Wyjątkowo długa tegoroczna zima nie tylko przyprawia Polaków o depresję, ale też negatywnie wpływa na gospodarkę. Dane dostarczane przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) pozwalają dość precyzyjnie policzyć, jak duży jest koszt tego, że w tym roku wiosna zawita do Polski później niż zwykle. Okazuje się, że dodatkowy miesiąc zimy to dla gospodarki strata ponad 6 mld zł.

Zmroziło miliardy
Szacunki te są możliwe dzięki kwartalnemu rozbiciu polskiego PKB, prezentowanemu przez GUS. Okazuje się, że zimą (w pierwszym kwartale roku) Polska gospodarka wytwarza 23,2 proc. całorocznego PKB, a wiosną (w drugim kwartale) jest to już 24,3 proc. To znaczy, że w okresie zimowym miesięczny polski PKB to 7,7 proc. z całego roku, a w okresie wiosennym to 8,1 proc.
Jeśli przyjąć za podstawę do obliczeń dane z minionego roku, zimą polska gospodarka wytwarza miesięcznie 122,9 mld zł, a wiosną to już 129,3 mld zł. Skoro więc mamy w tym roku zimę dłuższą o około miesiąca, polska gospodarka wytwarza o 6,3 mld zł mniej niż przed rokiem. To całkiem sporo — mniej więcej połowa rocznych wydatków rządu na policję, służbę celną i straż pożarną.
Teoretycznie, z tego powodu polski wzrost gospodarczy w 2013 r. może być o 0,4 pkt proc. niższy, niż gdyby wiosna przyszła normalnie. Przy obecnych prognozach wzrostu wynoszących około 1,5 proc. byłby to zauważalny ubytek.
Popyt lubi ładną pogodę
Dlaczego długa zima przekłada się na niższy PKB? Bo przy niskich temperaturach i śniegu za oknem konsumpcja (to 60 proc. polskiego PKB) jest zawsze niższa, niż kiedy na dworze jest ciepło. Polacy rzadziej chodzą na zakupy do centrów handlowych, odwiedzają kina i spotykają się ze znajomymi w restauracjach czy na piwie.
— Gdyby zaświeciło słońce, na pewno byłoby milej — i ludziom, i naszej firmie. Ludzie rzadziej chodzą do sklepów, kolekcja wiosenno-letnia sprzedaje się słabo. Ale w tej ponurej aurze są też pozytywy. Jeszcze nigdy nie udało nam się wyprzedać tak dużej części starej, jesienno-zimowej kolekcji — mówi Mirosław Misztal, prezes spółki odzieżowej Monnari. Ponadto, zima oznacza zastój w budownictwie. Powstaje mniej dróg i mostów oraz osiedli mieszkaniowych, firmy stawiają mniej fabryk, zatrudnienie w budownictwie jest niższe, więc pracownicy z tego sektora konsumują jeszcze mniej niż reszta społeczeństwa.
— Warunki pogodowe przeszkadzają przede wszystkim firmom, które realizują kontrakty infrastrukturalne, gdzie całość prac jest wykonywana na zewnątrz. W budowlance kubaturowej prace postępują wolniej, niż zakładaliśmy, ale tylko o pojedyncze procenty. Nie powinno być większych problemów z nadgonieniem opóźnień w następnych tygodniach — mówi Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu. Mizeria w budownictwie przekłada się natomiast na spadek zamówień w sektorze przemysłowym. Np. producenci, którzy żyją z dostarczania firmom budowlanym sprzętu i materiałów, czują niższy popyt — mają niższe obroty i mniejsze zatrudnienie, co znowu rykoszetem uderza w konsumpcję. Co prawda, są też firmy, które na długiej zimie zarabiają.
Nie tylko producenci łopat do odśnieżania, ale też np. branża energetyczna. Skoro jest zimno, muszą grzać, więc mają większe obroty i zyski. Ponadto, jeśli Polacy rzadziej wychodzą z domów, zużywają więcej prądu — dłużej palą światło w mieszkaniu, oglądają telewizję, mają włączony komputer itp. Potwierdzają to już pierwsze twarde dane — zużycie energii elektrycznej w marcu wzrosło o 2,8 proc. rok do roku. Jednak to tylko margines. Zyski z długiej zimy są dla całej polskiej gospodarki mniejsze niż straty.
Jest jeszcze szansa
Co prawda, w jakiejś części straty poniesione przez przedłużającą się zimę gospodarka odrobi w kolejnych miesiącach, kiedy już zrobi się cieplej. Jeśli na przykład ktoś nadal nie kupił letnich opon do samochodu, a ich potrzebuje, to pewnie i tak dokona tego zakupu za kilka tygodni. Jeśli firma chce wybudować fabrykę i z powodu długiej zimy nie rozpoczęła prac, to pewnie wkrótce ten zamiar zrealizuje. Ale duża część strat jest już nie do odrobienia. Jeśli teraz chodzimy rzadziej do kina czy do restauracji, to trudno oczekiwać, że w czerwcu z tego powodu będziemy korzystać z tych usług dwukrotnie częściej. Jeżeli firma budowlana miała napięty grafik, to straconego miesiąca już raczej nie odrobi. Chyba że zima, skoro odchodzi późno, powróci też z opóźnieniem.