Gładkie przejście wizerunkowej rafy

opublikowano: 12-06-2019, 22:00

Od poniedziałkowego wieczoru emocje sportowe już opadły, ale jeszcze wracam do narodowej wiktorii 4:0 — w kontekście relacji nie związków piłkarskich, lecz Rzeczypospolitej Polskiej z Państwem Izrael.

Monitorowałem izraelskie media, nie tylko anglojęzyczne, lecz także tłumaczenia z hebrajskiego. Opinia publiczna jest zgodnie tak przybita własną beznadzieją piłkarską, że o Polsce… ani złego słowa. To zjawisko niezwykłe, bo nawet Marsz Żywych między obozami Auschwitz i Birkenau zawsze owocuje relacjami nam nieprzychylnymi.

Nieliczni kibice Izraela na początku byli pełni optymizmu, ale z każdym traconym golem ich miny…
Zobacz więcej

Nieliczni kibice Izraela na początku byli pełni optymizmu, ale z każdym traconym golem ich miny… Kacper Pempel

Co działo się na murawie PGE Narodowego — każdy widział. Czwarte zwycięstwo w eliminacjach EURO 2020 tworzy ułudę piłkarskiej potęgi. Na razie wygląda jednak na to, że Polski Związek Piłki Nożnej na 100-lecie (powstał 20-21 grudnia 1919 r.) otrzymał od losu prezent — najłatwiejszą grupę spośród jakichkolwiek eliminacji granych kiedykolwiek. W kategoriach pozaboiskowych spotkanie z Izraelem było jednak meczem wysokiego ryzyka polityczno-wizerunkowego. Zapamiętałem epizod ze spotkania 24 marca z Łotwą. Wtedy środowiska narodowe upatrzyły sobie tłum przelewający się wokół stadionu jako adresata ulotek oraz rezerwuar podpisów pod protestem przeciwko amerykańskiej prożydowskiej ustawie 447 w kampanii #NieDlaRoszczeń. Ciekawe, że gdy takowa akcja odbywa się pół metra poza ogrodzeniem stadionu, to nie obejmuje jej żadna ustawa — ani o bezpieczeństwie imprez masowych, ani o zgromadzeniach, ani też o zbiórkach publicznych. W czarnej perspektywie już widziałem powtórzenie akcji narodowców przy PGE Narodowym 10 czerwca, nieuniknione nagłośnienie jej przez izraelską telewizję, nową falę ostrych reakcji polityków w Jerozolimie (walczących w powtórnych wyborach 17 września) etc. Przerabialiśmy to już kilka razy od czasu odpalenia przez tzw. dobrą zmianę w styczniu 2018 r. politycznej miny, czyli bezmyślnej nowelizacji ustawy o IPN.

Na całe szczęście w poniedziałek przeżyliśmy zaskoczenie na plus nie tylko na boisku. W wizerunkowej otulinie meczu potencjalna ostra rafa wzięta została gładko. Wątek 447 tym razem w ogóle nie zaistniał. Liczba gwizdów i wyzwisk wobec gości na trybunach stadionu okazała się standardowa. Notabene niezmiennie szokuje mnie okoliczność, że w ponad 57-tysięcznej rzeszy zawsze znajdzie się jakiś odsetek idiotów, którym chce się wydawać pieniądze i jechać wiele godzin po to, by… wygwizdywać hymn gości. Tym razem jednak zostali oni zaklaskani przez większość widowni wyjątkowo mocno. Właściwie jedyny incydent odnotowany został na… fanpage’u PZPN, gdzie młodzi ludzie spontanicznie wpisali „To już jest pogrom! Prowadzimy z Izraelem 4:0!”. Taka wrzutka dotycząca każdego z pozostałych 209 członków FIFA byłaby całkowicie zwyczajna, ale w odniesieniu do piłkarzy żydowskich natychmiast przywoływała upiory przeszłości…

Spokój panował w poniedziałek również na podwórku krajowym. Ze względu na rozproszoną sprzedaż biletów, podczas meczów na PGE Narodowym i w ogóle w kraju nie istnieje zjawisko konsolidowania się grup szalikowców poszczególnych klubów, co eliminuje konflikty. Niestety, zupełnie inaczej przebiega to na wyjazdach. Przed meczem Polski z Macedonią Północną w Skopje starły się watahy z szalikami biało-czerwonymi, ale w koszulkach klubów, których kibole od pokoleń mają kosy wzajemnie założone na sztorc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu