Wywiązanie się z umów biznesowych będzie dla wielu firm wyjątkowo trudne — jak nigdy do tej pory. Z wiadomych przyczyn z jednej strony uderza w nie rezygnacja coraz większej liczby konsumentów i kontrahentów z oferowanych usług czy zakupu określonych towarów, bo np. tracą zlecenia, a w konsekwencji możliwość opłacenia faktur. O takich przypadkach już słyszymy. Z drugiej strony walka z pandemią przez wprowadzane obostrzenia po prostu nie pozwala normalnie prowadzić działalności — ogranicza ją, hamuje, wymusza przestoje.

— Z problemami zgłaszają się do nas jako prawników podmioty z różnych branż, jak chociażby szkoleniowej, które nie są w stanie wywiązać się wobec kursantów z wykupionych lekcji, albo „prywatnej” służby zdrowia, które nie mogą wykonać umówionych świadczeń. Również w wystawiennictwie czy najmie komercyjnym, zwłaszcza lokali w centrach handlowych, firmy nie będą w stanie wywiązać się z zobowiązań zapisanych w umowach — wylicza Marcin Cieśliński, adwokat z kancelarii BCLA Bisiorek Cieśliński i Wspólnicy.
Podkreśla, że jednym z podstawowych problemów jest to, do jakiego stopnia przedsiębiorca ma „godzić się” na rezygnacje odbiorców jego towarów czy usług ze zwrotem wpłaconych pieniędzy — albo jaką może ponieść odpowiedzialność majątkową wobec kontrahentów, którzy zarzucą mu zwłokę w dostawach lub usługach albo niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy.
— Będzie to w najbliższym czasie spędzać przedsiębiorcom sen z oczu, zwłaszcza że już niedługo zaczną do nich docierać pisma i żądania kontrahentów w tej sprawie — podkreśla adwokat.
Ochronne postanowienia
Oczywiście przezorny przedsiębiorca powinien już teraz dokonać analiz i podjąć działania, które pozwolą ochronić go przed potencjalnymi roszczeniami lub minimalizować straty, które mogę wyniknąć dla jego działalności. To jednak nie takie proste, na dodatek polskie przepisy dotyczące zobowiązań cywilnoprawnych nie odnoszą się wprost do takich okoliczności, z jakimi dzisiaj mierzą się różne podmioty — nie definiują na przykład tzw. siły wyższej, na którą próbują powoływać się firmy.
Według Marcina Cieślińskiego najbardziej jasne wydają się sytuacje, w których obustronneumowy zawierają postanowienia dotyczące siły wyższej, o co niektórzy zapobiegliwi zabiegają. Prawidłowo sporządzona klauzula powinna definiować siłę wyższą, przewidywać ograniczenie odpowiedzialności kontrahentów, gdyby wpłynęła ona na realizację umowy, oraz określać sposób postępowania, gdyby taka sytuacja zaistniała. Z reguły w kontraktach mowa jest o zdarzeniu zewnętrznym, niemożliwym do przewidzenia i zapobieżenia przez przedsiębiorcę, ze wskazaniem przykładów — zazwyczaj odnoszą się one do wojny, powodzi, stanów wyjątkowych.
— Można przyjąć, że stan epidemii i zastosowane przez rząd obostrzenia i ich konsekwencje, np. brak określonych dostaw i realizacji umów przez podwykonawców, same w sobie spełniają definicję siły wyższej. Moje największe wątpliwości budzi indywidualna dla każdego przypadku kwestia, jak taki stan wpływa na realizację danej umowy. Trzeba będzie wykazać związek między powstałymi zakazami lub utrudnieniami z nich wynikającymi a tym, że nie można jej należycie wykonywać — ocenia adwokat.
Co na to prawo cywilne
Jego zdaniem, jeżeli umowa zawiera procedury na wypadek siły wyższej i przedsiębiorca zamierza się na nią powołać, powinien podjąć te działania, np. informując kontrahenta o zaistniałym przypadku — na piśmie i z uzasadnieniem.
