GPW: reakcje inwestorów są mocno przesadzone

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-11-21 00:00

Zacznijmy od rynku polskiego. Co prawda wszystkie ruchy średnioterminowe wychodzą z Wall Street, ale teraz zachowanie naszego rynku jest tak dziwne i niepokojące, że trzeba zmienić porządek komentarza. Lokalnych powodów do tak agresywnej sprzedaży akcji, jak to ostatnio widzimy, tak naprawdę nie ma. Oczywiście każdy analityk wyliczyć może wiele pretekstów do odchudzania portfela, ale ja mam inne zdanie i postaram się to udowodnić w poniedziałkowej „Subiektywnej ocenie sytuacji”.

Do wczoraj można było mówić, że fundusze inwestycyjne działają jak przestraszony, niedoświadczony inwestor indywidualny, a akcje przechodzą w mocne ręce. Wczoraj wydawało się na początku sesji, że jest szansa na odbicie, ale te nadzieje szybko się rozwiały.

W Europie od rana indeksy rosły, ale długo to nie trwało. Już po 10.00 przeszły na minusy, a euro zaczęło się wzmacniać. Przyczyna zachowanie giełd była oczywista. W Stambule nastąpiły kolejne ataki terrorystyczne — tym razem na obiekty brytyjskie. W tej sytuacji nasze odbicie skazane było na niepowodzenie i zamieniło się w paniczną wyprzedaż. Paniczną, bo na innych rynkach spadki były bardzo umiarkowane do momentu, kiedy dotarła informacja o ewakuacji Białego Domu.

Inwestorzy uspokoili się (nie u nas), kiedy dowiedzieli się, że to była pomyłka obsługi radaru i giełdy w Europie zakończyły sesje małymi zniżkami. Pierwsze reakcja rynków europejskich na ten incydent pokazują jednak, jak nerwowi są teraz inwestorzy i jak niebezpieczne może być inwestowanie wtedy, kiedy rosną napięcia geopolityczne.

Wszelkie możliwe wsparcia zostały przełamane — jesteśmy w korekcie całego tegorocznego wzrostu. Jak spojrzy się na wykresy KGHM, Prokomu czy PKN to robi się zimno. Mamy klasyczne formacje podwójnych szczytów zapowiadające duże spadki (ale możliwe są ruchy powrotne). Banki były oazą spokoju, ale tylko do wczorajszych rewelacji Kredyt Banku i informacji o tym, że EBOiR chce sprzedać część akcji Pekao SA. Nawet, jeśli rynek będzie próbował wzrastać pod koniec roku, to i tak musi przejść przez czyściec dłuższej akumulacji. Jeśli chodzi o krótki termin, to oscylatory techniczne są już krańcowo wyprzedane na wszystkich indeksach i wręcz błagają o odbicie. Cudów nie ma, jeśli sytuacja na chwilę się uspokoi to w najbliższych dniach nastąpi gwałtowne odbicie. Czy warto na nie polować? Jeśli się jest aktywnym inwestorem, to tak, ale na dłuższy czas nie warto akcji kupować. Sytuacja na świecie jest zbyt niepewna. Z większym zaangażowaniem w akcje trzeba czekać na zdecydowaną poprawę nastrojów.

A te nastroje będą zależały od inwestorów amerykańskich. Jeśli ktoś oczekiwał, że ataki terrorystyczne w Turcji wywołają olbrzymią przecenę na rynkach USA to się mylił. Wpływ był, ale z pewnością nie taki, jaki miałyby na rynku, na którym inwestorzy czekają tylko na pretekst, by akcje sprzedawać. Gdyby to był taki rynek, to zachowałby się tak, jak nieszczęsna GPW.

Dopóki terroryści nie uderzą na terenie USA, to takie właśnie będą reakcje. Jeśli na chwilę zapomnieć o atakach w Turcji, to rynki otrzymały kilka dobrych i jedną słabą informację. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych spadła. Indeks wskaźników wyprzedzających gospodarkę był lepszy od prognoz. Craig Barrett, CEO Intela, powiedział że widzi spore zwiększenie popytu ze strony klientów instytucjonalnych. Brzmiał zdecydowanie bardziej optymistycznie, niż jeszcze w październiku.

Jedynym minusem było to, że indeks Fed z Filadelfii spadł, choć oczekiwano wzrostu. Po początkowym spadku indeksy lekko rosły, ale pod koniec do głosu doszły niedźwiedzie. Tak jakby rodził się strach przed ciemnością. Po ataku z 11 września często bywało, że inwestorzy nie chcieli zostawać z akcjami na noc, bo bali się, co ich spotka następnego dnia. Zmiany indeksów nie były olbrzymie, ale rodzi się niepewność, która popyt powstrzyma.