GPW: giganci straszą drobnych inwestorów

Poitr Kuczyński
opublikowano: 2001-05-15 00:00

GPW: giganci straszą drobnych inwestorów

Na GPW mamy do czynienia z dużymi graczami, którzy straszą drobnych inwestorów. Spekulacyjna gra funduszy powoduje, że na parkiecie zostają najbardziej odporni.

Na GPW do środy panowała bessa, a w czwartek i przez większą część piątku hossa. Dlaczego rynek tak gwałtownie przeceniał się w ciągu trzech sesji tego tygodnia? Dlaczego fundusze nie korzystały z neutralnego nastroju na świecie — a właściwie korzystały i agresywnie sprzedawały? Być może jest to efekt silnego złotego, obaw o budżet i oczekiwań na to, że rynki amerykańskie zawrócą spod ważnych oporów. Analitycy mówią o złych wynikach naszych spółek, ale to nigdy nie było przeszkodą dla wzrostów, jeśli na świecie była dobra atmosfera.

Świadome działanie

To, co się dzieje na rynku, jest świadomym działaniem funduszy. Nie było bowiem żadnego uzasadnienia dla tak dużych i, co najważniejsze, szybkich spadków. Owszem, w przyszłości czekają nas niemiłe rzeczy, ale do tego jeszcze sporo czasu. Uważam, że fundusze wpadły na genialny w swojej prostocie pomysł. Po co gnać rynek do góry w niebotyczne regiony 1600, 1700, 1900 na WIG 20? Wiadomo, że zagranica nie pomoże i trzeba by było na to dużo kapitału, którego brak. Czy nie lepiej zagrać np. w horyzoncie 1300-1500 pkt, powtarzając manewr tyle razy, ile się da? Przy dużych kapitałach i dużej ilości akcji to nic trudnego. Tak więc gramy jak rasowi spekulanci: kupujemy nieco nad 1300, sprzedajemy w okolicach 1500, wracamy na poziom 1300 itd. W ten sposób też można osiągnąć wysoką stopę zwrotu. Oczywiście 1300 pkt jest wartością umowną — równie dobrze może to być 1100 pkt.

Mamy po prostu do czynienia z dużymi graczami, którzy rynku wcale nie stabilizują, a raczej prowadzą do wystraszenia drobnych inwestorów. Fundusze będą zarabiały i odniosą zwycięstwo, ale będzie ono pyrrusowe. Rynek żyje siłą inwestorów i ich ilością. Mądrą i długofalową polityką byłoby tworzenie klimatu sprzyjającego inwestowaniu i zachęcaniu mniejszych inwestorów. Spekulacyjna gra funduszy powoduje, że na parkiecie zostają nieliczni, najbardziej odporni (albo uzależnieni).

Banki z odsieczą

Odwróceniu trendu spadkowego pomogły decyzje banków w czwartek. Dane w Eurolandzie wskazywały na znaczne spowolnienie gospodarki. Wystarczy wspomnieć o gwałtownym spadku zamówień w Niemczech.

W tej sytuacji ECB, mimo wcześniejszych oświadczeń, ugiął się i obniżył stopy. To samo zresztą zrobił Bank Anglii. Nasz rynek ruszył do góry za giełdami Eurolandu. Oczekiwania, że także RPP obniży stopy, zostały rozbudzone. Uważam, że tak będzie — tej presji RPP już nie wytrzyma, ale decyzja przyjdzie znów za późno. Członkowie rady będą się zresztą bali inflacji, która zapewne sporo wzrośnie.

Gaszenie pożaru

Członkowie RPP przypominają mi nieco piromanów. Spowodowali pożar, a teraz dziecięcą konewką starają się go ugasić. Będzie trudno, bo odszkodowania niemieckie i prywatyzacja TP SA mogą znów podnieść kurs złotego. W stosunku do euro nie widać na razie śladu osłabienia złotego, a większość eksportu rozliczamy w euro. To wszystko jest zabójcze dla naszej gospodarki.

