Gotówka mocno się trzyma

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2014-08-12 00:00

Transakcje: Banki starają się, żeby pieniądze z kieszeni firm i konsumentów przeniosły się do internetu. Na razie z niewielkim skutkiem

Promocje związane z terminalami płatniczymi oferował przedsiębiorcom już niejeden bank. W maju mBank udostępnił firmom takie urządzenia na 15 dni za darmo, żeby mogły je wypróbować, a te, które postanowiły terminal zatrzymać, jeszcze przez miesiąc miały możliwość korzystania z niego bez opłat. Kilka dni temu Credit Agricole rozpoczął dystrybucję terminali w pakiecie z darmowym rachunkiem i trzema miesiącami dzierżawy urządzenia gratis.

Fot. iStock
Fot. iStock

Banki promują wirtualną kasę

Jednocześnie wpłaty i wypłaty gotówkowe w bankach dla przedsiębiorców są drogie. W przypadku najlepiej sprzedającego się pakietu firmowego Pekao Mój Biznes Mobilny kosztują 0,3 proc., min. 5 zł. W PKO BP wpłaty otwarte w złotych to koszt rzędu 0,5 proc. nie mniej niż 6 zł, a w walutach wymienialnych 1 proc. nie mniej niż 10 zł. Natomiast za wpłaty zamknięte w złotych albo walutach wymienialnych trzeba zapłacić 0,2 proc., ale nie mniej niż 20 zł. W mBanku należy się liczyć z kosztem rzędu 0,5 proc. od kwoty transakcji, nie mniej niż 9 zł, również w przypadku rachunku mBiznes Max w walutach obcych. W Raiffeisen Polbanku wpłaty i wypłaty gotówkowe w oddziałach w ramach Pakietu Srebrnego dla firm kosztują 30 zł. To wszystko sposoby banków na promocję obrotu gotówkowego, który jest dla nich tańszy niż gotówka.

— Opłaty za wpłaty gotówkowe w kasach banków często są na tyle wysokie, żeby zniechęcały klientów do korzystania z takiej formy rozliczeń — przyznaje Adam Tochmański, dyrektor Departamentu Systemu Płatniczego w NBP.

Powszechnym sposobem jest także znoszenie opłat za karty dla klientów, którzy aktywnie się nimi posługują. Niektóre banki zapewniają również rabaty związane z płatnościami bezgotówkowymi — np. mOkazje w mBanku. Np. Pekao organizuje różnego rodzaju konkursy i akcje promocyjne zachęcające do posługiwania się kartami płatniczymi. Na koszt gotówki składa się wiele czynników.

— Poczynając od kosztów zasilania punktów obsługi gotówkowej, poprzez wynagrodzenia pracowników realizujących operacje gotówkowe — mówi Sebastian Sobieraj z Banku Pocztowego.

— Koszty wynikają głównie z wydatków na transport, przechowywanie, przeliczanie i sortowanie gotówki. Związane są także z koniecznością zapewnienia infrastruktury do obrotu gotówkowego; utrzymania odpowiednio zabezpieczonych kas, skarbców, sieci bankomatów i wpłatomatów oraz innych urządzeń. Obrót gotówkowy realizowany w oddziałach wiąże się dodatkowo z kosztami utrzymania sieci oddziałów oraz obsługi kasjerskiej świadczonej przez pracownika banku – tłumaczy Bogna Antosiak z departamentu małych i średnich firm w mBanku.

Gotówka nie zostawia śladu

Natomiast dla przedsiębiorców tańsza jest gotówka. I firmy, i konsumenci częściej wybierają tradycyjne sposoby płatności. — Według badań, ciągle ponad 2/3 przedsiębiorców wykorzystuje gotówkę do rozliczeń z innymi firmami i ze swoimi pracownikami — mówi Łukasz Jagodziński z Raiffeisen Polbanku.

— Ok. 82 proc. płatności detalicznych konsumentów wciąż jest realizowana gotówką. Zaledwie 18 proc. takich płatności to transakcje bezgotówkowe. Podejrzewam, że w przypadku płatności przedsiębiorców udział obrotu bezgotówkowego jest znacząco wyższy, choćby ze względu na większe ubankowienie przedsiębiorców (powyżej 90 proc.) niż konsumentów (poniżej 80 proc.), wyższe kwoty płatności firmowych, ustawowy obowiązek dokonywania przez dużą część przedsiębiorców płatności podatkowych i składek na ZUS w drodze przelewu oraz fakt, że przepisy zobowiązują firmy do płatności w formie bezgotówkowej przy transakcjach, których wartość przekracza 15 tys. EUR — twierdzi Adam Tochmański.

Mimo to większość przedsiębiorców, przynajmniej tych z segmentu MSP, nie umożliwia nawet klientom płacenia kartą w swoich punktach usługowo-handlowych.

— Jak wskazują wyniki „Badania obrotu kartowego wśród przedsiębiorców w Polsce”, zrealizowanego na zlecenie Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego (FROB) przez instytut badawczy Ipsos w listopadzie 2013 r., poziom akceptacji kart płatniczych wśród polskich przedsiębiorców jest dramatycznie niski i wynosi 17 proc. Oznacza to, że jedynie w co piątym punkcie handlowo-usługowym można dokonać płatności kartą — mówi Robert Łaniewski, prezes FROB.

