Górnicy: albo pieniądze, albo strajk

DI, PAP
opublikowano: 17-12-2007, 07:28

Albo pieniądze, albo strajk - mówili reporterom górnicy, idący na pierwszą zmianę w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej. Podkreślali, że górnicy zarabiają dziś gorzej niż ludzie wielu innych zawodów, a płace w tej branży rosną znacznie wolniej.

Wszyscy ci, którzy chcieli rozmawiać z dziennikarzami, zapewniali, że do poniedziałkowego 24-godzinnego strajku dojdzie oraz że wezmą w nim udział. Skarżyli się, że mimo pracy także w weekendy, w bardzo trudnych warunkach, ich miesięczne pensje nie przekraczają 2.000 zł "na rękę".

Według danych Kompanii Węglowej, prognozowana na koniec tego roku średnia płaca w spółce wynosi 4.558 zł brutto; mniej więcej tyle zarabia także średnio górnik dołowy. Kompania proponuje podwyżkę o 4,8 proc. w tym roku i 10-11 proc. w przyszłym; związki chcą odpowiednio 6,9 i 14 proc.

W poniedziałek rano w kopalniach zorganizowano tzw. masówki. Normalnie ok. 6.30 powinien rozpocząć się zjazd górników z porannej zmiany na dół. Ze wstępnych informacji wynika, że co najmniej w kilku kopalniach na razie zjeżdżają tylko służby odpowiedzialne m.in. za bezpieczeństwo zakładów.

Poniedziałkowy strajk objął wszystkie kopalnie i zakłady Kompanii Węglowej - potwierdzili związkowcy i rzecznik firmy. Wydobycie węgla ma być wznowione we wtorek rano.

Szef górniczej "Solidarności", Dominik Kolorz, poinformował, że na każdej zmianie odbywać się będą masówki informacyjne, podczas których związkowcy przedstawiają załogom kopalń powody protestu i omawiają przebieg ostatnich, zakończonych fiaskiem rozmów. Zamiast zjechać na dół, strajkujący górnicy przebywają w łaźniach lub cechowniach kopalń.

Według Kolorza, spełnienie wszystkich żądań płacowych związkowców oznaczałoby koszt ok. 470 mln zł, podczas gdy zarząd założył na przyszły rok - przy ostrożnej prognozie cen - przychody wyższe o ok. 600 mln zł, a wydobycie węgla może być o 600-700 tys. ton wyższe od zakładanego, co oznacza dodatkowe przychody. "Nasze postulaty to około połowa tego, co Kompania ma dodatkowo uzyskać" - ocenił Kolorz.

Rzecznik firmy, Zbigniew Madej, przypomniał, że w przyszłym roku, przy 11-procentowej proponowanej podwyżce, zarząd przeznacza na płace ok. 600 mln zł więcej, a dalsze ustępstwa oznaczałyby straty firmy. Zadeklarował jednocześnie, że w drugiej połowie roku, jeżeli sytuacja rzeczywiście byłaby - jak przewidują związkowcy - lepsza od spodziewanej - możliwy byłby powrót do rozmów i negocjacje na temat dalszego wzrostu płac.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Górnicy: albo pieniądze, albo strajk