Gminy ścigają się z deweloperami

Aleksandra RogalaAleksandra Rogala
opublikowano: 2018-11-18 22:00

Samorządowcy i deweloperzy jadą na tym samym wózku — jeśli jedni inwestują, drudzy też powinni. I to zawczasu.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki wpływ mieszkaniowy boom ma na samorządy
  • W co inwestują samorządy
  • Jak zamierzają sprostać potrzebom mieszkańców

W okresie styczeń-wrzesień 2018 r. w Polsce oddano do użytkowania 129,7 tys. mieszkań, o 4,4 proc. więcej niż przed rokiem — wynika z danych GUS. Boom na rynku mieszkaniowym wymusza inwestycje w samorządach — nie tylko w dużych miastach, ale też w takich, które funkcjonują w ich cieniu, tzw. miastach-sypialniach. Widać to w podwarszawskich gminach. Rekordowe, w pewnym sensie, pod tym względem są położone na wschód od stolicy Marki. Do zwiększenia atrakcyjności miasteczka przyczyniło się, m.in., oddanie do użytku obwodnicy.

NADĄŻYĆ ZA DEWELOPEREM:
NADĄŻYĆ ZA DEWELOPEREM:
Zanim gmina pozwoli na zabudowę mieszkaniową w planach zagospodarowania przestrzennego, powinna sprawdzić, czy jest w stanie zapewnić nowym mieszkańcom odpowiednią infrastrukturę. Podwarszawskie Marki muszą dziś inwestować setki milionów, żeby nadążyć za boomem deweloperów. Często jednak agresywne wykorzystanie przestrzeni przez deweloperów wiąże się z niefrasobliwym podejściem gmin. Niektóre zapominają choćby o tym, że większa liczba mieszkańców to więcej aut, które nie pomieszczą się na lokalnych drogach.
Fot. ARC

— Boom deweloperski oznacza wzrost liczby mieszkańców, co zmusza nas do tego, by sprostać coraz większym potrzebom infrastrukturalnym, edukacyjnym i społecznym — mówi Jacek Orych, burmistrz Marek.

— W jednym z rankingów Marki znalazły się ostatnio na pierwszym miejscu w Polsce pod względem liczby nowych lokali mieszkalnych oddanych do użytku na 1000 mieszkańców — podkreśla Paweł Specjalski, dyrektor Wodociągu Mareckiego, jednej z dwóch spółek należących do gminy.

Według statystyk GUS, w Markach mieszka około 33 tys. osób, ale szacunki urzędu miasta mówią nawet o 40 tys. Siedem lat temu do szkół chodziło tam 1,9 tys. dzieci, dzisiaj już ponad 3 tys. Liczba przedszkolaków natomiast wzrosła ponad tysiąc. Niedawno Mareckie Inwestycje Miejskie, druga z miejskich spółek, wyemitowała obligacje wartości 123 mln zł, aby sfinansować inwestycje w edukację (w Markach powstaje m.in. nowa szkoła dla 1,2 tys. uczniów oraz przedszkole).

Finansowanie boomu

Jeśli chodzi o infrastrukturę wodno-kanalizacyjną, kilkanaście lat temu miasto było pustynią. Wskaźniki dotyczące sprzedaży wody dowodzą, jak przybywa mu mieszkańców. W 1999 r. sprzedaż wody w Markach wynosiła 0,2 mln m sześc. Dziś wynosi 1,4 mln m sześć., co oznacza wzrost o 700 proc. W ostatnich latach spółka wodociągowa zainwestowała 144 mln zł, z czego 87 mln zł to pieniądze z dotacji unijnych. Wybudowano za nie około 200 km sieci kanalizacyjnej i sanitarnej, wraz z infrastrukturą. Już wiadomo, że to za mało. Miasto poinformowało niedawno, że rozpoczęło trzeci etap inwestycji w sieć. Trwa budowa drugiej stacji uzdatniania wody, a do 2020 r. ma zostać rozbudowana sieć kanalizacji sanitarnej. Dodatkowe 14,5 km umożliwią podłączenie do sieci setek nowych nieruchomości. Miasto ma w planach także budowę stacji obsługi specjalistycznego samochodu do czyszczenia sieci kanalizacyjnej i wprowadzenie system monitoringu pracy przepompowni sieciowych. Szacunkowa wartość tych inwestycji to 38,3 mln zł. 55 proc. kosztów pokryją dotacje unijne, a 28 proc. pożyczka z Narodowego Funduszu

Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

— Małe miasto, a duże pieniądze — komentuje Krzysztof Sidorski z NFOŚ iGW. Pozostałe 17 proc. to wkład własny. Ani budżet miasta, ani lokalnej spółki nie udźwignąłby takich kosztów. Wodociąg Marecki musiał sięgnąć po nietypowy instrument — obligacje przychodowe. W lutym tego roku podpisał umowę z DNB Bankiem na emisję wartości 28,9 mln zł. Pieniądze pokryją koszty wieloletniego planu inwestycyjnego spółki, którego częścią jest trzeci etap inwestycji wodno-kanalizacyjnych.

Woda, ścieki i drogi

W większych podwarszawskich miastach, np. Pruszkowie, mieście powiatowym, to nie sieć wodno-kanalizacyjna jest największym problemem.

— Presja deweloperów jest duża, co roku przybywa nam około kilkuset mieszkańców, ale już zaczyna brakować terenów pod kolejne inwestycje. W przyszłości w Pruszkowie raczej nie będą powstawać duże osiedla, będzie się rozwijać tzw. zabudowa plombowa, czyli uzupełniająca. Jeśli chodzi o infrastrukturę, to sieć wodno-kanalizacyjna nie jest żadnym problem. Gorzej jest z drogami, które coraz bardziej się korkują. Nie mamy dogodnych terenów pod budowę obwodnicy, a to jest problem — mówi Andrzej Kurzela, wiceprezydent Pruszkowa w minionej kadencji.

Wskaźnik liczby samochodów na 1000 mieszkańców wynosi 800. To bardzo dużo.

— Tam, gdzie kończy się Pruszków, zaczynają się pola uprawne w sąsiednich gminach. Niektóre w planach zagospodarowania terenów przeznaczyły je pod zabudowę mieszkaniową. Problem w tym, że przyszli mieszkańcy będą korzystać z infrastruktury Pruszkowa — naszych szkół, przedszkoli i dróg. To jeszcze bardziej pogorszy sytuację komunikacyjną — dodaje Andrzej Kurzela.