Górnicze afery zbierają żniwa

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2014-03-04 00:00

Wiceprezes Kopeksu odszedł po wznowieniu prokuratorskiego śledztwa, a sprawa byłego prezesa spółki przybrała tragiczny obrót.

Krzysztof Jędrzejewski, główny akcjonariusz i przewodniczący rady nadzorczej produkującego maszyny górnicze Kopeksu, nie ma szczęśliwej ręki do ludzi. W poniedziałek 3 marca kontrolowana przez niego spółka poinformowała, że rozstaje się z nią członek zarządu Arkadiusz Śnieżko. Oficjalnym powodem jest… przyjęcie menedżera „na studia na kierunku biznesu globalnego na uniwersytecie Oxford w Wielkiej Brytanii, których harmonogram zajęć oraz zakres programu uniemożliwiają pełnienie funkcji członka zarządu”.

Według naszych informacji, nie chodzi jednak wyłącznie o pęd polskich menedżerów do wiedzy. 9 stycznia prokuratura okręgowa w Krakowie wznowiła zawieszone w 2011 r. śledztwo w sprawie nieprawidłowości w spółce Ponar Wadowice, której prezesem był kiedyś Arkadiusz Śnieżko.

Chodziło o przejęcie w styczniu 2008 r. 50,5 proc. akcji amerykańskiej spółki Georgia Hydraulics Cylinders. Mówiło się wtedy o planach wejścia polskiej spółki na nowojorską giełdę, a Ponar wyłożył na transakcję 14 mln USD. Nigdy nie uzyskał jednak kontroli operacyjnej nad amerykańskim nabytkiem i nie konsolidował jego wyników. W 2011 r. akcje sprzedano za 4 mln USD, a wcześniej kolejny zarząd Ponaru zawiadomił prokuraturę o „podejrzeniu popełnienia przestępstwa” i działaniach na szkodę spółki. Sprawa długo nie mogła ruszyć z miejsca.

— Czekaliśmy na międzynarodową pomoc prawną, czyli informacje ze Stanów Zjednoczonych. Teraz uzupełniono zarzuty i dodano kolejne nazwiska. Chodzi m.in. o działanie i pomoc przy działaniu na szkodę Ponaru Wadowice, wyprowadzanie pieniędzy, np. o bezprawne przelewy na 13 mln USD — mówi Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka prokuratury w Krakowie.

Śledztwo potrwa do 30 czerwca, a podejrzanym (poza byłym członkiem zarządu Kopeksu jest ich jeszcze czterech) grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

— Arkadiusz Śnieżko nie jest już członkiem zarządu Kopeksu, ale zamierzam nadal z nim współpracować. Nie planujemy na razie powoływania nikogo na jego miejsce — do zarządu ostatnio dołączył już Piotr Broncel. Jestem zadowolony z działań zarządu, których efekty widać tak po wynikach spółki, jak i po jej zamówieniach na ten rok oraz nowych projektach — komentuje sprawę Krzysztof Jędrzejewski.

Tymczasem branżą górniczą wstrząsnęła inna wiadomość— Andrzej J., który był prezesem Kopeksu od lipca 2012 r. do 27 maja 2013 r., w ubiegłym tygodniu prawdopodobnie popełnił samobójstwo. 3 marca o sprawie jako pierwsza poinformowała katowicka „Gazeta Wyborcza”.

— Badamy wszystkie okoliczności, ale dotychczasowe ustalenia wskazują, że mogło to być samobójstwo — mówi cytowana przez „GW” Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Menedżer kilka dni po rozstaniu z Kopeksem stał się bohaterem jednej z największych afer korupcyjnych w kraju. Nie chodziło jednak o działania Kopeksu, ale o wręczanie łapówek dyrektorom kopalni w czasie, gdy był od 1995 do 2012 r. szefem polskiego oddziału szwedzkiego producenta maszyn górniczych Sandvik (wcześniej działającego jako Voest-Alpine Technika Górnicza i Tunelowa).

Andrzej J. poszedł na współpracę z prokuraturą — na podstawie jego zeznań zarzuty postawiono 27 osobom z branży, on sam miał pozostać bezkarny. Według katowickiej „GW”, ciążył jednak na nim inny wyrok — w styczniu menedżer przegrał proces o szkody wizerunkowe wytoczony przez Sandvik przed sądem gospodarczym w Strasburgu. Miał zapłacić 2 mln EUR grzywny, opublikować przeprosiny w gazetach na terenie UE i przez 5 lat nie zasiadać na stanowiskach kierowniczych w całej wspólnocie.