Gdy towar rusza w nieznane, przyda się zabezpieczenie

Kamil Kosiński
opublikowano: 2008-09-22 00:00

Na początku współpracy z zagranicznym kontrahentem warto pomyśleć o rozliczeniu transakcji w formie akredytywy.

Z początkiem września 2008 r. Bank Handlowy w Warszawie (korzystający z marki Citi Handlowy) we współpracy z Trade Bank of Iraq oraz Citi Dubai zaoferował klientom, prowadzącym interesy w Iraku, rozliczenia w formie akredytywy dokumentowej.

— To wyjątkowe na polskim rynku rozwiązanie, które zabezpiecza interesy firm współpracujących z Irakiem — podkreśla Małgorzata Samson, dyrektor ds. produktów obsługi transakcji handlowych Banku Handlowego w Warszawie.

Obsługa transakcji eksportowych, rozliczanych w formie akredytywy, nie jest, co prawda, niczym niezwykłym w polskich bankach. Są jednak kraje, z którymi takich transakcji raczej się nie prowadzi, ze względu na sankcje międzynarodowe czy panującą w nich sytuację polityczno-gospodarczą. W grupie tej znajdują się m.in. Iran, Syria, Libia, Korea Północna, Kuba oraz okupowana przez Izrael Palestyna. Co ciekawe, współpraca z bankami z samego Izraela, nie stanowi dla polskich bankowców problemu.

Transakcje w formie akredytywy z krajami objętymi sankcjami są w zasadzie niewykonalne. Jest jednak pokaźna grupa państw, z których bankami nasze instytucje finansowe współpracują wybiórczo. Czego się więc nie da załatwić w jednym polskim banku, może się okazać wykonalne w innym.

— Nawet w kraju, w którym sytuacja gospodarcza wygląda — z naszego punktu widzenia — niezbyt stabilnie, każdy bank może mieć partnera pewnego i tym samym obsługiwać wystawiane przez niego akredytywy. Może to wynikać z dotychczasowej współpracy albo z faktu posiadania przez bank z tego egzotycznego kraju wiarygodnych udziałowców lub jego współpracy z uznanymi instytucjami z innych krajów, które na jego zlecenie przekazują treść akredytywy do kraju beneficjenta. Przykładem może być Pakistan. Nie każda akredytywa otwarta w dowolnym tamtejszym banku zostanie potwierdzona przez polski bank, ale już wobec takiego, z którym utrzymuje się wieloletnią współpracę, można podjąć dodatkowe zobowiązanie finansowe — wskazuje Wojciech Piechocki, kierujący wydziałem operacji zagranicznych Banku Millennium.

 

Bankowe zobowiązanie

W akredytywie dokumentowej bank zobowiązuje się wypłacić pieniądze sprzedającemu, pod warunkiem, że ten przedstawi komplet dokumentów, które dowodzą, iż wywiązał się ze swych zobowiązań kontraktowych wobec kupującego. Z reguły chodzi o listy przewozowe, dokumenty potwierdzające ubezpieczenie ładunku oraz świadectwa jego ilości i jakości. Co konkretnie? To eksporter ustala w umowie z importerem.

Otwierając akredytywę — co z reguły wiąże się ze złożeniem w banku równoważnego jej zabezpieczenia — bank importera wysyła systemem SWIFT odpowiednią informację do banku eksportera. Ten awizuje akredytywę, czyli informuje swojego klienta, że płatność na jego rzecz będzie zrealizowana w tej formie i załącza warunki akredytywy, określone we wspomnianym komunikacie SWIFT. Dopiero wtedy sprzedający przystępuje do załadunku towaru, gromadzi związane z tym dokumenty i za pośrednictwem swojego banku dostarcza je do banku importera, który wypłaca mu należność.

— Akredytywa dokumentowa to zobowiązanie banku, a nie importera, do zapłaty eksporterowi ustalonej z importerem kwoty za dostarczane towary lub usługi — wyjaśnia Aleksandra Stańczyk, zastępca dyrektora finansowania handlu ING Banku Śląskiego.

