GPW nie zdołała się wybić mimo wzrostu obrotów

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-05-14 17:53

Dzisiejsza sesja pozostawia po sobie uczucie niedosytu a nawet rozczarowania, mimo że zakończyła się wzrostem głównych indeksów. Popyt znowu zawiódł w ważnym momencie, kiedy wydawało się, że nic już nie przeszkodzi w wybiciu się rynku ponad górne ograniczenie strefy długotrwałej konsolidacji.

Bolączką ostatnich sesji była mała aktywność i niskie obroty. Dało się to jednak wytłumaczyć czekającą w tym tygodniu inwestorów serią publikacji ważnych raportów obrazujących stan amerykańskiej gospodarki. Powszechnie zakładano, że jeśli wieści zza Atlantyku okażą się pomyślne, obroty wzrosną¸ a wraz z nimi w górę poszybują indeksy. 

Nadzieje były duże. Oczekiwano, że warszawska giełda zacznie wreszcie gonić inne młode rynki, z których kilka wysforowało się bardzo daleko. W ostatnich dniach indeksy giełdy brazylijskiej i rosyjskiej wyznaczyły nowe szczyty, całkowicie niwelując rozpoczęty jesienią spadek. Tymczasem Wig20 nadal znajduje się ponad 20 proc. poniżej październikowego maksimum i niestety nic nie zapowiada szybkiej zmiany tego stanu rzeczy.

Początek sesji nastąpił w optymistycznej tonacji. Przed rozpoczęciem notowań lepsze od prognoz wyniki podały PGNiG i ING BSK. Szczególnie zaskoczyła pierwsza ze spółek, której zysk co prawda zmalał, ale znacznie mniej niż sądzili analitycy. W rezultacie kurs akcji gazowego operatora ruszył z kopyta i wzrósł o ponad 5 proc. Droga wciąż ropa zachęcała do kupna akcji PKN, dzięki czemu indeks blue chipów miał solidne wsparcie. Już w pierwszych minutach Wig20 pokonał linię 3050 pkt. i dotarł do poziomu 3068 pkt., gdzie znajduje się szczyt z początku kwietnia.

Wzrostowi towarzyszyły większe obroty i można było sądzić, że jeśli publikowane po południu w USA dane o inflacji okażą się zgodne z prognozami, poranna zwyżka będzie tylko zaliczką. Przy tym założeniu nieznacznie odejście indeksów od dziennych szczytów nie budziło niepokoju. Mimo trwającej wiele godzin konsolidacji rynkowa aktywność była spora, co można było interpretować jako przygotowywanie bazy do możliwego wybicia.

Kwietniowa inflacja za oceanem okazała się umiarkowana, a w ujęciu bazowym niższa od prognoz, co silnie pobudziło popyt na niemal wszystkich rynkach. Wyjątkiem okazała się niestety GPW, gdzie odzew na szybki wzrost zagranicznych indeksów był symboliczny. Przez niemal dwie ostatnie godziny sesji indeksy stały w miejscu, co przy rosnących obrotach zaczęło niepokojąco przypominać bardziej dystrybucję niż akumulację akcji. Mimo dobrej postawy spółek surowcowych spadające kursy Pekao i BZWBK skutecznie uniemożliwiły pobicie porannego rekordu. Banki te zakończyły dzień na sporym , ponad 2 proc. minusie jako jedyne spółki z Wig20, a sam indeks zyskał zaledwie 1,1 proc. Fatalnie wypadł segment średniaków – mWig40 stracił 0,2 proc. Obroty przekroczyły poziom 1,5 mld. zł.

Rynek amerykański zareagował pozytywnie na dane z gospodarki. Sprzedaż detaliczna i inflacja okazały się zbliżone do prognoz, co przy obecnym byczym nastawieniu Wall Street w zupełności wystarczyło. Kończący się sezon publikacji wyników spółek nie przyniósł żadnych wyjątkowo przykrych niespodzianek. Rośnie więc prawdopodobieństwo tym razem udanego ataku na nieodległy poziom oporu.

Za oceanem trwa typowe dla Wall Street zaklinanie wzrostów przez głoszenie dobrej nowiny o bliskim końcu spadku cen domów, konsumpcji i produkcji. Zwolniona niedawno z Goldman Sachsa Abby Joseph Cohen, superbyk końca lat 90., już prorokuje wzrost indeksu S&P500 na koniec roku do poziomu 1500 pkt. Nawet Alan Greenspan, straszący ostatnio inwestorów czarnymi wizjami stwierdził wczoraj, że koniec kryzysu nastąpi wraz ze stabilizacją cen domów, czyli jego zdaniem najpóźniej na początku 2009, choć bardziej prawdopodobny jest koniec bieżącego roku. Ankietowani przez agencję Bloomberg ekonomiści sądzą obecnie, że prawdopodobieństwo recesji w ciągu najbliższych 12 miesięcy wynosi 55 proc. , co oznacza spadek z poziomu 70 proc. w ubiegłym miesiącu. Notowany z kolei na internetowej giełdzie Intrade zakład o to samo spadł ostatnio dramatycznie z poziomu 73 proc. do 27 proc.

Chęci są zatem szczere i obecnie jako zachowanie ryzykowne jest postrzegane pozostawanie poza rynkiem niż w nim. Oczywiście za słowami muszą pójść czyny, dlatego zdecydowanie lepiej poczekać, aż amerykańskie indeksy przebiją się przez opory na linii średnich z 200 sesji. W takich okolicznościach nie należy jeszcze wyrzucać do kosza wzrostowego scenariusza dla GPW, choć po dzisiejszym występie można zwątpić w talent głównego aktora.