Gospodarka to nie są tylko eksporterzy

Jacek Jurczyński
22-05-2002, 00:00

Atak polityków na złotego nie słabnie. W ostatnich dniach polską walutę słownymi interwencjami na rynku próbowali osłabić premier Leszek Miller, wicepremier Marek Belka, Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta oraz sam prezydent. W ciągu tygodnia notowania naszej waluty spadły. Cena dolara sięgnęła poziomu 4,15 złotego, a cena euro 3,78 złotego.

W weekend pojawiły się wypowiedzi premiera sugerujące zmianę konstytucji w celu likwidacji Rady Polityki Pieniężnej. Poniedziałkowa sesja okazała się jednak dobra dla naszej waluty. Kurs dolara do złotego spadł w okolice 4,08, a kurs euro w okolice 3,75. Rynek nie przejął się raczej wypowiedziami premiera. Mimo uspokojenia sytuacji złoty może jeszcze być podatny na straty, gdyż konflikt pomiędzy RPP a rządem wydaje się daleki od rozwiązania. Rada przedyskutuje propozycje rządowe na swoim posiedzeniu w dniach 28–29 maja. Pod koniec miesiąca znów może więc dojść do zaognienia sytuacji.

W dłuższym terminie złoty raczej pozostanie mocny. Ewentualne wzrosty kursów powinny być wykorzystywane do sprzedaży dewiz. O zabezpieczaniu pozycji długoterminowych muszą pomyśleć zwłaszcza eksporterzy, w trosce o których rząd podjął się ataku na niezależność banku centralnego. Do posiedzenia na rynku zbyt wiele raczej się nie wydarzy.

Śledząc ostatnie wypowiedzi przedstawicieli rządu można stwierdzić, że politycy dobrze czują się sterując kursem walutowym. Zapominają oni jednak, że polska gospodarka to nie tylko eksporterzy, ale także importerzy i firmy posiadające kredyty dewizowe. Najlepszym więc rozwiązaniem wydaje się stworzenie systemu dwóch kursów. Pierwszy dla eksporterów na poziomie 4,25-4,30, jak proponuje Marek Belka, oraz drugi- dla importerów oraz kredytobiorców na poziomie 3,90. W ten sposób wilk będzie syty i owca cała.

We wtorek notowania polskiej waluty znów spadały. Kurs dolara do złotego wzrósł z 4,07 do 4,1050. Z poziomu 3,7350 do 3,7750 zwyżkowała również cena euro. Odchylenie złotego od parytetu, które jeszcze w poniedziałek znajdowało się przy -9,4 proc., powróciło w okolice -8,6 proc. Powodem osłabienia złotego było oczekiwanie inwestorów na wynik posiedzenia rządu, na którym miała być dyskutowana sprawa nowelizacji ustawy o Narodowym Banku Polskim (w środę dwoma projektami zmian: poselskim i rządowym zajmie się Sejm) oraz omawiane sposoby osłabienia naszej waluty. O godz. 15.40 dolar wyceniany był na 4,1050 złotego, a euro na 3,7618.

Za granicą podczas pierwszych godzin wtorkowej sesji notowania wspólnej waluty skonsolidowały się w dość wąskim przedziale 0,9190-0,9215. Trochę ciekawiej zrobiło się dopiero po południu. Po tym jak spółka Home Depot podała, że w I kwartale jej zysk wzrósł o 35 proc. nastroje amerykańskich inwestorów giełdowych poprawiły się, a indeksy na Wall Street otworzyły się na plusie. Przewagę na rynku zdobyli sprzedający wspólną walutę, a kurs EUR/USD zniżkował do poziomu 0,9160. O godz. 15.40 euro było wyceniane na 0,9165 dolara. Naszym zdaniem, kurs EUR/USD po lekkiej korekcie spadkowej powinien ponownie wzrastać w kierunku poziomu 0,9250.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Jurczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Gospodarka to nie są tylko eksporterzy