GPW
Wczoraj nasz rynek znów dał się nabrać na dobry początek sesji za oceanem. Gdy tamtejsze indeksy „runęły” w dół, inwestorzy w Warszawie nie mieli już szansy zareagować. Zareagowali więc spadkami na początku dzisiejszej sesji.
Kontrakty terminowe na WIG20 wystartowały 36 punktów poniżej wczorajszego
zamknięcia, a sam WIG20 pół godziny później zaczął od spadku o 1,7 proc. Niemal
tyle samo traciły indeksy szerokiego rynku i mWIG40. O prawie 2,2 proc. niżej
zaczął dzień wskaźnik najmniejszych spółek. Samotny na tym poziomie był tylko
przez chwilę. Wkrótce dołączyli do niego więksi koledzy, nie byli jednak w
stanie dotrzymać kroku obu wskaźnikom małych i średnich firm, które po
kilkunastu minutach spadały po prawie 3,5
proc.
Spośród największych
spółek po około 3 proc. traciły nasze paliwowe koncerny. Niby logiczne, skoro
ropa mocno staniała (wczoraj o prawie 7 proc.). Bardzo słabo radziły sobie
banki. Największe, czyli Pekao i PKO, traciły po 2 proc., BZ WBK niemal 3 proc.,
a BRE chwilami nawet 7 proc. Akcje KGHM także nie błyszczały, zniżkując o 1,7
proc. Najmocniejsza w tym gronie Telekomunikacja Polska usiłowała trzymać się
blisko zera.
Publikacja danych
makroekonomicznych, dotyczących amerykańskiej gospodarki, a w szczególności
sytuacji na rynku pracy, dopełniła „dzieła zniszczenia”. Skala spadków
zdecydowanie się powiększyła. Najniższy „wymiar kary” dotykał wskaźnika
największych spółek, który tuż po godz. 15.00 tracił 3,7 proc. WIG był o 0,5
punktu procentowego niżej, a indeksy małych i średnich firm zniżkowały
odpowiednio o 5,2 i 4,8 proc. Poza bankami, których akcje spadały po około 5
proc., liderem były papiery Lotosu, tracące momentami aż 7 proc. Blisko zera
trzymały się tylko TP, Bioton i
CEZ.
Ostatecznie WIG20 stracił
3,88 proc., indeks szerokiego rynku 4,25 proc. mWIG40 zniżkował o 4,61 proc., a
sWIG80 o 4,8 proc. Obroty wyniosły 1,62 mln zł.
Giełdy zagraniczne
Wczorajsza sesja na Wall Street chyba rozwiała nadzieje byków - przynajmniej
na najbliższe dni, jeśli nie tygodnie. Spadek indeksów był, jak na ostatnie
czasy, mocny i zdecydowany, wybicie w dół z kilkudniowej konsolidacji wyraźne, a
zejście S&P500 poniżej 1000 punktów raczej nie tylko symboliczne.
Towarzyszące spadkom załamanie na rynku surowców - przede wszystkim ropy
naftowej - i umocnienie dolara, to dość jednoznaczny obraz sytuacji. W takich
warunkach trudno było się spodziewać dobrej sesji na giełdach azjatyckich.
Spadki panowały tam niemal niepodzielnie. Jedynie Tajwan i Szanghaj obroniły się
przed nimi. „Międzynarodowy” indeks chińskich akcji zwiększył swoją wartość o
niecałe 0,5 proc., a Shanghai Composite wzrósł o 1,16 proc. Przynajmniej z tej
strony inwestorzy mogli dziś liczyć na brak negatywnych sygnałów. Japoński
Nikkei poszedł w ślady amerykańskich kolegów i stracił prawie 2,4 proc. W
Hongkongu spadek wyniósł 1,5
proc.
Na głównych europejskich
parkietach początek dnia był bardzo spokojny. Indeksy w Londynie, Frankfurcie i
Paryżu zgodnie rozpoczęły w okolicach zera. Jednak już po kilkudziesięciu
minutach czerwono było na wszystkich parkietach, za wyjątkiem Rygi. Spadkom
przewodziła Warszawa, konkurując z Bukaresztem, który tracił około 2 proc. Także
w Turcji indeks zniżkował o około 1,9 proc. Na pozostałych parkietach spadki po
pierwszej godzinie handlu nie przekraczały na ogół 1
proc.
Wczesne popołudnie
przyniosło wyraźne pogłębienie spadków. Przodowały w nich parkiety naszego
regionu oraz Istambuł, gdzie zniżka sięgała 3,4
proc.
Waluty
Jak przystało na tak wielką nerwowość na rynku, dolar wczoraj nie miał
wyjścia. Tuż po godzinie 16.00, gdy tylko indeksy na Wall Street poszły ostro w
dół, „zielony” zaczął swój marsz w przeciwnym kierunku. Jeszcze późnym
popołudniem kurs euro do dolara sięgał niemal 1,437, a wieczorem oparł się na
poziomie 1,422 dolara za euro. Spadek „ceny” euro o 15 centów w ciągu kilku
godzin to spore wydarzenie. Z perspektywy dłuższej niż kilka dni niczego to nie
przesądza, ale pokazuje, z jak silnym mechanizmem mamy tu do
czynienia.
Nasza waluta bardzo
tę nerwowość odczuła. Przez niemal cały wtorek trzymała się dość dzielnie,
jednak po godzinie 10.00 zaczęło się gwałtowne osłabienie. W ciągu trzech godzin
złoty stracił do dolara prawie 10 groszy, kończąc dzień na poziomie nieco ponad
2,92 zł za „zielonego”. Niemal tyle samo wyniosła wczorajsza strata wobec euro,
za które wieczorem trzeba było płacić 4,16 - 4,17 zł. Frank był nieco bardziej
powściągliwy i zdrożał „jedynie” o około 7 groszy. Można go było kupić po prawie
2,75 zł. Do końca dnia nasza waluta osłabła jeszcze o około 2 grosze wobec euro
i dolara.
Wczoraj byki jeszcze
próbowały się bronić, przynajmniej te działające na rynku największych spółek.
Można było mówić, że nic groźnego się nie dzieje, bo obroty mizerne, a i skala
spadku - przynajmniej w przypadku WIG20 - niezbyt wielka. Dziś to wszystko jest
już nieaktualne. Skala spadków była znaczna, obroty wyraźnie wyższe. Na razie
przejawów paniki jednak nie było widać. Trend jest twoim przyjacielem, ale każda
przyjaźń ma czasem trudne chwile.
Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold
Finance