Giełdy kandydatów do UE były wczoraj oazą spokoju

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2002-11-21 00:00

Wtorkowa sesja w USA była dla rynków bez znaczenia. Niezbyt wielki obrót na NYSE i małe zmiany indeksów oraz brak reakcji na pogłoski o rezerwach General Eletric powinny były wprawić inwestorów w Eurolandzie w stosunkowo niezły nastrój.

Również wystąpienie Alana Greenspana mogło inwestorów nieco podnieść na duchu, bo stwierdzenie, że Fed nie wykorzystał wszystkich swoich możliwości w obronie gospodarki, jest bardzo optymistyczne. Przedwczoraj rynki amerykańskie reagowały jednak bardzo ospale na taką ocenę sytuacji. Uważam, że inwestorzy założyli, iż są to deklaracje bez pokrycia.

Jednak po sesji w USA nadeszła informacja, że SEC wszczął formalne śledztwo w sprawie Vivendi (podniesiono zarzuty, że świadomie prezentowano nieprawdziwe informacje o stanie finansowym spółki), ale po pierwsze dotyczyło to okresu rządów poprzedniego prezesa, a po drugie, francuska komisja już prowadzi w tej sprawie własne śledztwo. Zostałoby to zapewne zlekceważone, ale rano Moody’s Investors Service obniżył rating dla grupy Allianz do „negatywnie” ze „stabilnie”. Poza tym na rynek napłynęła zmiana rekomendacji dla Ericssona. Na domiar złego, prezydent Komisji Europejskiej - Romano Prodi oświadczył, że cel UE stania się najbardziej dynamiczną gospodarką na świecie do 2010 roku, jest zagrożony problemami z deficytem budżetowym, które wywołają spadek wydatków inwestycyjnych. Te informacje w połączeniu z obawą, że USA dążą do wojny z Irakiem, musiały wywołać spadki. I nie były to małe spadki. Formacje RGR stają się coraz bardziej realne.

Na tym tle nasz rynek był oazą spokoju. Podobnie zresztą zachowywał się rynek węgierski. Popyt był wybiórczy, a liderzy oraz outsiderzy się nie zmienili. Przy fatalnej atmosferze panującej w Eurolandzie trudno było o atakowanie oporu, mimo to doszło do tego. Obrót był jednak tak mały, że nie można było mówić o poważnej próbie przełamania.

Od wtorkowego wieczoru złoty zaczął słabnąć, co mogło być skutkiem wypowiedzi premiera Danii (za PAP), o tym, że istnieje „realna groźba”, że negocjacje akcesyjne, prowadzone z każdym z dziesięciu krajów kandydujących do UE, nie zostaną zakończone do szczytu w Kopenhadze w połowie grudnia. Brzmi to bardzo groźnie i po decyzji o przesunięciu terminu wejścia do UE tworzy wrażenie, że członkowie Unii mnożą problemy. Ta wypowiedź mogła wpłynąć na wstrzymywanie się funduszy z zakupami, a zahamowanie popytu zawsze owocowało spadkami.

Dane z amerykańskiego rynku nieruchomości niczego nie wyjaśniły, bo ilość zezwoleń na budowę domów była większa, zaś liczba rozpoczętych budów dużo mniejsza od prognoz. Dzisiaj inwestorzy dostaną kolejną porcję danych makro z USA. Niestety, jedynie liczba nowo rejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu może mieć wpływ na nasz rynek (godz. 14.30). Prognozowany jest wzrost z 388 tys. do 394 tys. Ważne jest, żeby ta liczba była mniejsza od 400 tys. — która jest uznawana za granicę recesji. Ważniejsze raporty dotrą na rynek później. O 16.00 będzie to wartość indeksu wyprzedzającego wskaźniki gospodarcze (LEI) — prognoza mówi o spadku o 0,1 proc. Reakcja powinna być oczywista: lepszy odczyt to wzrosty, a dużo gorszy spadki. Kompletu dopełni indeks aktywności gospodarki w rejonie Filadelfii. Prognozowana jest poprawa z –13,1 do –3. To całkiem możliwe, bo ostatni spadek był wręcz katastrofalny.

Wyniki Hewlett-Packard — zostały podane po sesji — mogą okazać się dzisiaj impulsem dla rynków akcji. Nasza dynamika produkcji przemysłowej była w granicach oczekiwań. To poprawi nastroje inwestorów. Jeśli po sesji w USA nic złego się nie wydarzy, to nasz rynek dostanie kolejną szansę przełamania oporów technicznych.