Amerykanie mają takie ładne powiedzenie, które dosyć niezgrabnie brzmi po polsku: „nothing to write home about”, co oznacza, że nie było żadnych wydarzeń, nad którymi można by się było na dłużej zatrzymać. I tak właśnie było na wczorajszej sesji w USA.
Początek zdominował niepokój po oświadczeniu Hansa Blixa twierdzącego, że inspektorzy wykryli ślady przemytu broni w Iraku. Dzień był bogaty w pogłoski, bo po parkiecie krążyła nawet taka informacja, że Saddam Hussajn ma zrezygnować i opuścić Irak. Podobno zasygnalizował taką możliwość wysyłając do Kairu wysłannika, który ma przedyskutować „sprawy osobiste” – to oznaczałoby, że dyktator szuka azylu w jakimś kraju Bliskiego Wschodu. Ponieważ nie było ciągu dalszego sprawy przemytu (nikt się nad tym nie rozwodził i nie było oświadczeń administracji), a reszta pogłosek wydawała się mało prawdopodobna to rynek wszedł w wyczekiwanie na wyniki Intela.
Słabe dane o sprzedaży detalicznej (nawiasem mówiąc prognozy zostały podwyższone przed sesją) zostały zlekceważone. Niesłusznie, bo pokazują ciągle to samo: konsument zaczyna mniej wydawać. Bardziej istotny był dla inwestorów Intel i dlatego utrzymywał się ciągle lekki optymizm na spółkach sektora TMT, co pomagało indeksom. Dzięki temu sesja skończyła się na plusach, a opory techniczne zostały naruszone. O przebiegu dzisiejszej sesji będą decydowały przede wszystkim wczorajsze wyniki Intela, chociaż będzie też sporo innych wyników za czwarty kwartał. Przed sesją podają: Bank of America i Fannie Mae (to będzie miało wpływ na sektor finansowy). W czasie sesji: Qlogic, Symantec i Yahoo! (sektor TMT), a po sesji Apple Computer.
Jednak nie tylko informacje ze spółek będą miały znaczenie. Dzisiaj rynki też otrzymają ważne dane makro z USA. O 14.30 dowiemy się, jakie w listopadzie były zapasy w spółkach (prognoza +0,1 proc.). To dane historyczne i nie powinny mieć wielkiego wpływu na rynek. O tej samej porze zostanie podany raport o cenach produkcji. Prognoza mówi o wzroście PPI o 0,3 proc., a bez paliw i żywności o 0,1 proc. Reakcje też powinny być umiarkowane. Inflacji rynek się nie boi. Źle by jedynie było, gdyby PPI spadło – powróciłby strach przed deflacją. Dopiero o 20.00 zostanie opublikowany raport Fed, zwany Beżową Księgą opisujący stan gospodarki – rynki często dosyć gwałtownie reagują na treści zawarte w tym dokumencie. Uważam, że ten raport (oprócz wyników spółek) jest dzisiaj najważniejszy.
Euroland nie zniechęcił się wczoraj zachowaniem rynków USA – indeksy od otwarcia rosły. Powodem optymizmu była informacja o produkcji przemysłowa we Francji w listopadzie – wzrosła dużo więcej niż prognozowano. Pomagały również lepsze prognozy Tesco i potwierdzenie przez Alcatel prognozy na czwarty kwartał. Na początku indeksy szybko wróciły do zera, ale tuż przed 10.00 na rynek dotarło podwyższenie przez Credit Suisse First Boston rekomendacji dla europejskich telekomów – to znacznie poprawiło nastroje inwestorów. Dopiero dane z USA, pogłoski dotyczące przemytu broni w Iraku i słabe otwarcie rynków amerykańskich schłodziły nieco nastroje.
Nasz rynek, jak można było oczekiwać rozpoczął małym spadkiem, ale bardzo szybko sektor TMT odżył i przeszliśmy na plusy, po czym rozpoczęła się jednak realizacja zysków. Źle wyglądała sytuacja, w której rosły indeksy w Eurolandzie, a nasz rynek się osuwał. Takiej sesji już dosyć dawno nie było. W dalszym ciągu relatywnie słaby był sektor bankowy, a cały rynek bardzo nerwowy. Szczególnie dziwne i niepokojące było słabe zachowanie TPSA na tle rosnącego sektora telekomunikacyjnego w Europie. Nie podobało mi się wczoraj zachowanie GPW, ale sygnałów sprzedaży nie ma. Dzisiaj wyniki Intela będą miały główny wpływ na sesję w Europie i u nas. Teraz, w najbliższych dwóch tygodniach tak właśnie będzie, że wyniki spółek w USA będą zmieniały sytuację jak w kalejdoskopie.