Głęboko w oczy

Jacek Zalewski
29-10-2008, 00:00

Podszyta perspektywą wyborów prezydenckich za dwa lata polityczna wojenka obu pałaców — "małego", czyli rządowego w Alejach Ujazdowskich, z "dużym", czyli z prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu — trwa. I nie zmienia tego taktyczne cywilizowanie stosunków. Na przykład wczoraj rząd o czasie stawił się autokarem u prezydenta na posiedzenie Rady Gabinetowej — ale i tak zaczęło się ono od scysji. Premier Donald Tusk z zaskoczeniem stwierdził tam obecność prezesa NBP Sławomira Skrzypka, który kilka godzin wcześniej demonstracyjnie zlekceważył standardowe posiedzenie Rady Ministrów, na które był zaproszony i ze względów merytorycznych bezwzględnie powinien się stawić.

Wczorajsza przyjazna potyczka — której generalnym celem było uspokojenie społeczeństwa i przeciwdziałanie kryzysowej panice — była syndromem nowej taktyki wojsk rządowych. Po ogromnym wstydzie na szczycie w Brukseli, kiedy to szef rządu zdecydował się na konfrontację z głową państwa — Donald Tusk postanowił okazywać Lechowi Kaczyńskiemu zimny szacunek, ale merytorycznie stawiać prezydenta przed faktami dokonanymi. I właśnie wczoraj wykonał klasyczne uderzenie wyprzedzające, przyjmując na posiedzeniu Rady Ministrów pakiet dokumentów, o których prezydent właśnie chciał pogadać pod swoim światłym przewodem. W szczególności — rząd przyjął długo oczekiwaną mapę drogową dochodzenia Polski do strefy euro.

Premier zadeklarował, że gdy wejrzał w oczy braci Kaczyńskich — w poniedziałek Jarosława, a we wtorek Lecha — zobaczył w nich coś… Może nie miłość, na pewno nie pożądanie, ale przynajmniej jakieś ogniki zrozumienia. My w oczy braci nie zaglądaliśmy, ale jeśli Donald Tusk liczy na zmianę Konstytucji RP, umożliwiającą wprowadzenie euro od 1 stycznia 2012 r. — to chyba jednak miał zeza. W tej kadencji Prawo i Sprawiedliwość na pewno ręki do tego nie przyłoży, a bez tego klubu nie ma mowy o zebraniu w Sejmie 2/3 głosów. Żeby wspomniany termin mógł być dotrzymany, w Polsce zasadnicze zmiany we władzach musiałyby nastąpić najpóźniej do końca roku 2010. Wybory prezydenckie akurat wtedy się odbędą, czyli OK, jeśli Tusk wygra, to ta przeszkoda wzięta. Ale parlament planowo będzie trwał aż do jesieni roku 2011.

Notabene w kwestii euro Konstytucja RP przygotowała kolejną pułapkę. Z jednej strony — zdeterminowany premier Tusk mógłby się zdecydować na referendum w trybie art. 125, który wyraźnie stwierdza, że przy wymaganej frekwencji wynik referendum jest wiążący. Z drugiej strony art. 235 wytycza zmianie Konstytucji specjalną ścieżkę i m.in. wymaga wspomnianych 2/3 głosów w Sejmie. Czyli jedyną drogą byłoby honorowe uznanie przez PiS zwycięstwa zwolenników euro w referendum i potulne poparcie w Sejmie zmiany art. 227, mówiącego o polskim pieniądzu.

No dobrze, a jeśli bracia Kaczyńscy zinterpretują Konstytucję RP inaczej i uznają pierwszeństwo art. 235 — stanowiącego lex specialis — nad ogólnym, referendalnym art. 125?

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Głęboko w oczy