W piątek nie było kontynuacji wzrostu w USA, ale uważam, że rynek zachował się doskonale. Home Depot obniżył prognozy zysku i przychodów i ściągał DJIA do dołu, a jednak sam indeks na zamknięcie prawie nie drgnął. Poza tym mocno rosły ceny ropy i złota, rósł nadal indeks CRB, osłabiał się dolar, a inwestorzy to wszystko konsekwentnie lekceważyli. Jedynym plusem były większe od prognoz wydatki na konstrukcje budowlane w listopadzie, ale to już historia. Odwaga czy zwykły brak rozsądku? Obawiam się, że to drugie. Na giełdzie trzeba iść z prądem, a ten na razie pokazuje kierunek północny. Wczoraj na początku sesji został podany indeks aktywności części usługowej gospodarki. Był gorszy od prognoz, ale ponieważ wartość ponad 50 oznacza rozwój, to inwestorzy niezbyt się tym przejmą. Dziwne jest jednak, że akurat w grudniu zmniejszyła się aktywność w usługach — w końcu święta i Nowy Rok powinny być raczej okresem żniw dla usługodawców.
Dziś prezydent Bush ogłosi swój program gospodarczy (a raczej program cięcia podatków). Już samo oczekiwanie na ten program powinno pomagać bykom. Mój kolega z USA twierdzi, że program będzie „niewypałem, który nie ma szans przejścia przez Kongres” — tak rzeczywiście może się stać. Poza tym, na krótką metę, program gospodarce niewiele pomoże, ale nadzieje powinny dzisiaj jeszcze grać rolę. Dowiemy się również, jakie były zamówienia fabryczne w USA, ale w listopadzie, więc nie widzę żadnych możliwości, żeby te historyczne dane mogły rynkiem wstrząsnąć.
W Europie początek sesji był optymistyczny, ale potem rynki schłodziło wystąpienie Saddama Husajna twierdzącego, że Irak jest przygotowany do wojny z USA. To natychmiast osłabiało kurs dolara. Inwestorzy próbowali walczyć. Jeśli weźmie się pod uwagę niepewną sytuację geopolityczną, powódź i możliwe strajki w Niemczech, to zachowanie rynków było mocne, mimo że wzrosty niewielkie. Około 12.00 byki jednak zwątpiły i indeksy przeszły na spore minusy. Zaszkodziło obniżenie ratingu bankom niemieckim przez Schroder Salomon Smith Barney.
Muszę parę słów poświęcić sobotniej wypowiedzi ministra Grzegorza Kołodki w sprawie kupowania waluty. Taka wypowiedź jest niedopuszczalna. Rozumiem ideę — obniżenie kursu złotego. Jednak rada pana ministra rodzi dwie myśli. Jeśli wie, że niedługo zostaną podjęte kroki, które złotego znacznie osłabią, to wtedy jego działanie jest względnie uczciwe, chociaż skutki mogą być nieobliczalne, jeśli spekulanci zagranicznie uwierzą i zaczną realizować zyski. Jeśli nie ma pewności, że będzie w stanie przeciwdziałać poczynaniom inwestorów zagranicznych wzmacniającym złotego, to jego wypowiedź jest całkowicie nieodpowiedzialna. Kto zwróci pieniądze ludziom, którzy ministrowi uwierzą, jeśli złoty pójdzie w kierunku wskazywanym przez analizę techniczną?
Nasz rynek poruszał się podobnie jak inne w Europie, ale był zdecydowanie mocniejszy, mimo że po próbie wzrostu zaczął się osuwać. Pod koniec sesji popyt bez najmniejszych problemów podniósł indeksy. Kilka dużych spółek zachowywało się jednak cały czas słabo. Trzeba przede wszystkim wspomnieć o Pekao SA. Kurs obniżały obawy o to, że bank nie wykonał prognozy zysku netto na 2002 rok.
Wyraźnie było widać, że z rynku zniknął duży kapitał obecny w piątek, co jeszcze raz potwierdza moją tezę, że za wzrosty odpowiadają przede wszystkim OFE. Fundusze w piątek pogoniły rynek do góry, ale zarządzający wiedzą, że niedługo zacznie się spadek, więc podaż przystąpi do działania w najmniej spodziewanym momencie. Pamiętajmy, że zarówno korekty B, jak i fale piąte mają tendencję do wykonywania szybkich i bardzo nieprzyjemnych zwrotów. Pisałem już: zarobią gracze, a nie inwestorzy. Wczorajsze zachowanie rynku zapowiada dzisiaj kontynuację, ale zalecam zachowanie dużej ostrożności.