Obawiam się, że tak jak teraz wszyscy starają się złotego osłabić, niedługo będą starali się go wzmocnić. Na razie mamy trend horyzontalny 3,93-4,17, ale przełamanie 4,17 dałoby wzrost przynajmniej do 4,37. Wyjście inwestorów zagranicznych spowodowałoby dużo większe tąpnięcie. Osłabienie złotego byłoby dobre dla eksportu, ale zbyt duże zwiększy dramatycznie inflację i znów będziemy w punkcie wyjścia.

Analiza techniczna

Indeks cenowy odbił się od górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego. Konsekwencją powinien być spadek przynajmniej o 10 proc. WIG nie zmienił swego wyglądu. Dalej formacja RGR obowiązuje, dopóki WIG nie przekroczy 15 700 pkt. WIG 20 przełamał wsparcie na 1400 pkt i szybko nad nie powrócił, ale nie nad 1415 pkt. Na razie mieści się w kanale krótkoterminowego trendu spadkowego. Wyjście powyżej 1415 pkt dałoby szansę na ostatni przed spadkami ruch w górę o około 200 pkt. Jednak przełamanie 1360 pkt dałoby w efekcie testowanie 1300 pkt.

Warto spojrzeć na WIG 20 z perspektywy teorii Elliotta. Ostrzegam, że można się przestraszyć. Do października 2000 r. mieliśmy dużą falę A, do końca grudnia dużą B, od stycznia 2001 mamy falę C (najgorszą dla inwestorów). Według tego wykresu ostatni wzrost do 1500 pkt to była korekta w tej fali. Z równości fal wynika, że koniec spadku jest gdzieś między 850 a 1000 pkt. Dokładnie pokrywa się to z formacją RGR na WIG. Smutna perspektywa. TRIN na razie nie daje sygnału wyjścia z rynku, ale w przypadku warszawskiej GPW ten sygnał jest często opóźniony.

Od dawna wiadomo, że maj, tak jak dla małżeństw, jest często zły dla akcji. Podejrzewam, że tym razem też tak będzie. Co gorsze, przecena może trwać długo wyniszczając graczy i kapitał. Uważam, że w przypadku przebicia 1360 pkt na WIG 20 trzeba myśleć jedynie o krótkich pozycjach. Jedyna nadzieja, że sprawa Elektrimu przy pozytywnym odbiorze może rynek podtrzymać i opóźnić nadejście ostatecznej przeceny.

Na rynkach panował nastrój wyczekiwania, a indeksy nieco spadły. Trochę ożywienia wniosły wyniki Cisco i zapowiedzi, że szybko się nie poprawią, ale to był jedyny, mocniejszy akcent tygodnia. Niepokojące jest tylko to, że inwestorzy nie próbowali kupować akcji przed posiedzeniem Fed. To znaczy, że nawet pozytywna decyzja jest dla rynku niezbyt istotna.

Zbyt dobre dane

Rynek otrzymał za to dużą porcję danych makro i wcale nie był z nich zadowolony. W I kwartale wydajność amerykańskich pracowników spadła po raz pierwszy od sześciu lat, podczas gdy jednostkowe koszty pracy wrosły najszybciej od trzech lat. To bardzo niebezpieczny trend. Fed zwraca szczególną uwagę na inflację. Wtedy wydajność pracy i jej koszt były uważane za niezwykle ważne. Czyżby więc czekał nas wzrost inflacji? Piątkowe PPI nic dramatycznego nie pokazało, ale w środę podany zostanie wskaźnik CPI.

Z kolei z podanego przez Uniwersytet Michigan wstępnego raportu na temat nastrojów wśród konsumentów wynika, że w maju poziom optymizmu wśród Amerykanów zwiększył się znacznie. Również sprzedaż detaliczna w kwietniu istotnie wzrosła. Konsument, zachęcony obniżkami stóp, uwierzył, że nie będzie recesji. To jednak również może sprzyjać wzrostowi inflacji.

Dane piątkowe były dobre, ale tu właśnie powstała kwestia ich interpretacji. Po prostu były za dobre. Sprzedaż i nastroje rosną — po co więc następne, agresywne obniżki stóp? Zyski spółek długo jeszcze nie będą takie, do jakich inwestorzy byli przyzwyczajeni. W takiej sytuacji gracze po prostu zaczęli mieć duże wątpliwości, czy opłaca się czekać do 2002 roku na poprawę zysków, czy może raczej sprzedać akcje, a odkupić wtedy, kiedy będzie już widać poprawę.

