Rynki rozwijające się mają za sobą najgorszy tydzień od 2 miesięcy. Międzynarodowi zarządzający obawiają się rosnącej inflacji, dlatego upłynniają papiery parkietów rozwijających się. Najsłabiej zachowywał się region azjatycki. Według Emerging Portfolio Fund Research od 4 do 11 czerwca z tamtejszego rynku wyparowało 1,4 mld USD. Z tego ponad 60 proc. wyciekło z Chin i Hongkongu. Dynamiczny skok cen ropy naftowej i towarów rolnych w połączeniu ze słabymi finansami publicznymi sprawiają, że inflacja w tym regionie jest obecnie zagrożeniem numer jeden. Dlatego nie dziwi, że od 5 do 12 czerwca władze monetarne w Chinach, Indiach, Indonezji, Filipinach i Wietnamie podniosły stopy procentowe.
Pozostałe regiony rozwijające się także zanotowały ujemne saldo inwestycji. Chodzi o Amerykę Łacińską i fundusze typu GEM (Global Emerging Markets). Wyjątkiem był parkiet rosyjski i Bliski Wschód. Tam notowani są producenci ropy naftowej, którzy korzystają na wzroście notowań czarnego złota. Mimo to region jako całość EMEA (Europa Wschodząca, Bliski Wschód i Aryka) był na minusie. Motorem odpływów była Południowa Afryka, Węgry i Kraje Bałtyckie, które borykają się z bardzo wysokim deficytem na rachunku bieżącym.
Pozytywnie zaskoczyła Japonia, która zanotowała największy napływ kapitału z międzynarodowych funduszy od pierwszego kwartału 2007 r. Bardzo dobra kondycja japońskich eksporterów, wyższa niż oczekiwano konsumpcja w pierwszym kwartale oraz atrakcyjne wyceny spółek przyciągnęły 0,353 mld USD.