Przedwczoraj, po raz pierwszy od pięciu sesji rynek amerykański spadł dosyć wyraźnie. To oczywiście nie jest jeszcze dowód, że zbliża się koniec wzrostów, ale popatrzmy na reakcję na wyniki spółek. Nie dziwi spadek kursu Apple Computer. Znowu strata nie nastraja optymistycznie. I mało kto już daje się nabrać, na przeróżne odliczanie kosztów, po którym pokazuje się zysk zgodny z prognozami. Tyle tylko, że spółka zapowiedziała zyski w tym kwartale, a jednak kurs lekko spadł. Zazwyczaj rynek promował takie zapowiedzi mocnym wzrostem. Niepokoić musi reakcja na wynik Yahoo! Były lepsze od prognoz w każdej kategorii i nic złego spółka nie powiedziała o przyszłości, a kurs mocno spadł. Zaczynam podejrzewać, że dobre wyniki są już w cenach a inwestorzy tylko marzą o realizacji zysków.
Wczorajsza sesja w USA zaczęła się zadziwiająco dużym wzrostem, mimo że wydawało się, iż logiczne będzie po prostu wyczekiwanie na wyniki dużych spółek. Zagadka wyjaśniła się szybko. Po parkiecie szalała plotka o tym, że Saddam Hussajn wybrał wolność w Syrii... W tym okresie inwestorzy są wyjątkowo podatni na takie pogłoski. Za to po 18.00 na giełdy dotarła informacja (tym razem prawdziwa) o tym, że inspektorzy ONZ znaleźli w Iraku puste głowice broni chemicznej. Trzeba się pogodzić z tym, że w tych dniach każda informacja z geopolityki będzie miała znaczny wpływ na rynek i może pojawić się w nieoczekiwanym momencie. Nie jest to okres do spokojnego inwestowania w akcje. Reakcja była natychmiastowa: osłabły indeksy giełdowe i dolar, a wzrosły ceny złota i ropy. Zapasy ropy w USA spadały kolejny tydzień. Wydaje się, że cena wybiła się z formacji flagi potwierdzając sygnał dany przez odwróconą formację RGR – powinna przekroczyć 40 USD. To będzie podnosiło kursy koncernów paliwowych, ale fatalnie wpłynie na całą gospodarkę światową.
Dane makro były mieszane. Tygodniowa zmiana bezrobocia była dla rynków korzystna. Inflacja niby też, ale pokazująca, że nie ma presji popytu, co obniża zyski spółek. Indeks aktywności gospodarki w rejonie Filadelfii był znacznie lepszy od prognoz, ale indeks zatrudnienia spadł, a najgorsze było to, że obniżył się wskaźnik przyszłych wydatków inwestycyjnych i sytuacji gospodarczej. Ciężko mówić o ożywieniu przy takich danych.
Kursy spółek, które miały podać wyniki po sesji spadały w obawie, że albo raporty kwartalne będą gorsze od prognoz, albo spotkają się z przyjęciem takim jak Yahoo!. Dzisiaj znowu raporty podaje wiele firm, ale najważniejszy będzie General Electric. Nie znam w czasie pisania komentarza wczorajszych wyników spółek, a IBM czy Microsoft mogą bardzo mocno wpłynąć na rynki. Ale również dane makro mogą mieć taki wpływ. Bilans handlowy (14.30) zostanie przyjęty obojętnie (może mieć wpływ na notowania dolara), ale warto zawsze popatrzyć, ja wygląda eksport i import. To dużo mówi o stanie gospodarki. Prognozowany jest deficyt w wysokości 36,4 mld USD. Bardziej istotne dane rynek dostanie o 15.15. Wtedy dowiemy się jak wyglądało wykorzystanie potencjału przemysłowego w grudniu (prognoza 75,7 proc.) oraz dynamika produkcji przemysłowej (prognoza + 0,2 proc.). Prawdopodobnie najmocniej rynek zareaguje na wstępny odczyt indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan w styczniu. Rynek oczekuje niewielkiej poprawy z 86,7 do 87 pkt.
Wczoraj w Eurolandzie indeksy trzymały się blisko zera – inwestorzy wiedzieli, że nie mają powodu do podejmowania gwałtownych decyzji. Nasz rynek za to zachował się dziwnie – w czasie sesji powstała panika sprowadzająca WIG-20 do –2 proc. Rynek się już nie podniósł. Fundusze były wyraźnie przestraszone reakcją rynku amerykańskiego nawet na dobre wyniki spółek. Dzisiaj wzrost możliwy jest jedynie, jeśli po sesji, w następstwie wyników spółek, nastąpiła wyraźna poprawa nastroju w USA. Uważam jednak, że nawet, jeśli tak się stanie to będzie to jedynie krótkie odbicie.