Trzeba wrócić do bardziej ogólnego spojrzenia na rynek. Taki widok zapewnia międzyrynkowa analiza techniczna (MAT). Według klasycznego podziału cyklu koniunkturalnego M. Pringa gospodarka wchodzi w recesję (etap 6). Sygnałem tego są spadające ceny towarów (CRB), spadające ceny obligacji (rentowność wybiła się z 1,5- rocznego klina, co zapowiada duży spadek cen) i spadające ceny akcji. Gdyby ten sześcioetapowy cykl miał się sprawdzić, to czeka nas jeszcze końcówka etapu 6, etap 1 (rosną obligacje, spadają akcje), etap 2 (dół recesji) i dopiero wzrost cen akcji. Przed nami byłyby więc długie miesiące bessy.

Fed w roli głównej

Najważniejszym wydarzeniem tygodnia będzie dzisiejsze posiedzenie Fed. Oczekuje się, że stopy zostaną obniżone, ale nadzieje na to, że ten proces będzie kontynuowany w bliskim czasie znacznie przygasły w związku z niejednoznacznymi danymi makro. Co więc zostanie inwestorom, jeśli nie będzie już oczekiwania na obniżkę stóp? Kiepskie zyski spółek i wpatrywanie się w dane makro. Nie widać zachęty do kupowania akcji.

Wtorkowa obniżka stóp o 50 pkt jest już w cenach. Lepiej nie myśleć, co się stanie, jeśli zapadnie inna decyzja. Myślę, że nawet redukcja o 50 pkt zostanie przyjęta bez entuzjazmu i rynek w środę może zacząć spadać. Gdyby zaś dodały się do tego złe dane o inflacji, to może być niewesoło.

W analizie rynku też nic dobrego nie widać. DJIA dwa razy próbował atakować poziom 11 000 pkt — w obu przypadkach bez powodzenia. Jeśli spojrzy się na wykres w cenach zamknięcia, to nastąpiło już wybicie z klina, które powinno skutkować spadkiem do 10 500 pkt. Ostatnią nadzieją jest poziom 10 800 pkt. Odbicie od niego pozwoliłoby na zakwestionowanie klina, a zaczęłoby kreować krótkoterminowy kanał trendu wzrostowego z górnym ograniczeniem na 11 100 pkt.

S&P 500 również nie może uporać się z oporem na 1265 pkt i z górnym ograniczeniem kanału trendu spadkowego. Wsparcie jest na 1210 pkt. Można wyczekiwać na tworzenie się formacji RGR. Gdyby miała się wypełnić, to powinien teraz nastąpić spadek do 1210 pkt, odbicie do 1250 pkt i spadek z przebiciem 1210 pkt. Rezultatem byłby spadek poniżej 1160 pkt, co wiązałoby się z przełamaniem mocnego wsparcia. Obawy o takie rozwiązanie wzmaga wygląd tygodniowego wykresu, na którym widać nie tylko odbicie od górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego, ale również formację objęcia bessy zapowiadającą spadki.

NASDAQ również nie daje sobie rady z oporem 2200-2250 pkt. I tutaj istnieje poważne zagrożenie utworzenia RGR. Spadek do 2000 pkt, odbicie i znowu spadek z przełamaniem obszaru 1980- -2000 dałoby w wyniku zejście przynajmniej do 1800 pkt.

Wnioski są smutne. MAT i analiza techniczna nie dają specjalnych nadziei. Jedynie TRIN jeszcze nie każe opuszczać rynku, ale wystarczą dwie sesje, żeby taki sygnał się pokazał. Uważam, że rynek do posiedzenia Fed wytrwa, ale potem zaczną się spadki. Jeśli obniżka będzie o 50 pkt, to może opóźnić ten proces. Jeśli niższa, a inflacja wzrośnie, to inwestorzy szybko pożegnają się ze złudzeniami.