Rzadko który start-up w pierwszym roku działalności ma zysk, zagranicznych inwestorów i międzynarodową sieć sprzedaży. Udało się to GeneMe, firmie z Gdańska, założonej w 2018 r., która wystartowała z usługami pod koniec 2019 r.
- Opracowaliśmy testy genetyczne jako usługi, takie jak np. analiza predyspozycji genetycznych związanych ze sportem, talentem muzycznym, matematycznym lub badaniem metabolizmu kofeiny. Gdy rok temu wybuchła pandemia, zdecydowaliśmy się przestawić na działalność związaną z jej zwalczaniem. Jako jedni z pierwszych w Polsce mieliśmy test PCR, który mogliśmy sprzedawać za granicą. Na dodatek jako pierwsi na świecie opracowaliśmy test, który może być przechowywany w temperaturze pokojowej – mówi Dawid Nidzworski, prezes i współwłaściciel GeneMe , który jest też udziałowcem w SensDx, również produkującej testy na koronawirusa, ale stosującej inną technologię.

Będzie milion
Chętnych na testy GeneMe było na świecie dużo i firma ma dziś dystrybutorów w 40 krajach, a z jej produktów korzystają m.in. linie Virgin Atlantic, port lotniczy Heathrow czy wytwórcy programu telewizyjnego „Britain’s Got Talent”. Spółka ma umowy m.in. w Hiszpanii, Portugalii, Norwegii, Ugandzie, trwa rejestracja w ośmiu krajach, w tym Malezji i Tajlandii i USA.
- Polskiej firmie nie jest łatwo wejść na amerykański rynek. Złożyliśmy wniosek w FDA, amerykańskiej agencji leków, o rejestrację naszych testów w ramach szybkiej ścieżki przeznaczonej dla produktów związanych ze zwalczaniem COVID-19 – mówi Sabina Żołędowska, członek zarządu GeneMe.
Dziś firma produkuje kilkadziesiąt tysięcy testów miesięcznie.
- Nasze ambicje to kilkukrotny wzrost produkcji na koniec roku, a docelowo – milion miesięcznie – mówi Sabina Żołędowska.
Nie samym testem
W Polsce spółka nie sprzedaje testów, ale za to je wykonuje we własnych laboratoriach. Zaczęła od jednego, w Gdańsku, dziś ma je także w Warszawie, Poznaniu, Mysłowicach i Puławach. Miesięcznie robi kilkanaście tysięcy testów na koronawirusa i inne patogeny górnych dróg oddechowych.
Ponieważ przy produkcji testów okazało się, że brakuje odczynników, start-up opracował własne.
- Dzięki temu możemy optymalizować koszty i walidować rozwiązania opracowane w departamencie RD w departamencie serwisowym, który rozrósł się z czterech do 40 osób. Nie jesteśmy jeszcze w 100 proc. samowystarczalni, część komponentów sprowadzamy, ale w przyszłym roku powinniśmy stać się niezależni – mówi Kasjan Szemiako, członek zarządu GeneMe.
W ubiegłym roku spółka miała 10 mln EUR przychodów i ponad 100 tys. EUR zysku.
5 tys. na dobę
W grudniu GeneMe zdobyło 5,2 mln EUR od inwestorów, a liderem rundy był Robin Tombs, współzałożyciel Yoti, firmy, która opracowała sposób zarządzania cyfrową tożsamością.
- Współpracujemy z Yoti, by połączyć nasze badania genetyczne z jej aplikacją – mówi Dawid Nidzworski.
W rundzie wziął udział jeszcze jeden inwestor, polski, który na razie pozostaje anonimowy.
Pieniądze GeneMe przeznacza na inwestycje, m.in. w zakładzie w Gdańsku produkującym testy genetyczne, odczynniki i elektroniczne podzespoły, w którym pracuje około 50 osób. Podzespoły są potrzebne do wytworzenia kolejnego produktu GeneMe – urządzenia do masowego testowania (mass testing machine). To z nim związana jest kolejna runda inwestycyjna.
- Szukamy 10 mln EUR na uruchomienie produkcji tego urządzenia. Chcemy otworzyć drugą fabrykę, rozważamy kilka lokalizacji w Polsce, nawiązaliśmy kontakt z producentami komponentów. Rozmawiamy z funduszami i inwestorami branżowymi – mówi Dawid Nidzworski.
GeneMe pokaże prototyp za półtora miesiąca. Maszyna będzie rozmiarami odpowiadać większemu automatowi do kawy i wykona samodzielnie nawet 5 tys. testów na dobę. Nie ma jeszcze na świecie takiego urządzenia, GeneMe złożyło zgłoszenie patentowe.
Powrót do korzeni
Start-up współpracuje z Instytutem Biotechnologii i Medycyny Molekularnej (IBMM), który wspiera przedsiębiorstwa w opracowywaniu nowych technologii. IBMM jest w trakcie procesu akredytacji, liczy, że otrzyma na tyle wysoką notę, by start-upy mogły w nim realizować bon na innowacje. GeneMe czeka na powrót zainteresowania badaniami genetycznymi.
- W tym momencie nasze laboratoria pracują tylko i wyłącznie z koronawirusem. Powoli zaczynamy wychodzić z ofertą badań genetycznych, mieliśmy to zrobić w kwietniu, ale ze względu na trzecią falę epidemii przełożymy to pewnie na maj – mówi Sabina Żołędowska.
Testy lifestylowe są podzielone na kilka grup. Można sprawdzić predyspozycje genetyczne do dysleksji, otyłości czy alergii, reakcję na kofeinę czy alkohol oraz do danego typu treningu. W przyszłości dojdą badania onkologiczne.
- Od innych firm odróżnia nas to, że nie badamy całego genomu, a tylko wybrane fragmenty. Odpowiadamy na konkretne pytanie klienta. Jeśli nie pyta o pewne sprawy, nie czujemy się uprawnieni, by je badać – mówi Dawid Nidzworski.
Ceny badań zaczynają się od 159 zł, a panele (czyli kilka mutacji) kosztują od 400 zł.

Środowisko medyczne zauważyło istotne przewagi diagnostyki genetycznej, więc spodziewam się stałego wzrostu ilości badań. W przypadku rynku diagnostyki SARS-CoV-2 tempo wzrostu globalnej ilości badań będzie spadać od II kwartału b.r., a charakter testów się zmieni - większy nacisk zostanie położony na testy osób bezobjawowych, np. podróżujących niż osób objawowych.
Otwartą kwestią pozostaje, czy rządy zdecydują się na wykorzystanie bardziej czułych testów genetycznych, czy też nadal będą dopuszczały testy antygenowe, które w przypadku osób bezobjawowych są mało skuteczne, co pokazał przykład testów populacyjnych np. na Słowacji.
Rynek diagnostyki klinicznej jest obszarem mocno regulowanym i konieczne jest spełnienie szeregu norm jakościowych oraz administracyjnych. Pomysły, które potencjalnie mogą przyspieszyć diagnostykę, w wielu przypadkach wykraczają poza obecne regulacje polskie czy unijne. Obecnie na rynku mogą być oferowane dwa rodzaje testów - do użytku profesjonalnego oraz samokontroli pacjenta. Inne wykorzystanie testów stoi w sprzeczności z regulacjami IVD.
Genomtec w tej chwili posiada jeszcze wolne moce produkcyjne, a w przypadku rozszerzenia refundacji testów RT-LAMP na rynek polski będziemy współpracować z zagranicznym partnerem produkcyjnym. Chcemy osiągnąć docelowy wolumen produkcji przenośnych systemów diagnostycznych na poziomie ok. 10 tys. rocznie.