Gospodarcze konkrety i polityczne abstrakcje

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-11-03 00:00

Rządowe koty za płoty, a życie toczy się dalej — w szczególności gospodarcze. Na razie premierowi Kazimierzowi Marcinkiewiczowi i jego ekipie najlepiej wychodzi wymiana kadrowa na szczytach służb mundurowych i specjalnych. Są to zabawki atrakcyjne, ale szybko się psują — a potem do ministerialnych gabinetów za puka siermiężna rzeczywistość, którą Bill Clinton zdefiniował kiedyś hasłem: „Gospodarka, głupku!”.

W samym szczycie rządowego przesilenia wystartował obliczony na rok cykl debat o gospodarce, organizowanych raz w miesiącu przez Centrum Komunikacji Medialnej w warszawskim Domu Dziennikarza na Foksal. „Puls Biznesu” został patronem medialnym tego przedsięwzięcia. Jego największą wartością jest zróżnicowanie uczestników oraz otwartość ich poglądów, albowiem przedsiębiorcy, naukowcy, dziennikarze, przedstawiciele organizacji pozarządowych i wreszcie sami politycy nie muszą się martwić o przekładanie się wniosków z dyskusji na sondaże wyborcze...

Zmierzenie się w debacie inauguracyjnej z tematem „Perspektywy rozwoju gospodarczego i zadania polityki ekonomicznej w Polsce w 2006 r.” było dość ryzykowne, gdyż w tej właśnie sprawie już 10 listopada wypowie się w sejmowym exposé kreator owej polityki — czyli premier Kazimierz Marcinkiewicz. Z drugiej strony wiadomo, że programowe wystąpienia szefów kolejnych rządów są konstruowane na wysokim szczeblu abstrakcji i tak naprawdę stanowią zbiór luźnych obietnic i pobożnych życzeń — aby otrzymać wotum zaufania, a zarazem nie poczynić zobowiązań. I z tego punktu widzenia wyższość ma rzetelne analizowanie sytuacji gospodarczej, nieskrępowane odpowiedzialnością polityczną za każde słowo.

Fundamentem inauguracyjnej dyskusji na Foksal była prezentacja cyklicznego raportu Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN „Gospodarka Polski — prognozy i opinie”. Obejmuje on drugie półrocze 2005 oraz pierwsze 2006. Lejtmotyw tego opracowania nie jest oczywiście żadnym odkryciem — kulą u nogi polskiej gospodarki pozostaje — i długo jeszcze będzie pozostawało — bezrobocie. Prawdziwym lekarstwem na tę chorobę może być tylko ożywienie inwestycyjne, chociaż obniżanie przez przedsiębiorców kosztów także oczywiście daje pewien przyrost miejsc pracy.

Niestety, w Polsce następuje wyhamowanie popytu zarówno konsumpcyjnego, jak i inwestycyjnego. To znaczy — konsumpcyjny znacznie wzrósł po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej, ale ta tendencja się nie utrzymała, popyt inwestycyjny zaś nie zdążył się ożywić... Akcentem optymistycznym może być przewidywany wzrost kredytów inwestycyjnych, jako że na razie dominują mieszkaniowe kredyty hipoteczne. Szansą jest także zdecydowana poprawa wykorzystania przez polskie przedsiębiorstwa środków unijnych. Notabene w tej kwestii wnioski z debaty całkowicie pokrywają się z deklaracjami rządu premiera Marcinkiewicza — tyle że działania w celu zwiększenia dostępności do unijnych pieniędzy (zarówno dla samorządów, jak i dla przedsiębiorców) jako pierwszy zapowiedział minister... spraw wewnętrznych i administracji Ludwik Dorn. No cóż, taka to już specyfika i uroda PiS-owskiego gabinetu.

I tyle wyrywkowych w sumie refleksji z pierwszej debaty. Znaczenia inicjatywy Centrum Komunikacji Medialnej oczywiście przesadnie nie wywyższamy, jako że podobne przedsięwzięcia podejmują niezależnie różne ośrodki. Problem w tym, ile z ich pożytecznego dorobku przebije się na przykład do programu ekipy Kazimierza Marcinkiewicza, której rzeczywiste oblicze pozostaje dla świata biznesu ciągle wielką niewiadomą. Polscy przedsiębiorcy życzyliby sobie, aby przynajmniej sejmowe exposé premiera zerwało z tradycją i zeszło z obłoków na gospodarczą glebę.