Chętnych do podjęcia ryzyka nie zabrakło. Głód zysków jest na Wall Street wciąż tak duży, że próba wykorzystania piątkowego ostrzeżenia FedEx oraz znacznej straty ubezpieczyciela obligacji MBIA do wywołania przeceny została zduszona w zarodku. Inwestorzy uznali, że ubiegłotygodniowa korekta wypełniła już swoje zadanie i przystąpili do zakupów.
Powodzeniem cieszył się sektor finansowy, który zyskał 1,7 proc. O prawie 5 proc. wzrosły akcje MBIA mimo wynoszącej 2,6 mld. USD straty. Wystarczyła zapowiedź zwiększenia kapitału i stabilizacji sytuacji finansowej firmy. Zapowiedź przejęcia spółki Electronic Data Systems przez HP rozgrzała nastroje w sektorze technologicznym, czemu pomagał wzrost akcji RIM po wypuszczeniu nowego modelu urządzenia Blackberry. Dużego wsparcia popytowi na akcje udzieliła taniejąca ropa, która wreszcie poddała się korekcie po nieprzerwanej serii zwyżek. Nie przeszkodziło temu nawet ponowne osłabienie dolara, który zmienił kurs po wypowiedzi członka Fed Charlesa Evansa na temat braku w tej chwili przesłanek dla podniesienia stóp procentowych w USA.
Po udanym finiszu amerykańskie indeksy wróciły w rejon naruszonego niedawno oporu. S&P500 ponownie pokonał barierę 1400 pkt., a niecałe 2 proc. wyżej biegnie linia średniej z 200 sesji, która jest najbliższym istotnym oporem. Indeksy znalazły się w newralgicznej strefie i napływające w ciągu trzech dni dane z gospodarki zadecydują, czy uda im się z niej wydostać górą. Dopiero jeśli nadzieje inwestorów zostaną wyraźnie zawiedzione, będzie można mówić o poważniejszej niż ubiegłotygodniowa korekcie.
Wczorajsze wzrosty w Nowym Jorku zostały sceptycznie przyjęte przez rynki europejskie, które kończyły dzień tylko nieznacznie nad kreską. Dzisiaj rano też nie należy spodziewać się nagłego wybuchu entuzjazmu. Amerykańskie kontrakty są na poziomie neutralnym, inwestorzy czekają na popołudniowe dane o sprzedaży detalicznej. Dax zacznie dzień ok. 0,5 proc. wyżej, podobnie jak indeks giełdy paryskiej.
Symptomów euforii nie dało się wczoraj zauważyć także na GPW, mimo że często w podobnych sytuacjach, po dłuższej konsolidacji i wzmocnieniu nad poziomem wsparcia warszawski rynek potrafił zadziwić nagłym kilkuprocentowym wzrostem. Taki scenariusz jest możliwy, ale zdecydowanie dopiero po odkryciu kart przez Amerykanów. Na razie byki osiągnęły sukces w postaci obrony poziomu 3000 pkt. na Wig20 i zachowaniu szansy ataku na 3050 pkt. oraz późniejszej kontynuacji marszu w kierunku poziomu 3150 pkt. Obraz techniczny rynku jest dla nich korzystny i inicjatywa znajduje się po ich stronie, ale nadal brakuje decydującego impulsu. Wczorajsza zwyżka w USA raczej nim nie będzie.
Wzrostowy scenariusz na GPW jest wspierany przez coraz wyraźniejsze umocnienie złotego, który zbliża się do poziomu 3,37 zł. w stosunku do euro. Apetyt na polską walutę rośnie, być może pójdzie za tym większy apetyt na inne aktywa. Na razie trwa festiwal raportów kwartalnych, które mogą wybudzić rynek ze śpiączki. Wczorajszą kiepską prognozę sprzedaży Dom Development zrównoważyły doskonałe wyniki GTC, który zarobił o połowę więcej niż spodziewali się analitycy. Dzisiaj wyniki podały już do LPP i TVN. Obie spółki rozczarowały zyskami poniżej konsensusu. Może to zaciążyć na dzisiejszych notowaniach, szczególnie w segmencie średnich przedsiębiorstw.