Globalny wymiar bezpieczeństwa energetycznego

Adam Czyżewski
opublikowano: 2014-08-30 10:03

Ministerstwo Gospodarki przekazało do wstępnych konsultacji społecznych projekt Polityki Energetycznej Polski do 2050 roku. Jak się można było spodziewać w kontekście napiętych relacji pomiędzy Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi a Rosją, na pierwszym miejscu triady celów zrównoważonego rozwoju znalazło się zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Do projektu dołączono wyniki analiz prognostycznych i symulacyjnych. Znajdują się tam dwa wnioski o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego. Czeka nas zarówno poważne zwiększenie nakładów inwestycyjne na infrastrukturę energetyczną (z około 18 mld zł obecnie do 26-37 mld zł średnio rocznie do 2050 roku) jaki i istotny wzrost udziału energii produkowanej z paliw importowanych w całości produkcji energii, które występuje we wszystkich kombinacjach technologii, włączając budowę nowych kopalń węgla brunatnego, wzrost udziału OZE czy energetykę atomową. Ponieważ największe nakłady trzeba ponieść do 2020 roku, potrzebni są zagraniczni inwestorzy, bo krajowy kapitał nie udźwignie tak dużych inwestycji. Co będzie, gdy się nie pojawią na czas? Czy zwiększenie zależności od importu nie pogorszy naszego bezpieczeństwa energetycznego? Odwołajmy się zatem do koncepcji  bezpieczeństwa energetycznego.  Posłużę się definicją Daniela Yergina, amerykańskiego ekonomisty i jednego z bardziej wpływowych ekspertów w dziedzinie ropy naftowej i energii, która pochodzi z jego nowej książki „The Quest. W poszukiwaniu energii”, przetłumaczonej na język polski. 

„Typowa definicja bezpieczeństwa energetycznego jest dość prosta: jest to dostępność odpowiednich dostaw po przystępnych cenach. Ma to jednak kilka wymiarów. Po pierwsze, jest to bezpieczeństwo  fizyczne, na które składa się ochrona aktywów, infrastruktury, łańcuchów dostaw, szlaków handlowych oraz zapewnienie realnej alternatywy dla dotychczasowych dostaw i szybkiej substytucji, kiedy zajdzie taka potrzeba. Po drugie, kwestią kluczową jest dostęp do energii, przez co należy rozumieć zdolność do zagospodarowywania i nabywania zasobów energii poprzez konkretne przedsięwzięcia w terenie, na mocy umów i wyniku operacji handlowych. Po trzecie bezpieczeństwo energetyczne jest także systemem opartym na polityce prowadzonej przez poszczególne państwa i międzynarodowe instytucje stworzone do reagowania w sposób skoordynowany na zakłócenia, zmiany i nagłe sytuacje, jak również mające się przyczyniać do stałego przepływu dostaw. I wreszcie niesłychanie ważne są inwestycje. Bezpieczeństwo energetyczne wymaga takiej polityki i takich warunków, które zachęcą do inwestowania, postępu i innowacji w celu zapewnienia, że w przyszłości dostępne będą na czas odpowiednie dostawy i wystarczająca infrastruktura. Kraje importujące ropę czy gaz mówią o bezpieczeństwie dostaw. Kraje eksportujące widzą tę kwestię odwrotnie – mówią o bezpieczeństwie popytu na eksportowana przez nie rop czy gaz. Na tych surowcach oparty jest ich wzrost gospodarczy, gwarantują również bardzo dużą część przychodów rządu. Chcą wiedzieć, że będzie istniał rynek, co pozwoli im zaplanować budżet i uzasadnić poziom przyszłych inwestycji. )”

Moją uwagę zwróciła nie tyle lapidarna definicja, co jej pouczające rozwinięcie. Pojawia się w nim wymiar bezpieczeństwa energetycznego, który, w mojej opinii, nie został wystarczająco doceniony w projekcie Polityki Energetycznej. Są to stosunki międzynarodowe i ich coraz większa rola w zapewnieniu bezpieczeństwa systemów energetycznych.  

