GPW bardzo niechętnie poddaje się korektom

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-09-03 00:00

Niejeden inwestor obawiał się, że w czasie długiego weekendu w USA może wydarzyć się coś złego. Nic takiego nie miało miejsca, więc odebrano to jako plus dla rynków. We wtorek od rana kontrakty na amerykańskie indeksy były na wyraźnych plusach. Większość inwestorów czekała na wybicie rynku amerykańskiego z trendu bocznego. Mało tego – prawie wszyscy byli pewni, że to nastąpi.

Nie lubię sytuacji, kiedy prawie wszyscy na giełdzie są pewni jakiegoś wydarzenia. Najczęściej okazuje się, że większość nie ma racji. Ale ja też nie widziałem, co mogłoby przeszkodzić amerykańskim bykom. Atmosferę podkręcał nastrój wyczekiwania w Europie, bo tam indeksy były bardzo blisko poważnych oporów technicznych. Nie było pewności, co zrobi rynek amerykański na pierwszej sesji w miesiącu, który zazwyczaj przynosi spadki. Jedno było jasne — oczekiwanie na nowy odczyt ważnego amerykańskiego wskaźnika ISM nie pozwalała sprzedawać akcji.

Dziś inwestorzy w Europie tuż przed 10.00 otrzymają raporty o aktywności sektora usług we Francji (prognoza 52,5 pkt), w Niemczech (49 pkt) i całym Eurolandzie (51 pkt). Im więcej, tym lepiej. O 12.00 dowiemy się, jak w wyglądała w czerwcu sprzedaż detaliczna w Eurolandzie (prognoza: +0,4 proc. m/m). To są jednak dane tak dalece historyczne, że wpływ na rynek będzie nieznaczny. W USA o 16.00 pojawią się dane o wydatkach na konstrukcje budowlane w lipcu (prognoza +0,4 proc.). Normalnie nie miałby wielkiego wpływu na rynek akcji, ale teraz inwestorzy już bardzo podejrzliwie patrzą na rynek budowy domów, więc słabe dane mogłyby ich wystraszyć. Jednak zdecydowanie większe znaczenie będzie miała publikacja raportu Fed zwanego Beżową Księgą (o 20.00). Tam zobaczymy, jak Fed widzi to, co działo się i co się wydarzy w gospodarce amerykańskiej.

W Polsce początek wtorkowej sesji pokazał, jak może wyglądać handel po euforycznych wzrostach — wysokie otwarcie, a później realizacja zysków z olbrzymią zmiennością kursów podczas sesji. Po prostu w piątek i poniedziałek podciągnięto kursy na niezwykle wysokie poziomy, z których zaczęto wczoraj realizować zyski. Uważam, że to jeszcze o niczym nie świadczy. Po takim szaleństwie, jakie widzieliśmy ostatnio, należy się odpoczynek. Jednak po ostatnich szaleństwach zadaję sobie pytanie: dlaczego WIG20 ma nie wzrosnąć jednym ruchem do 1900 pkt? Chyba dwa tygodnie temu, po przełamaniu 1460 pkt, pisałem o wzroście WIG20 do 1900 pkt. Wtedy redakcja zmieniła mi tytuł na taki, w którym była sugestia, że następny opór jest dopiero na 1900 pkt. Może ten ktoś był jasnowidzem? Na tym etapie to jeszcze żart. Jednak faktem jest, że bezkarność funduszy prowadzących rynek do góry jest tak duża, że może się okazać, iż nie ma się z czego śmiać.

Jest jeden element rynku, który każe podejrzewać, że początek dłuższej korekty jest blisko. Oczywiście oprócz euforii, która sama z siebie jest takim elementem. Otóż optymizm kontraktów jest niezwykły. Dodatnia baza, chwilami ponad 30- -punktowa, to jeden z sygnałów przesadnego optymizmu, który zawsze źle się kończy. Tyle tylko, że nie ma możliwości, by postawić prognozę, kiedy dokładnie przyjdzie załamanie. Wydaje się, że większość inwestorów czeka na bardziej wyraźną realizację zysków. Wczorajsza sesja to zdecydowanie za mało. Ale czy na pewno większość tego oczekuje, skoro baza na kontraktach jest tak dodatnia? Przydałoby się dzisiaj zobaczyć nowy odczyt wskaźnika Wigometr, by zobaczyć, jakie są nastroje. Jeśli kontrakty pokazują to, o czym myśli większość, to dłuższa realizacja zysków wkrótce nastąpi. Jednak uważam, że teraz wszystko zależy od USA. Jeśli tam nastąpi przekonujące wybicie S&P 500 z trendu bocznego, to i nasz rynek będzie rósł. Jeśli cykliczna słabość w okresie wrzesień-październik weźmie górę, to u nas zacznie się korekta, która rynkowi jest bardzo potrzebna.