Giełdy akcji długo nie zobaczą nowych rekordów

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-02-25 00:00

Sesja w USA była wczoraj bardzo nerwowa. Początek dały dane makroekonomiczne. Indeks zaufania konsumentów podawany przez Conference Board był dużo gorszy od prognoz. Amerykanie lubią porównania, więc zwracali uwagę, że odczyt był najniższy od października zeszłego roku, a miesięczny spadek największy od lutego 2003 (przed rozpoczęciem wojny z Irakiem). Tym razem wojna się nie szykowała, indeksy rosły, domy drożały, politycy promienieli optymizmem… Co mogło tak pogorszyć nastroje? Oczywiście rynek pracy, a to pokazuje wyraźnie, że politycy I ekonomiści są zdecydowanie nadmiernie optymistycznie nastawieni do przyszłości.

Wydawało się na początku sesji, że inwestorzy zlekceważą te dane. Bliskość poziomu 2.000 pkt. na NASDAQ i kilka dobrych informacji ze spółek wstrzymywały podaż. To zostało odczytane jako niechęć rynku do pogłębienia spadku, co uruchomiło realizację zysków z krótkich pozycji i wzmocniło obóz byków. Indeksy przez długo czas utrzymywały się na plusach i dopiero na dwie godziny przed końcem sesji podaż zaatakowała. Do samego końca nie było wiadomo, kto wygra. Wynik był remisowy, ale nie łudźmy się – korekta będzie dłuższa, co nie zmienia postaci rzeczy, że dzisiaj bardzo prawdopodobny jest korekcyjny wzrost indeksów.

Wczoraj w Eurolandzie na początku sesji inwestorzy próbowali walczyć, bo liczyli na to, że NASDAQ może odbić od poziomu 2000 pkt. Jednak złe dane z instytutu Ifo pogorszyły nastrój, a potem już było „z górki”. Dobiły inwestorów słabe dane makro z USA i wzmacniające się euro. Indeksy zaczęły mocno spadać, co doprowadziło do przełamanie wsparć technicznych. Dzisiaj nie można oczekiwać diametralnej zmiany nastrojów – rynki weszły w dłuższą korektę. Być może jakiś wpływ na ruchy indeksów będzie miał drugi dzień wystąpienia Alana Greenspana, ale zazwyczaj powtarza on to samo, co mówił poprzedniego dnia w Senacie. Jeśli chodzi o nasz rynek to dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie odnowionej Rady Polityki Pieniężnej.

Dane o dynamice produkcji nie pozwolą RPP obniżyć stóp procentowych. Zresztą sytuacja na rynku walutowym nie pozwoliłaby na taki ruch nawet gdyby dane były gorsze. Poza tym wyraźnie wzrosła inflacja na poziomie producenta. Polska nie jest w sytuacji USA – drożejące surowce w połączeniu z osłabieniem złotego muszą zwiększyć inflację. Ja mam dwie prośby do nowej RPP. Stara była nieugięta. Po pierwsze niech od czasu do czasu zmienia nastawienie (to nieśmiertelnie neutralne jest po prostu śmieszne) albo niech z tego zdania zrezygnujcie. Po drugie – cywilizowane banki centralne podają komunikaty zawsze w tym samy dniu tygodnia i o tej samej godzinie. Czy to tak trudno wprowadzić?

Wczoraj i u nas nie było niespodzianki. Indeksy od początku sesji gwałtownie ruszyły na południe i jedynym pytaniem było, czy zostanie ocalone wsparcie na 1.700 pkt. Nie tylko nie zostało ocalone, ale chwilami widać było paniczną wyprzedaż (szczególnie na mniejszych spółkach). Jednak nawet nie to było podstawowym problemem. Już w poniedziałek oscylator CCI na WIG i WIG-20 stanął na linii „0” i praktycznie każdy spadek generował sygnał sprzedaży. Po wczorajszej sesji taki sygnał został wygenerowany. Jedno jest całkowicie pewne – korekta będzie trwała nadal (oczywiście z odbiciami) i nie zanosi się na szybki powrót do hossy.

Zbyt duża jest niepewność polityczna, a sytuacja na giełdach zagranicznych też jest bardzo niepewna. To dobry moment, żeby przypomnieć, że rynek jest w ostatniej fali hossy. Fali, która zazwyczaj jest najbardziej nieobliczalna – może być zarówno bardzo krótka jak i bardzo długa. Jeśli obecny spadek jest tylko korektą to w żadnym wypadku nie powinien sprowadzić WIG poniżej 21.500 pkt., a najlepiej, żeby obronił się 22.500 pkt. (o co będzie bardzo trudno). Gdyby tak się jednak stało to oznaczałoby, że istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo, iż hossa się skończyła. I to na dobre.