Giełdy w Europie zapatrzone w dane zza oceanu

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 2008-02-13 18:07

Środowe sesje na trzech największych europejskich giełdach nie należały do spokojnych. Ostatecznie jednak tylko parkiet w Londynie odnotował na finiszu stratę. Gracze nerwowo reagowali na dane makro za oceanu. O ile zaskakujący wzrost sprzedaży detalicznej w styczniu dał impuls do wzrostów, o tyle zwiększenie stanu zapasów towarów niesprzedanych w grudniu ponownie wzbudziły obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki.

W Londynie podaż zdominowała walory największych kredytodawców hipotecznych. Nastroje w tym segmencie popsuł bank Bradford & Bingley. Instytucja poniosła na amerykańskich papierach dłużnych ponad 180 mln USD strat, co w efekcie zmniejszyło jej ubiegłoroczny zysk o połowę. Jego poziom okazał się również poniżej prognozowanego przez specjalistów.

Dużym wzięciem cieszyły się natomiast papiery British Energy Group. Sięgająca momentami ponad 6 proc. zwyżka kursu była najwyższa w gronie spółek wchodzących w skład indeksu FTSE100. Największy na Wyspach Brytyjskich producent energii pochwalił się zyskiem przed opodatkowaniem wyższym niż zakładały szacunki specjalistów.

Z kolei we Frankfurcie popularne wśród graczy były walory Hylo Real Estate, drugiego pod względem wielkości pożyczkodawcy. Sporym zyskiem mogli też cieszyć się akcjonariusze Commerzbanku i Daimlera.

Ostra przecena stała się udziałem walorów ABB, szwajcarsko-szwedzkiej grupy inżynieryjnej. Z firmy odszedł jej prezes.

Powody do niezadowolenia mieli także udziałowcy Dassault Systems. Przychody spółki, której oprogramowanie wykorzystywane było do projektowania Airbusa A380 nie pokryły się z prognozami analityków.