Dlatego jest wykorzystywana głównie na początku kontaktów handlowych i pozwala na odroczenie terminu płatności nawet w stosunku do nieznanych partnerów biznesowych. Choć, oczywiście, nie zawsze właśnie takie motywy kierują oczekującymi zapłaty w tej formie.

— Partnerów handlowych często dzielą duże odległości i różne strefy czasowe, a wtedy praktycznie niemożliwe jest skoordynowanie momentu uzyskania zapłaty za towar z jego dostarczeniem. Niektórych okoliczności dostaw, usług lub płatności nie można przewidzieć i odpowiednio uwzględnić w kontrakcie handlowym. Ponadto zdarza się, że firmy już współpracowały i eksporter oczekuje takiej formy płatności ze względu na przykre wcześniejsze doświadczenia — podkreśla Małgorzata Samson.

Eksporter może się także zabezpieczyć przed niewypłacalnością banku importera. Pomoże w tym tzw. akredytywa potwierdzona. W tym przypadku to bank eksportera przejmuje na siebie zobowiązanie banku importera do wypłaty należności. Właśnie dlatego polskie banki nie współpracują ze wszystkimi zagranicznymi instytucjami w obsłudze akredytywy — nie chcą bowiem przejmować zobowiązań zbyt niepewnych banków.

Akredytywa potwierdzona ma jednak jeszcze jedno udogodnienie dla klienta polskiego banku.

— Zabezpieczenie eksportera przed upadkiem banku importera to w przypadku akredytywy potwierdzonej dość skrajny przypadek. Nasz bank nie potwierdzi przecież akredytywy zagranicznego banku o wątpliwej kondycji finansowej lub z kraju objętego sankcjami międzynarodowymi. Poza zabezpieczeniem przed niewypłacalnością banku kontrahenta chodzi również o sposób obsługi. Firma będąca naszym klientem ufa bardziej doświadczeniu naszego banku niż banku importera, zna nasze procedury, łatwiej jej się współpracuje z nami niż z bankiem, którego zupełnie nie zna — wyjaśnia Elżbieta Sajewicz, starszy ekspert w biurze produktów finansowania handlu pionu bankowości korporacyjnej Banku Pekao.

— Akredytywa potwierdzona daje większą wygodę, gdyż beneficjent otrzymuje należność na podstawie zobowiązania podjętego przez jego rodzimy bank. Jeśli akredytywę otworzył bank spoza Polski, to komunikacja z nim może być utrudniona — potwierdza Małgorzata Samson.

A dobry kontakt z bankiem przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy chce się coś zmienić w już uzgodnionych warunkach transakcji.

— Zdarza się, że firmy ustalają odroczony termin płatności. W pewnej chwili eksporter stwierdza jednak, że chciałby otrzymać należność wcześniej. Może nas wtedy poprosić o zdyskontowanie akredytywy, czyli wcześniejszą wypłatę — informuje Elżbieta Sajewicz.

 

Byle w twardej walucie

Polscy eksporterzy korzystają z rozliczeń w formie akredytywy w handlu z wszystkimi rejonami świata.

— Dla sprzedającego nie ma znaczenia, czy kontrahent pochodzi z Niemiec czy z Ukrainy. Istotne jest po prostu otrzymanie pieniędzy za towar — mówi Małgorzata Samson.

Typowa transakcja, rozliczana w tej formie, ma wartość kilkudziesięciu tysięcy dolarów lub euro. Zdarzają się jednak i na 5-15 tys., a nawet 2-3 tysiące. Żadnych ograniczeń pod tym względem nie ma, ale im mniejszej kwoty dotyczy transakcja, tym proporcjonalnie większe są koszty obsługi bankowej.

Walutą rozliczeniową w takich transakcjach są euro lub dolary amerykańskie. Sporadycznie realizowane są operacje w funtach brytyjskich, walutach krajów skandynawskich i jenach japońskich.

— Klient polskiego eksportera prawdopodobnie może rozliczyć się ze swoim bankiem w walucie lokalnej, ale sama akredytywa między bankami jest realizowana w walutach wymienialnych — zaznacza Wojciech Piechocki.