GPW nadal jest słabsza od rynków światowych

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-06-17 00:00

We wtorek obóz byków w USA trzymał wszystkie asy w rękach i dziwne jest jedynie to, że tak mało w tej partii ugrał. Zamiast szlema wyszło coś na kształt trzech trefli. Dane o inflacji były mieszane, ale inflacja bazowa ledwo drgnęła. Ten raport prawdopodobnie ucina dyskusje o podwyżce stóp o 50 pkt bazowych. Inwestorów ucieszyło również to, że jak pokazał indeks Uniwersytetu Michigan, poprawiają się nastroje Amerykanów. Poza tym Alan Greenspan powiedział, że inflacja raczej nie będzie wielkim problemem, a podwyżki stóp będą „wprowadzane stopniowo”. Pomógł tym komentarzem bykom i wywołał największy w tym roku spadek rentowności obligacji.

Nie tylko dane makro i Alan Greenspan pomagał bykom. Czekano na raport kwartalny Oracle, a ponieważ inwestorzy zakładali, że będzie bardzo dobry, to kurs rósł i pomagał rynkowi Nasdaq. Jeśli spojrzy się na wykresy, to widać, że indeksy kreślą prowzrostowe flagi, a to jest bardzo optymistyczny sygnał. Po sesji wyniki Oracle były dobre, ale praktycznie takie, jakich się rynek spodziewał, co nie mogło zadowolić inwestorów — kurs spadał. Nie spodziewam się jednak, by to miało wpływ na wczorajszą sesję. Za dużo było danych makro, które zresztą były naprawdę bardzo dobre. Jednak w momencie pisania komentarza nie wiedziałem jeszcze, jaka będzie reakcja na Beżową Księgę, a właśnie ten raport powinien zadecydować o finiszu sesji.

Tak też odebrali to wczoraj inwestorzy w Eurolandzie. Indeksy rosły napędzane informacjami ze spółek. Dane o inflacji jedynie na chwilę pogorszyły nastroje. Po amerykańskich danych makro indeksy nadal rosły, chociaż entuzjazmu w tym wzroście nie widziałem. Poza tym nie wiadomo, czy słusznie, bo przecież dopiero po zamknięciu sesji w Europie zostanie opublikowana Beżowa Księga. Dzisiejsze dane makro nie będą miały wiele wspólnego z inflacją, a tego przecież rynek przede wszystkim się obawia. To jednak nie znaczy, że nie będą miały wpływu na przebieg sesji. Poza tym w raporcie Fed z Filadelfii ważny będzie nie tylko główny indeks, ale i subindeks płaconych cen. Oczywiście najlepiej byłoby, by oba te wskaźniki lekko spadły. Wtedy rynek ucieszyłby się, że ochłodzenie gospodarki jest niewielkie, więc zyski spółek będą duże. Presja inflacyjna jest na tyle mała, że powstrzyma Fed przed gwałtownymi ruchami. Mniejsze znaczenie będą miały tygodniowe dane z rynku pracy i indeks wskaźników wyprzedzających koniunkturę (LEI), ale tutaj też najlepsze byłyby dane neutralne, bo zbyt dobre natychmiast podniosą rentowność obligacji, a słabe zaniepokoją graczy, że wycena spółek jest zbyt wysoka.

U nas nadal politycy utrudniają ocenę sytuacji. We środę dowiedzieliśmy się, że SdPl ma do końca tygodnia określić warunki, na jakich gotowa jest poprzeć rząd, i spotka się z premierem. Jednak w nocy z wtorku na środę zbuntował się SLD, który nie chce przyjąć propozycji SdPl. Sytuacja się komplikuje. Z tego wynika, że hamletyzowanie jeszcze potrwa i do samego głosowania (24.06) nic nie będziemy wiedzieli. To nadal powinno ograniczać obrót i zmniejszać aktywność. W tej sytuacji, kiedy już w piątek jest dzień wygasania kontraktów, a na razie nie widać szybkiego ich rolowania z serii na serię, to w ostatnich dniach można oczekiwać bardzo dziwnych i wydawałoby się zupełnie nielogicznych ruchów. Mały obrót i całkowita bierność zarówno podaży jak i popytu sprzyja spekulacyjnym rozgrywkom ukierunkowanym właśnie na rynek kontraktów. Widać to było dokładnie przedwczoraj na fixingu i wczoraj podczas sesji, kiedy to kierunek indeksu gwałtownie się zmieniał.

Wtorkowe podniesienie indeksu o 11 punktów na fixingu za pomocą sztucznego podbicia paru spółek pokazuje, co z rynkiem w dowolnym momencie można zrobić. Ta faza rynku jest bardzo niebezpieczna dla spokojnych inwestorów. Musimy czekać na większe obroty, bo dopiero one zwiększą prawdopodobieństwo sensownego zachowania rynku.