Przez najbliższy rok gminy nie muszą jeszcze sporządzać miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Mimo to, urzędy miejskie i gminne prowadzą prace nad nowymi projektami.
Termin ważności miejscowych planów zagospodarowania został przedłużony do końca 2002 r. W tym czasie do obowiązku gmin należy uchwalenie studium uwarunkowań przestrzennych. Jeżeli zostanie ono opracowane do końca 2002 r., okres obowiązywania obecnych planów zostanie wydłużony o kolejny rok. Jeżeli gminy nie spełnią tego wymogu, stare plany nieodwołalnie stracą ważność z końcem 2002 r. Dla miejscowości, które nie mają żadnych planów ani nawet studium, zaczyna się więc bardzo trudny okres.
Studium uwarunkowania przestrzennego określa politykę przestrzenną gminy. Przedstawia przeznaczenie, zagospodarowanie czy uzbrojenie terenu. Uwzględnia m.in. występowanie obiektów chronionych, prawo własności gruntów i stan środowiska naturalnego. Jednak studium nie stanowi podstawy do wydania decyzji o zabudowaniu terenu. Taką decyzję można uzyskać jedynie na podstawie planu zagospodarowania przestrzennego. Nawet jeżeli gminy zdążą opracować studium, nie zmniejszą się problemy związane z nabywaniem ziemi przez inwestorów.
Proces sporządzania planów miejscowych poszczególnych terenów jest bardzo długi i złożony. Aby taki plan mógł zostać zatwierdzony i opublikowany, najpierw różne instytucje administracyjne badają jego projekt. Jeżeli chociaż jeden z podmiotów go nie zaaprobuje, prace zostają przerwane. W kolejnym etapie projekt jest wykładany do wglądu publicznego, co jest podstawą do wnoszenia protestów i zarzutów. Skargi rozpatrywane są przez NSA.
— Sporządzenie planu zagospodarowania może przeciągnąć się nawet do 5 lat. Dotyczy to zwłaszcza Warszawy, gdzie procedury planistyczne są dodatkowo skomplikowane zapisami ustawy warszawskiej — mówi Marek Mikos, zastępca dyrektora Wydziału Urbanistyki i Architektury Gminy Warszawa Centrum.
— W małych miejscowościach najszybciej można opracować plan w ciągu 8 miesięcy, ale tylko wtedy, gdy nie dochodzi do sprzeczności interesów. W innym przypadku okres tworzenia planu znacznie się wydłuża. Właściciele chcą, aby należące do nich tereny zostały przeznaczone na działki budowlane, a nie np. na drogi. Nie zawsze jest to możliwe — tłumaczy Elżbieta Wojciechowska, naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej Urzędu Miasta w Kutnie.
Urzędy gminne nie zamierzają poprzestać na sporządzeniu samego studium. Obecnie prowadzone są w wielu gminach prace nad planami, mimo że nie ma obligatoryjnego obowiązku opracowania tych planów. Gminy zdają sobie sprawę, że jak najszybsze sporządzenie planów jest bardzo ważne dla rozwoju miejscowej infrastruktury. Nowy plan zagospodarowania przestrzennego stanowi dodatkową zachętę dla potencjalnych inwestorów. W miastach atrakcyjnych pod względem możliwości inwestycyjnych gminy robią wszystko, aby sfinalizować jak najwięcej projektów.
— Do dziś Gmina Warszawa Centrum zdołała opracować 7 z 88 projektów planów zagospodarowania przestrzennego. Szacujemy, że za dwa lata, czyli do czasu wygaśnięcia ważności dotychczasowych planów, uda nam się ich sporządzić łącznie 20. Chcemy mieć jak najmniejszą ilość tzw. białych plam na mapie, gdy stare plany utracą swoją ważność — mówi Marek Mikos.
Ponieważ sporządzanie lub zmiany planów zagospodarowania finansowane jest w większości przypadków z budżetów gmin, urzędy małych miejscowości wolą na razie nie podejmować się ich opracowania.
— Gminy tłumaczą się niedoborem środków finansowych. Często po prostu nie mogą przeznaczyć pieniędzy na ten cel. Najwięcej wydatków wynika z roszczeń właścicieli czy użytkowników wieczystych nieruchomości z tytułu ograniczenia użytkowania lub obniżenia wartości posiadanych nieruchomości — mówi Ryszard Gut, naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej UMiRM.
Wydatki, jakie ponosi gmina podczas przygotowania jednego planu, to przynajmniej 10 tys. zł.
— Niewiele gmin i miast przygotowało studium uwarunkowań przestrzennych w ustawowym terminie, czyli do 1995 r. Sam proces sporządzania planów oraz, w wielu przypadkach, brak przygotowania kadr, są przyczyną przedłużania się prac nad nowymi planami — twierdzi Elżbieta Wojciechowska.