by była to firm zajmująca się restrukturyzacją a nie windykacją, gdyż mały wierzyciel potrzebuje odpowiedniego planu finansowego, który zapewni mu odpowiednie środki finansowe na prowadzenie działalności na czas odzyskiwania przeterminowanych należności od dłużnika — mówi Bogusławski.

— Na pewno dobrym pomysłem na poprawę ściągalności należności od dużych dłużników jest włączenie banku w proces ich odzyskiwania. Można tego dokonać poprzez zawarcie umowy faktoringowej lub inkasa faktoringowego — uważa Paweł Kacprzak, dyrektor ds. faktoringu w Raiffeisen Bank Polska.

Przy okazji działa też efekt skali.

— Ingerencja strony trzeciej, w tym wypadku profesjonalnej firmy zajmującej się przeterminowanymi należnościami, zwykle skutkuje przyśpieszeniem procesu restrukturyzacji — dodaje Bogusławski.

Windykacja

Jeżeli nie uda nam się nawiązać współpracy z firmą zajmującą się restrukturyzacją długów, to nie mamy wyjścia. Pozostaje "miękka windykacja"— sprzedaż długu. Która także ma swoje zalety. Najważniejsza to ta, że dzięki niej mały przedsiębiorca może praktycznie od razu odzyskać część należności. Wadą jest to, że nie całą.

— Coraz popularniejszą usługą oferowaną przez firmy windykacyjne jest zakup wierzytelności. Trzeba jednak pamiętać, że taka firma kupując dług, przenosi na siebie całe ryzyko związane z wyegzekwowaniem go. Dlatego też cena, jaką zaoferuje, będzie zwykle niższa od kwoty, jaką wierzyciel odzyskałby powierzając windykację długu bez jego sprzedaży — mówi Krzysztof Sokołowski, wspólnik — prokurent Kancelarii Prawnej Lexus.

Jeżeli jednak nie uda się sprzedać długu, pozostaje tradycyjna firma windykacyjna.

— Dobrze gdyby windykator, oprócz polubownego i sądowego dochodzenia roszczeń, oferował możliwość wpisania dłużnika do Biura Informacji Kredytowej lub usługi detektywistyczne. Dysponuje wtedy większą liczbą sankcji, które może zastosować wobec firmy opóźniającej płatności — uważa Urszula Okarma, dyrektor ds. transakcji strategicznych i relacji z klientami firmy Kruk.

Desperacja

Gdy wszystkie inne sposoby zawiodą, pozostanie krok desperacki acz skuteczny: złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości niepłacącego kontrahenta.

— Jego skuteczność bierze się z tego, że efekt w porównaniu z procesem gospodarczym następuje szybko. Wniosek o upadłość, zwłaszcza znanej firmy, np. giełdowej, jest fatalnym dla niej zdarzeniem. Wpływa to m.in. na jej wiarygodność i wartość, odstrasza klientów, czy też obniża kurs akcji. Oczywiście należy pamiętać, że w przypadku złożenia wniosku o upadłość, wnioskodawca nie otrzyma swoich należności od razu. Inną zachętą do sięgania po upadłościowy straszak są niższe koszty sądowe: od wniosku o upadłość sąd pobiera 1 tys. zł, a wpis od zwykłego pozwu wynosi 5 proc. żądanej zapłaty — mówi Sokołowski.

Wadą windykacji i składania wniosku o upadłość jest bardzo duże prawdopodobieństwo pogorszenia dobrych stosunków z kontrahentem.

— Moim zdaniem warto zaryzykować — lepiej przetrwać i odbudowywać relacje z dostawcą, niż ogłosić upadłość — sumuje Paweł Trybuchowski.

Jacek Konikowski