Jeżeli jednak brak w umowie takich zapisów, pozostaje kierować się przepisami Kodeksu cywilnego — art. 357[1] par. 1, a ponadto art.: 471, 472, 473, 475-477 czy 493-495. Ostatnie z tych przepisów odnoszą się do niewykonania lub nienależytego wykonania umowy — przede wszystkim regulują, kiedy jest należne odszkodowanie od przedsiębiorcy lub kiedy druga strona umowy może od niej odstąpić. Należy ponadto zwrócić uwagę na kary umowne, przewidywane w razie zwłoki w wykonaniu umowy, które normuje art. 484 kodeksu. Zdaniem Marcina Cieślińskiego odwołanie się do regulacji prawa cywilnego nie jest jednak takie proste. Przykładowo w ograniczonym zakresie firmy mogą obecnie korzystać z klauzuli rebus sic stantibus, określonej w pierwszym ze wspomnianych przepisów.
Chodzi w niej o nadzwyczajną zmianę stosunków, związaną z nadmiernymi trudnościami w wywiązaniu się z umowy lub z rażącą stratą. Takie okoliczności mogą być podstawą do ingerencji sądu w zasady wykonania świadczenia. Rozpatrywanie spraw przez sądy w zwykłych warunkach trwa długo, w obecnych tym bardziej nie uda się szybko tego doczekać i już z tego względu ta klauzula wielu firmom raczej się nie przyda.
— Można wręcz stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, że w chwili wydawania wyroków takie orzeczenie będzie po prostu bezprzedmiotowe — prognozuje adwokat.
Podobnego zdania jest Bogusław Lackoroński, radca prawny w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych i zespole infrastruktury w Kancelarii JDP.
— Nie ulega wątpliwości, że obecna sytuacja może być kwalifikowana jako „nadzwyczajna zmiana stosunków”. Niemniej, ze względu na szczególny charakter tej klauzuli, możliwość jej zastosowania wymaga każdorazowo szczegółowej analizy umowy, jak i stanu faktycznego, aby stwierdzić, czy są spełnione wszystkie przesłanki skorzystania z tych przepisów. Poza tym trzeba mieć świadomość, że możliwość ich zastosowania wymaga ingerencji sądu, w związku z czym wyegzekwowanie jego postanowień będzie wiązać się z dłuższą procedurą obejmującą liczne formalności i nakłady finansowe — podkreśla Bogusław Lackoroński.
W każdym razie strategii do rozważenia przez przedsiębiorców jest i będzie zapewne wiele, a analiza możliwych działań niełatwa. Na przykład ocena, czy zdarzenia będące skutkiem zarażeń koronawirusem w Polsce i przeciwdziałania epidemii mogą być podstawą do uniknięcia odpowiedzialności odszkodowawczej, wymaga udowodnienia, jak to wpłynęło na wykonywanie umów — i że nie można było ograniczyć lub uniknąć tych negatywnych konsekwencji. Jak zauważa Marcin Cieśliński, ostatecznie dokona tego zapewne sąd, jeśli tam trafi tego typu spór.
Aneksy na stół
Przedsiębiorcy powinni więc zweryfikować zawarte umowy przede wszystkim pod kątem ewentualnych regulacji związanych z siłą wyższą i wypracować strategie prawne, w miarę jednolite — jeśli to możliwe — wobec wszystkich kontrahentów.
— Dobrze by było zawrzeć aneksy, które uregulują wzajemne relacje stron w sposób umożliwiający wykonanie umowy ze zmianą terminów lub sposobu jej realizacji. Jeśli takiej możliwości brak, warto zebrać dowody na to, jak zaistniała sytuacja może oddziaływać na wywiązanie się z zobowiązań i w korespondencji do kontrahentów przedstawić te okoliczności i ich potencjalne konsekwencje — podpowiada adwokat.
Adam Usiądek, prawnik w dziale doradztwa transakcyjnego i kontraktowego Kancelarii JDP, również radzi, aby przedsiębiorcy szczegółowo przejrzeli kluczowe umowy i opracowali odpowiednie strategie działań operacyjnych i prawnych, które mogłyby zminimalizować straty finansowe wynikające z obecnej sytuacji.
— Polski system prawny zapewnia kilka mechanizmów mających na celu ochronę stron umowy w przypadku sytuacji nadzwyczajnych. Nie są one jednak tak oczywiste, jak np. w uchwalonych tzw. specustawach. Należy więc pamiętać, że każdy przypadek niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania podlega indywidualnemu badaniu pod kątem możliwości zastosowania danego rozwiązania prawnego — zastrzega Bogusław Lackoroński.
Niewątpliwie jednak — dodaje — możliwość uchylenia się od odpowiedzialności cywilnoprawnej będzie w tych przypadkach, w których faktycznie wystąpią okoliczności związane z epidemią utrudniające wykonanie konkretnych zobowiązań umownych.