Gigantyczne manko w e - mycie

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 23-03-2011, 00:00

Ciężarówki mniej wpłacą

Przychody z opłat elektronicznych będą o 5 mld zł niższe od zakładanych

Ciężarówki mniej wpłacą

do kasy drogowców, bo nie

będzie po czym jeździć?

Dziurę zasypią kierowcy

aut osobowych.

14,2 mld zł wyniosą od lipca 2011 r. do połowy 2018 r. wpływy z elektronicznych opłat od ciężarówek — taką kwotę zapisano w wydanym wczoraj przez rząd rozporządzeniu dotyczącym sieci i stawek dla nowego systemu. Tymczasem w grudniu, gdy powstawał projekt rozporządzenia, była mowa o 19,5 mld zł. Taką kwotę podawała też Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), kiedy w połowie ubiegłego roku wybierała austriacką firmę Kapsch do budowy systemu. Co oznacza brak 5,3 mld zł? Teoretycznie to dla kierowców aut ciężarowych dobra wiadomość, bo mniej zapłacą za przejazd. Tylko że będzie to oznaczało, że dziurę zasypią opłaty od kierowców aut osobowych. Drugie wytłumaczenie jest takie, że kierowcy ciężarówek zapłacą mniej, bo drogowa dyrekcja… nie zbuduje wszystkich dróg, na których miała wdrożyć e-myto. Czyli kierowcy będą jeździć po darmowych, ale dziurawych drogach alternatywnych.

Resort infrastruktury tłumaczy, że kwota została obniżona podczas konsultacji międzyresortowych.

— Koszty i przychody związane z funkcjonowaniem systemu elektronicznego obniżono o przewidywane przychody oraz koszty wprowadzenia na autostradach manualnego systemu poboru opłat dla pojazdów osobowych oraz motocykli — wyjaśnia Mikołaj Karpiński, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury.

Nie będzie dróg

Co do kosztów — wszystko się zgadza. Pierwotnie szacowano, że Kapsch zgarnie za e-myto 4,9 mld zł, dziś uporządkowano liczby i jasne jest, że firma za system dla ciężarówek dostanie 3,8 mld zł, a ponad 1 mld zł skasuje za postawienie bramek autostradowych dla aut osobowych.

Jednak sprawa wpływów z opłat nadal nie jest jasna. Różnica w rozporządzeniach dotyczących e-myta sięga bowiem 5,3 mld zł, a prognozowane wpływy z "ręcznych" opłat od kierowców aut osobowych do połowy 2018 r. to 9,4 mld zł.

— Nie wiem, skąd wzięły się te kwoty. Dopiero będę analizował sprawę. Myślę jednak, że obniżka prognoz to efekt zmiany programu budowy dróg i opóźnienia realizacji wielu odcinków szybkich tras. Do przedstawicieli administracji dotarło pewnie wreszcie, że — przynajmniej na razie — system e-myta będzie wprowadzony tylko na krótkich odcinkach dróg, więc kierowcy będą uciekać na bezpłatne trasy alternatywne — komentuje Janusz Piechociński, wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury i poseł PSL.

Coś w tym jest. Już bowiem w grudniowym projekcie rozporządzenia przedstawiciele resortu infrastruktury, prognozując wpływy z e-myta na poziomie 19,5 mld zł, pisali, że mogą być o około 20 proc. niższe, bo resort finansów nałożył na drogowców kaganiec inwestycyjny. Nie mogą rocznie wydać więcej niż 23 mld zł, więc konieczne było spowolnienie prac budowlanych. A skoro nie zbudują dróg, nie będą mogli pobierać na nich opłat.

Z Unii czy z myta

Tę tezę popiera także Adrian Furgalski z Zespou Doradców TOR. Ale szuka też innych wyjasnień.

— Nie wiem, skąd wzięły się tak duże różnice w podawanych kwotach. Możliwe jednak jest to, że przedstawiciele administracji przeszacowali kwoty wpływów patrząc przez pryzmat unijnego dofinansowania — uważa ekspert.

"PB" pisał niedawno o tym, że na odcinkach dróg współfinansowanych przez Brukselę, na których drogowa dyrekcja chce wprowadzić e-myto, konieczne będzie przeliczenie, czy bardziej opłaca się wprowadzić opłaty i zrezygnować z części dotacji, czy też dostać całą przyznaną unijną kasę i z opłatami poczekać. Zgodnie bowiem z unijnymi wytycznymi, na trasach dofinansowanych przez Komisję Europejską, GDDKiA nie powinna przez pięć lat pobierać opłat. A jeśli się na to zdecyduje, musi przeliczyć tzw. lukę finansową, która może wpłynąć na obniżenie wskaźnika dofinansowania. W efekcie drogowcy mogą zdecydować, by z e-mytem na części tras poczekać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu