Po okresie intensywnego handlu akcjami w trakcie poprzednich sesji, na warszawską giełdę zaczyna znowu wracać marazm. Praktycznie całe czwartkowe notowania przebiegły pod znakiem niewielkich wahań wartości indeksów oraz braku jakichkolwiek chęci inwestorów do obracania posiadanymi walorami. Przy niewielkiej skali zniżek głównych indeksów giełdowych, obecna sytuacja może być interpretowana jako łagodna korekta niedawnych zwyżek.
Na światowych rynkach akcji nie było widać śladu nerwowości w związku z atakiem terrorystycznym w Moskwie. Natomiast rodzimi inwestorzy mają na uwadze przede wszystkim losy ostatniego etapu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Gracze, którzy liczą na konwergencyjną hossę, odetchnęli z ulgą po deklaracji poparcia rozszerzenia Unii przez holenderski parlament. Teraz czekają na doniesienia z rozpoczynającego się szczytu państw członkowskich w Brukseli.
Niechęć do większego zaangażowania na rynku była szczególnie widoczna na akcjach największych spółek. Choć obroty tradycyjnie koncentrowały się na papierach Pekao i TP SA, ich wartość była wyraźnie niższa niż w poprzednich dniach. Oba papiery, zwłaszcza przed południem, znajdowały się pod kontrolą podaży. Jednak przewaga sprzedających nie nosiła znamion wyprzedaży, a raczej realizacji zysków po znacznych wzrostach. Pozostałe blue chipy, z PKN Orlen na czele, notowały jedynie kosmetyczne zniżki.
Wśród mniejszych spółek wyróżniały się m.in. walory Krakchemii. Gracze przypomnieli sobie o tej spółce po tym, jak prezes zapowiedział zwiększanie zaangażowania w akcjonariacie spółki w ciągu najbliższego roku. Dobry okres przeżywa również Kruszwica, której akcje rosną w oczekiwaniu na wezwanie. Największe wahania kursu zanotował natomiast Mostostal Zabrze, co może mieć chociażby związek ze spekulacjami na temat przejęcia PRInż.
Popołudniowa część sesji była już znacznie korzystniejsza dla posiadaczy akcji. Większość spółek odrabiała wcześniejsze skromne straty, a pomagały w tym informacje napływające z giełd zachodnich, gdzie seria neutralnych wyników spółek (np. CBS Communications) i pozytywnie zinterpretowanych danych o amerykańskim bezrobociu poprawiła nastroje inwestorów. Indeksy ostatecznie zamknęły się na niewielkich minusach, a rodzimi gracze po raz kolejny musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci bezbarwnych notowań, których wynik nie daje żadnych nowych wskazówek na przyszłość.
Po odbiciu od tegorocznych minimów, wartość indeksu WIG 20 wzrosła o ponad 120 punktów. Zakupy polskich akcji dokonywane były na fali gwałtownej korekty bessy na świecie oraz coraz bardziej zdecydowanej gry pod wejście Polski do Unii Europejskiej. Jednak w związku ze zbliżającą się akcesją do UE, wzrasta również nerwowość na rynku. Wiele informacji dotyczących tego procesu ma charakter psychologiczny i może spowodować nagłe, nie zawsze do przewidzenia reakcje wśród handlujących.
Czynnik ryzyka dla wielu graczy z pewnością stanowi fakt, że wzrosty na warszawskiej giełdzie nie mają uzasadnienia w fundamentach spółek. Nie należy również zapominać, że polskie akcje są relatywnie drogie i splot negatywnych informacji może doprowadzić do ich wyprzedaży. Na razie rynek cieszy się ze wzrostów. Najistotniejszym poziomem, jaki indeks największych spółek WIG 20 musi pokonać, aby zagościły one na dłużej, jest strefa 1165 punktów.
Będzie to jednoznaczny sygnał średnioterminowej poprawy na rodzimym rynku akcji. Na uporanie się z oporem indeks ma coraz mniej czasu. Niedługo zacznie się okres publikacji wyników kwartalnych, który nie będzie raczej sprzyjał kupowaniu akcji.