„Uzależnienie systemów energetycznych oraz ich rosnąca złożoność i zasięg, wszystko to razem uwypukla potrzebę zrozumienia ryzyka i wymagań powiązanych z bezpieczeństwem energetycznym w dwudziestym pierwszym wieku. Handel energią w coraz większym stopniu przekracza granice narodowe. Ponadto bezpieczeństwo energetyczne oznacza nie tylko ryzyko przeciwstawienia się różnorodnym zagrożeniom, ale także konieczność utrzymywania właściwych stosunków między narodami i poprawnych relacji, jak również wpływ energii na ich własne ogólne bezpieczeństwo narodowe. ” 

W kontekście krajowej debaty nad bezpieczeństwem energetycznym warto także przypomnieć opisany w książce moment, w którym bezpieczeństwo energetyczne stało się decydującym czynnikiem w stosunkach międzynarodowych. Stało się to ponad sto lat temu i dotyczyło możliwości zastąpienia węgla ropą naftową w Królewskiej Marynarce Wojennej. Historia ta wiąże się z Winstonem Churchilem, który jako Pierwszy Lord Admiralicji, podjął w 2011 roku historyczną decyzję o oparciu brytyjskiej supremacji morskiej na ropie. Ropa miała sprawić, ze okręty Królewskiej Marynarki będą szybsze i zwrotniejsze od tych, którymi dysponowała rosnąca marynarka niemiecka. Miało to zapewnić Wielkiej Brytanii przewagę w angielsko-niemieckim wyścigu morskim. Była to bardzo odważna i kontestowana decyzja, gdyż konwersja oznaczała, że Królewska Marynarka Wojenna miałaby polegać nie na walijskim węglu ale na odleglej o ponad jedenaście tysięcy kilometrów perskiej ropie! W jaki sposób uzależnienie się od importowanej energii w tak strategicznym obszarze, jakim jest bezpieczeństwo militarne miało poprawić bezpieczeństwo narodowe?

Broniąc swej decyzji przed parlamentem Churchil posłużył się argumentem, który miał się stać najważniejszym kryterium bezpieczeństwa energetycznego. Chodziło o dywersyfikację dostaw. „Naród nie może się opierać na jednej jakości, procesie, kraju, trasie, czy dziedzinie. Bezpieczeństwo i pewność ropy leżą w jej różnorodności. Wyłącznie w różnorodności”.

Gdzie zatem leżą granice niezależności energetycznej? Czy niezależność energetyczna może być realistycznym celem kraju silnie powiązanego z gospodarką światowa? Yergin oraz inni eksperci zwracają uwagę, że sam termin „niezależność energetyczna” jest błędem, bo powinien być rozumiany nie jako „wolny od importu”, lecz jako „niepodatny na zagrożenia”. W praktyce jednak rozumiemy ten termin dosłownie, jako samowystarczalność. Historia dowiodła, że narodom trudno uniezależnić się w pełni od cudzej energii albo chociaż ropy. Można natomiast dążyć do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego, poprzez systematyczną redukcję podatności na zagrożenia. W zglobalizowanym świecie niezależność energetyczna nie stanowi już gwarancji bezpieczeństwa a wręcz przeciwnie, to bezpieczeństwo energetyczne naprawdę oznacza niezależność. 

Bezpieczeństwo energetyczne nie ograniczają się do ropy i gazu ziemnego czy węgla. Wielkie awarie energetyczne w Ameryce Północnej takie, jak ta, która w 2003 roku pozbawiła prądu cały północny wschód Stanów Zjednoczonych i podobne w Europie i Rosji, rodzą obawy o niezawodność dostaw energii elektrycznej. Skala zagrożenia dotarła do świadomości w 2012 roku, gdy na skutek awarii sieci energetycznej bez prądu zostało 670 mln ludzi – około 1/10 ludności świata. Huragany Katrina i Rita w 2005 roku oraz Tsunami w Japonii w 2011 uzmysłowiły, jak silnie bezpieczeństwo energetyczne jest narażone na skutki klęsk żywiołowych. W ostatnim czasie rośnie zagrożenie systemów energetycznych ze strony hackerów i internetu. 

Nie zdołamy temu przeciwdziałać, jeśli nie przebije się do powszechnej świadomości to, że współcześnie bezpieczeństwo energetyczne, chociaż dotyczy poszczególnych krajów, jest kwestią globalną, bo polega na bezpieczeństwie systemów energetycznych. Osiągniecie tego celu wymaga międzynarodowej koordynacji polityk i działań oraz ciągłej współpracy. Jest to szczególnie istotne w tak napiętej sytuacji geopolitycznej, jaką mamy obecnie.