GPW długo nie zobaczy nowych rekordów

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-02-25 00:00

Rynek amerykański wyraźnie pokazał w poniedziałek, w jakiej jest fazie. Przed sesją do inwestorów docierały ze spółek tylko dobre informacje. Jednak w wielu przypadkach widać było, że rynek, mając do wybory dobre i takie sobie informacje, skupia się na tych drugich i traktuje je jak złe. Na przykład Intel poinformował, że jego marże w bieżącym roku wzrosną powyżej prognoz. Jednak jego kurs spadał, bo zeznanie podatkowe spółki z lat 2001 i 2002 jest badane przez urząd skarbowy (firma oświadczyła, że nie oczekuje negatywnych konsekwencji).

Generalnie było więcej informacji dobrych lub takich, które parę tygodni temu rynek uznałby za dobre. W tym ty- godniu w USA ma miejsce Greenspan Show. Szef Fed tylko w czwartek nie będzie się publicznie wypowiadał. W poniedziałek mówił, że konsumenci amerykańscy doskonale zarządzają swoim długiem, a dzięki wzrostowi cen domów mogą ten dług jeszcze zwiększać. Amerykanie mu wierzą, a jednak ten optymizm nie pomógł rynkowi. Końcówka sesji zmniejszyła skalę zniżki, bo bronił się psychologiczny poziom 2000 pkt na Nasdaq. Przesłanie jest jednak jasne: rynek przez czas dłuższy pozostanie w korekcie.

Wczoraj w Eurolandzie na początku sesji inwestorzy próbowali walczyć, bo liczyli, że Nasdaq może odbić od poziomu 2000 pkt. Jednak złe dane z instytutu Ifo pogorszyły nastrój, a potem już było z górki. Indeksy zaczęły mocno spadać, co doprowadziło do przełamania wsparć technicznych. Dzisiaj początek sesji zależy od wczorajszej końcówki w USA. Być może jakiś wpływ na ruchy indeksów będzie miał drugi dzień wystąpienia Alana Greenspana, ale zazwyczaj powtarza on to samo, co mówił poprzedniego dnia w Senacie. Rynki będą czekały na fazę pytań i odpowiedzi. Szef Fed chce jednak inwestorów podtrzymać na duchu i nie powie nic niekorzystnego dla rynku.

W Polsce dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie odnowionej Rady Polityki Pieniężnej. Niewątpliwie dane o dynamice produkcji nie pozwolą RPP obniżyć stóp procentowych. Zresztą sytuacja na rynku walutowym nie pozwoliłaby na taki ruch nawet, gdyby dane były dużo gorsze. Poza tym wyraźnie wzrosła inflacja na poziomie producenta. Polska nie jest w sytuacji USA — drożejące surowce w połączeniu z osłabieniem złotego muszą zwiększyć inflację. Mam tylko dwie prośby do nowej RPP (stara była nieugięta). Po pierwsze, niech od czasu do czasu zmienia na- stawienie (to nieśmiertelnie neutralne jest po prostu śmieszne) albo niech zrezygnuje z tego zdania w komunikatach. Po drugie, cywilizowane banki centralne podają komunikaty zawsze w tym samym dniu tygodnia i o tej samej godzinie. Czy to tak trudno wprowadzić?

Wczoraj i u nas nie było niespodzianki. Indeksy od początku sesji gwałtownie ruszyły na południe i wszystkich nurtowało, czy zostanie ocalone wsparcie na 1700 pkt. Nie tylko nie zostało ocalone, ale chwilami widać było paniczną wyprzedaż, szczególnie małych spółek. Jednak nie to było problemem. Już w poniedziałek oscylator CCI na WIG i WIG20 stanął na linii „0” i praktycznie każdy spadek generował sygnał sprzedaży. Po wczorajszej sesji taki sygnał został wygenerowany. Korekta potrwa (z odbiciami, a jeśli wczoraj rynek amerykański zachował się dobrze, to dzisiaj możemy mieć właśnie takie odbicie) i nie widać szybkiego jej końca. Zbyt duża jest niepewność polityczna. Także sytuacja na giełdach zagranicznych jest bardzo niepewna.

To dobry moment, by przypomnieć, że rynek jest w ostatniej fali hossy. Jeśli obecny spadek jest tylko korektą, to w żadnym wypadku nie powinien sprowadzić WIG poniżej 21 500 pkt, a najlepiej, by obronił się poziom 22 500 pkt (o co będzie bardzo trudno). Gdyby tak się jednak stało, oznaczałoby to, że istnieje olbrzymie prawdopodobieństwo (niestety, nie pewność, bo fale można nieco inaczej rozrysować), że hossa się skończyła.