Jego zdaniem, powodem jest dysproporcja pomiędzy kosztami przyjmowania płatności kartami a kosztami przyjmowania gotówki. Koszt gotówki jest na poziomie 0,1 proc., a transakcji kartowych do niedawna sięgał 1,6 proc. To się zmieniło od 1 lipca, kiedy stawka interchange znacznie spadła. Teraz od właściciela punktu handlowego nie można pobrać więcej niż 0,5 proc. prowizji za rozliczenie płatności kartą. Obniżenie stawki ma na celu głównie upowszechnienie płatności kartami w punktach usługowo-handlowych. Może jednak nie odnieść takiego skutku, ponieważ interchange jest rekompensowana podnoszeniem innych opłat.

— Obecnie mamy do czynienia z podnoszeniem opłat marketingowych przez organizację MasterCard. Na dodatek, pomimo krytyki ze strony Komitetu Agentów Rozliczeniowych działającego przy ZBP, zawartej w raporcie przyjętym przez Radę ds. Systemu Płatniczego NBP, organizacja ta zapowiada kontynuację kontrowersyjnego programu Innovation for Poland (I4P). Co więcej, opłata na program promujący nowoczesne przedsięwzięcia w płatnościach bezgotówkowych rośnie z 0,025 proc. do 0,06 proc. pojedynczej transakcji. Pozornym ustępstwem MasterCarda jest w tym wypadku zaniechanie pobierania opłaty od transakcji kartami Visa, których naliczanie do tej pory już samo w sobie było kuriozum na skalę światową. Dodatkowo, od 1 lipca 2014 r. powstał fundusz promocji płatności kartowych, na który składka wynosić będzie 0,085 proc. wartości transakcji kartowej — tłumaczy Robert Łaniewski.

Jednak zdaniem Adama Tochmańskiego, nie tylko koszty decydują o małej powszechności terminali płatniczych wśród przedsiębiorców.

— Decyduje także ich przyzwyczajenie do gotówki oraz brak potrzeby instalowania terminali ze względu na fakt, że ich klienci płacą wyłącznie gotówką. Dla części firm znaczenie może mieć także to, że płatność gotówką nie pozostawia żadnego śladu i sprzyja istnieniu tzw. szarej strefy — mówi Adam Tochmański.

Dwa pokolenia z gotówką

W związku z tym można przewidywać, że gotówka szybko z obiegu nie zniknie.

— Myślę, że może zostać wyeliminowana, ale w odległej przyszłości. Nie należy się tego spodziewać przynajmniej w okresie kolejnych 2-3 pokoleń. Nie ma na to wpływu prężnie rozwijająca się technologia, ale przyzwyczajenia, które już tak szybko się nie zmieniają. Nadal wiele osób jest przyzwyczajonych do gotówki — twierdzi Adam Tochmański.

W Europie znika ona nieco szybciej.

— W wielu krajach Europy Zachodniej transakcje bezgotówkowe stanowią już ponad 60 proc. wszystkich płatności — mówi Adam Tochmański. — Koncepcja społeczeństwa całkowicie bezgotówkowego jest obecnie wdrażana w bardziej rozwiniętych niż Polska krajach, np. w Szwecji — twierdzi Robert Łaniewski. Jego zdaniem, poszłoby to u nas sprawniej, gdyby udało się wprowadzić nowy bezgotówkowy instrument płatniczy o niskich kosztach, który byłby w stanie stanowić alternatywę dla monopolu gotówki.

— Nasze badania dowodzą, że przedsiębiorcy i konsumenci byliby tym zainteresowani. Taki instrument musiałby tylko być wyposażony w atrybuty gotówki, a rozwój nie może odbywać się pod przymusem, tylko powinien być stymulowany zachętami — tłumaczy Robert Łaniewski. Jednak zdaniem przedstawicieli banków, grunt to zmiana przyzwyczajeń.

— W świadomości części klientów banków utrwalone jest, że odcisk stempla przystawiony przez pracownika banku na dokumencie jest gwarantem bezpieczeństwa i solidności wykonanej operacji bankowej, a dokument generowany elektronicznie tej mocy nie posiada. Banki muszą pracować, aby zmieniać to nastawienie — twierdzi Tomasz Bogusławski z Banku Pekao.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 11.08.2014 r.

INTERCHANGE KORZYSTNY DLA DUŻYCH: Na cięciach prowizji kartowych korzystają na razie sieciowi akceptanci. Z badań FROB przeprowadzonych na przełomie czerwca i lipca wynika, że 78 proc. małych firm nie dostało żadnej informacji od swojego agenta, że 1 lipca spada interchange. Tylko 30 proc. zwróciło się z własnej inicjatywy o redukcję stawek. Na zmianie transgranicznego interchange w Visie też skorzystają duże firmy, dla których koszt zmiany agenta będzie marginalny.