Od kilku dni lokale komunalne we Wrocławiu pozostają bez nadzoru. Umowy ze spółkami dotychczas nimi zarządzającymi wygasły z końcem września. Nowych jeszcze nie zawarto.
Od 30 września nieruchomości Wrocławia pozostają formalnie bez dozoru. W praktyce zarządzanie lokalami użytkowymi miasto przekazało gminnemu Towarzystwu Budownictwa Społecznego, a lokalami mieszkalnymi zajmują się spółki, które zarządzały nimi do tej pory.
— Nowych umów nie zawarto z dwóch powodów. Po pierwsze opóźnia się proces rozstrzygania przetargu na ich zarządzanie. Po drugie Ministerstwo Finansów nie określiło dotychczas zasad płacenia podatku VAT za tego typu usługi — wyjaśnia Wiesław Kilian, wiceprezydent Wrocławia.
W ubiegłym tygodniu, kiedy okazało się, że wrocławska izba skarbowa i urząd skarbowy wydały w tej sprawie dwie sprzeczne ze sobą opinie, przetarg wstrzymano do czasu wyjaśnienia sporu. Pierwsza z uprawnionych do decydowania instytucji uznaje podatek za obowiązujący, druga natomiast zwalnia firmy z obowiązku jego opłacania. Oferty spółek zarządzających od początku uwzględniały dwa różne rozwiązania, ale problem pojawił się, gdy jedna z nich poprosiła o jednolitą interpretację przepisów.
Zanim do tego doszło, z powodu błędów proceduralnych w przetargu odrzucono 36 z 91 ofert. Jednocześnie miasto, złożone z 21 rejonów, podzielone zostało na dwa obszary: taki, w którym przetarg zostanie zakończony w normalnym trybie, i drugi, w którym zarządcy wyłaniani będą na zasadzie umów z wolnej ręki, pod warunkiem, że wyrazi na to zgodę Urząd Zamówień Publicznych.
— Teraz w zależności od interpretacji Ministerstwa Finansów, rozstrzygnięte zostaną te z ofert, które spełniać będą jasno określone kryteria odnośnie do opłat podatkowych — mówi prezydent Kilian.
Sprawa ma także stanąć na specjalnej sesji rady miasta w środę.