Giełda udanie rozpoczęła tegoroczne notowania
Po bardzo udanej końcówce ubiegłego roku, kiedy to indeksy na warszawskiej giełdzie wspięły się na poziomy nie notowane prawie od dwóch lat, inwestorzy z wielką niecierpliwością, obawami oraz nieukrywaną nadzieją oczekiwali na pierwszą w 2000 roku sesję na krajowym parkiecie. Ich ostrożność była jednak nieco przesadzona, zważywszy na fakt, iż klimat na rynkach kapitałowych zdecydowanie się poprawił, a zagrożenie ze strony tak demonizowanej „pluskwy milenijnej” okazało się znikome. Niemniej jednak, w pewnym sensie za zachowawczym podejściem do rynku akcji przemawiać mogła skala ostatnich wzrostów, która mogła skłonić niektórych inwestorów do realizacji zysków. W takim wypadku wchodzenie na rynek byłoby obciążone sporym ryzykiem.
ANALIZUJĄC przebieg wydarzeń na GPW w grudniu, można łatwo dojść do wniosku, że za wzrostową tendencją stał przede wszystkim rodziny kapitał, o czym może przekonywać odnotowana wielkość obrotów, nijak mających się do skali aprecjacji kursów. Dlatego też, licząc na tradycyjny „efekt stycznia” można mieć nadzieję, że do gry włączą się już wkrótce zachodni inwestorzy, którzy w ostatnim kwartale odpuścili sobie polski rynek.
W PONIEDZIAŁEK chyba ich jednak zabrakło. Wskazuje na to poziom obrotów, które zaledwie o kilka procent przewyższyły te z ostatniej zeszłorocznej sesji. Tym samym kolejny raz mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem braku korelacji pomiędzy wzrostem ceny akcji a wartością obrotów. Gdyby nie optymistyczne przesłanki co do dalszego rozwoju wypadków na GPW, przy zauważalnym braku poparcia fali wzrostowej przez obroty, trudno byłoby liczyć na dalszą hossę na parkiecie. A z taką mamy przecież obecnie do czynienia. Jak bowiem inaczej tłumaczyć wzrost wartości większości giełdowych indeksów o ponad 4 proc. Rekordzistą na wczorajszej sesji był WIG 20, który odnotował ponad 6-proc. wzrost swojej wartości. Nie mogło być jednak inaczej, jeśli weźmie się pod uwagę, że motorem poniedziałkowych wzrostów były banki i spółki z sektora IT, czyli tzw. blue chipy. Zainteresowanie ich walorami należy traktować chyba jako przygrywkę przed spodziewanymi zakupami ze strony zagranicznych inwestorów, którzy jak wskazuje doświadczenie, angażują się jedynie w firmy o najsolidniejszych fundamentach.
TRUDNO obecnie jednoznacznie przesądzać, jak długo bez wsparcia zachodnich graczy na giełdzie będzie utrzymywał się ten radosny nastrój. Coraz silniejsza presja na realizację zysków może spowodować, że w najbliższym czasie dojdzie do silniejszych przetasowań na parkiecie. Wydaje się jednak, że z uwagi na jednoznacznie pozytywne oczekiwania rynku nie należy się spodziewać gwałtownego załamania trendu. Nie można natomiast wykluczyć korekt, tyle że ich charakter powinien być znacznie ograniczony.