Możliwości finansowania inwestycji realizowanych przez gminy są bardzo ograniczone. Łączna obsługa długu jednostki samorządowej nie może być większa niż 15 proc. planowanych na dany rok budżetowy dochodów. Dodatkowo, całkowita kwota długu na koniec roku budżetowego nie może przekroczyć 60 proc. dochodów tej jednostki. Samorządy muszą więc wypracować alternatywne metody finansowania swoich działań. Jednym z takich rozwiązań jest dopuszczenie prywatnego kapitału do publicznych przedsięwzięć na zasadzie umów partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Atrakcyjność projektów PPP polega na finansowaniu przedsięwzięcia na sektor prywatny oraz przeniesieniu na ten sektor odpowiedzialności za ryzyko związane min. z niespodziewanym wzrostem kosztów budowy lub jej eksploatacji. Eksperci szacują, że w Polsce umowy tego typu powinny znaleźć najszersze zastosowanie przy realizacji przedsięwzięć związanych z transportem oraz kanalizacją i gospodarką odpadami.
Gmina, wykorzystując formułę PPP, może zrealizować swoje projekty bez konieczności zaciągania długu. Projekt finansuje wtedy specjalnie powołana w tym celu spółka specjalnego przeznaczenia. Spółki celowe są tworzone przez inwestorów prywatnych lub na zasadzie joint venture z kapitałem publicznym. Spółka pozyskuje kapitał na konkretny cel, własnym majątkiem i wpływami przewidzianymi z tytułu zawartej umowy PPP gwarantuje spłatę długu. Natomiast sektor publiczny wypłaca takiej spółce wynagrodzenie, którego wysokość i zasady zostają określone w umowie.
— Wieloletni charakter umowy PPP daje możliwość dokładnego zaplanowania kosztów, jakie poniesie gmina. Ma to jednak pewną wadę: sektor publiczny musi liczyć się z większym udziałem wydatków sztywnych w dłuższej perspektywie — mówi Robert W. Sikora, dyrektor w dziale doradztwa finansowego PricewaterhouseCoopers.
Jego zdaniem, zastosowanie umowy PPP zmniejsza ryzyko związane ze wstrzymaniem lub ograniczeniem budowy z powodu braku publicznych funduszy.
— Umowa PPP zapewnia wysoką jakość inwestycji, ponieważ sektor prywatny przeważnie odpowiada nie tylko za budowę obiektu, ale w wielu przypadkach za jego utrzymanie i eksploatację. Jeżeli powstanie obiekt o gorszej jakości, inwestor poniesie większe koszty jego utrzymania — wyjaśnia Robert W. Sikora.
Zwrot kosztów inwestycji następuje w ratach w formie opłat za korzystanie z obiektu przez użytkowników prywatnych lub sektor publiczny.
Umowa zawarta w formule PPP, precyzyjnie określa ryzyko, jakie poniosą oba sektory — publiczny i prywatny.
— Sektor prywatny lepiej zarządza ryzykiem i dlatego może je ponosić w większym stopniu — twierdzi Robert W. Sikora.
Jego zdaniem, sam proces przetargowy powinien wzbudzać zainteresowanie wśród wielu inwestorów, co stworzy konkurencję, a tym samym zwiększy możliwość wyboru jak najkorzystniejszej oferty.
— Po upływie okresu umowy PPP obiekt staje się własnością sektora publicznego. Jednak, nie każda podpisana umowa oparta na zasadach PPP gwarantuje sukces sektorowi publicznemu. W Niemczech, przy podpisywaniu pierwszych umów, zdarzały się sytuacje, kiedy wskutek braku profesjonalizmu instytucji publicznej, sektor prywatny uzyskał zwrot z inwestycji sięgający aż 30 proc. — zaznacza Robert W. Sikora.
O rzeczywistych przedsięwzięciach, opartych na typowym partnerstwie publiczno-prywatnym w Polsce niewiele się mówi.
Do najbardziej spektakularnych można zaliczyć plan realizacji drugiej nitki warszawskiego metra, oraz projekt zagospodarowania przestrzennego nadwodnych stref miejskich w regionie Morza Bałtyckiego. Jednak większą szansę realizacji mają inwestycje prowadzone na mniejszą skalę — takie jak budowa centrów rekreacyjnych, wysypisk śmieci czy obiektów administracyjnych. Na przykład w Ormontowicach, na terenie KWK Budryk, firma MVV EPS Polska zbuduje elektrociepłownię za 15,5 mln zł. W Koszalinie natomiast powstanie szpital za blisko 400 mln zł. Będzie on sfinansowany przez spółkę prywatno-samorządową, w której 75 proc. udziałów przypadnie niemieckiej firmie Rhoen-Klinikum, pozostałe 25 proc. będą miały samorządy — wojewódzki i koszaliński.