W 2020 r. rozlała się z Chin na cały świat pandemia COVID-19, zaś w 2022 wybuchła pełnoskalowa wojna napastnicza Rosji z Ukrainą, największy konflikt zbrojny w Europie po drugiej wojnie światowej. Oczywiście pamiętamy, że w ciągu siedmiu dekad toczyły się na naszym kontynencie wojny lokalne – bardzo krwawe po rozpadzie Jugosławii, zaś wcześniej starcia grecko-tureckie na Cyprze – ale ich znaczenie geopolityczne było zdecydowanie mniejsze. Skoro już wspomniałem Cypr, to taka dygresja – geograficznie wyspa należy do Azji, ale zajmująca jej południową część republika unijna akurat 1 stycznia 2026 r. przejmuje z rąk Danii rotacyjne przewodnictwo Rady UE.
Wśród masy wydarzeń przywołam z odchodzącego roku dwa – wymiany konstytucyjnych głów dwóch państw. W Stanach Zjednoczonych Ameryki 20 stycznia przysięgę złożył Donald Trump, zaś w Rzeczypospolitej Polskiej – 6 sierpnia Karol Nawrocki. Prezydenckie gabinety wywalczyli w twardej walce wyborczej, obaj demonstracyjnie podkreślają wzajemną nadzwyczajną bliskość ideologiczną. Radykalnie różni się jednak ich pozycja konstytucyjna i realna decyzyjność.
Lokator Białego Domu naprawdę rządzi, zwłaszcza dysponując partyjną przewagą zarówno w Senacie, jak też w Izbie Reprezentantów. Był w stanie nawet wysadzić w powietrze wschodnie skrzydło historycznej prezydenckiej siedziby, by zmaterializować mrzonkę o wzniesieniu osobistego pomnika – sali balowej przy Białym Domu, wzorowanej na istniejącej w jego prywatnej rezydencji Mar-a-Lago. Lokator naszego pałacu przy Krakowskim Przedmieściu natomiast decyzyjność – w znaczeniu kreatywnym, pozytywnym – ogranicza do cotygodniowej wymiany flagi wyłopotanej na maszcie na świeższą. Reszta jego decyzyjności polega na podpisywaniu/odrzucaniu dokumentów wpływających z parlamentu i rządu. Kompetencje całkiem samodzielne, bez kontrasygnaty premiera, głowa RP ma bardzo ograniczone – nadawanie odznaczeń, prawo łaski i kilka tego typu.
Potwierdzoną działaniami prezydentów USA i RP ich wspólną płaszczyzną doktrynalną jest rozpychanie się ponad kompetencje konstytucyjne. Donald Trump w swoim szaleństwie celnym, szkodliwym nie tylko dla świata zewnętrznego, lecz także dla samych Amerykanów, wysadził fundament fiskalny obowiązujący od wejścia Konstytucji USA w życie w 1789 r.: „Kongres będzie miał prawo: nakładania i ściągania podatków, ceł, opłat i akcyz w celu spłacenia długów oraz dostarczenia środków na wspólną obronę i zapewnienie ogólnej pomyślności Stanom Zjednoczonym, przy czym wszystkie cła, opłaty i akcyzy będą w stanach jednakowe”. Sama ta końcówka została w 1913 r. skorygowana XVI poprawką „Kongres będzie miał prawo nakładania i ściągania podatków od wszelkiego rodzaju dochodów bez konieczności ich repartycji między poszczególne stany”. Prezydent zagarniający kompetencje Kongresu (w 2025 r. żadne cła nie były głosowane w żadnej izbie) jest uzurpatorem, ale w obecnych realiach USA – całkowicie bezkarnym.
Wobec skali przejmowania jednoosobowej władzy w Waszyngtonie nasze przepychanki konstytucyjne to pikuś. Ku pokrzepieniu serc u progu 2026 r. zwracam uwagę na pewne światełko w konfliktowym tunelu. Na razie Karol Nawrocki bez szemrania podpisuje wszystkie wnioski Donalda Tuska w kwestii wysyłania polskich żołnierzy za granicę. Oczywiście chodzi o przedłużanie misji naszych kontyngentów, nie o nowe. Na horyzoncie jednak pojawia się temat hipotetycznego udziału w siłach stabilizacyjnych na linii rozejmowej w Ukrainie. Rząd wielokrotnie potwierdzał, że nie ma o tym mowy, ale gdyby na przykład Amerykanie oznajmili, że bardzo chcą mieć przy sobie sprawdzonych sojuszniczo Polaków… Na razie to czyste gdybanie, natomiast pewnikiem jest okoliczność prawna – prezydent RP jako najwyższy zwierzchnik sił zbrojnych bez wniosku rządu również w sprawach militarnych nie może wykonać żadnego kroku.
