GPW systematycznie wprowadza nowe instrumenty finansowe

Artur Szymański
opublikowano: 2002-12-23 00:00

W 1998 r. giełda uruchomiła handel na rynku instrumentów pochodnych. W ciągu 4 lat kontrakty terminowe podbiły serca giełdowych inwestorów.

Wartość obrotów 46 kontraktami przewyższa prawie o 50 proc. wartość obrotu akcjami 202 spółek i 14 NFI. Świadczy to o wysokiej atrakcyjności tego instrumentu. Wynika ona przede wszystkim z faktu, że inwestując środki w kontrakty można pomnażać kapitał zarówno w czasie hossy, jak i bessy. Do zawarcia kontraktu terminowego potrzebne są dwie strony umowy: kupujący i wystawiający ofertę sprzedaży kontraktu. Mówi się, że inwestor, który kupił kontrakt otworzył pozycję długą, natomiast sprzedający zajął pozycję krótką. Strony zobowiązują się dokonać transakcji w ściśle określonym czasie i po cenie ustalonej w momencie zawierania umowy. Ponieważ wzajemne rozrachunki między inwestorami zajmującymi pozycje długie i krótkie muszą się równać, zysk jednej strony musi być równy stracie drugiej. Zatem spektakularne zyski jednych inwestorów oznaczają dotkliwe straty drugich. Mogą one być nawet wyższe niż początkowa kwota inwestycji. Wynika to z kolei z mechanizmu dźwigni finansowej, dzięki której inwestorzy mają możliwość osiągania dużo wyższych zysków (lub strat) niż na rynku kasowym. Dzieje się tak, ponieważ do zajęcia pozycji na kontraktach nie trzeba angażować wszystkich posiadanych środków pieniężnych, na które one opiewają. Strony muszą jedynie wnieść depozyty zabezpieczające, stanowiące niewielki procent wartości kontraktu. Wartość depozytu jest identyczna dla inwestorów zajmujących długie jak i krótkie pozycje. Rynek kontraktów charakteryzuje się wysoką płynnością, jest przejrzysty, a prowizje pobierane przez biura maklerskie od składanych zleceń są relatywnie niższe niż za inwestycje na rynku akcji. Toteż nic dziwnego, że zainteresowanie instrumentem pochodnym szybko rośnie, o czym najlepiej świadczy liczba otwieranych pozycji i dynamika wzrostu obrotów. Największą popularnością cieszy się najstarszy typ kontraktu, dla którego instrumentem bazowym jest indeks WIG 20. Inwestorzy mają także możliwość inwestycji w kontrakty na indeksy TechWIG i MIDWIG, akcje kilku największych spółek z podstawowego rynku akcji oraz dwie waluty — dolara amerykańskiego i euro.

Zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem rodzimych graczy cieszą się warranty. Papier ten — podobnie jak kontrakty terminowe — należy do rodziny instrumentów pochodnych. Jego cena zależy od wartości instrumentu bazowego, którym mogą być indeksy giełdowe, bony skarbowe, kontrakty terminowe, a także akcje poszczególnych spółek. W sensie formalnoprawnym warrant jest bezwarunkowym i nieodwołalnym zobowiązaniem jego emitenta do wypłacenia właścicielowi kwoty rozliczenia. Wyróżnia się warranty kupna oraz sprzedaży, natomiast z punktu widzenia terminu, w którym posiadacz tego papieru może go wykonać, istnieją warranty typu europejskiego i amerykańskiego.

Najmłodszym dzieckiem w grupie papierów wartościowych notowanych na GPW są jednostki indeksowe MiniWIG 20. Trafiły one do obrotu pod koniec 2001 r. MiniWIG 20 jest skierowany przede wszystkim do osób bez doświadczenia na rynku kapitałowym, które nie mają czasu lub nie są zainteresowane codziennym śledzeniem wyników sesji. Dzięki niemu możliwe będzie wirtualne kupno indeksu WIG 20.

— Inwestycje w jednostki indeksowe są proste i zrozumiałe dla każdego, ponieważ zmiany ceny instrumentu naśladują ruchy indeksu WIG 20. Natomiast odległy termin wygaśnięcia, wyznaczony przez nas na 2025 r., sprawia zarazem, że jest to bardzo bezpieczny papier — zachwala nowy instrument Piotr Szeliga, wiceprezes GPW. Aby zmniejszyć ryzyko, inwestorzy kupowali kilka spółek jednocześnie lub oddawali pieniądze w zarządzanie specjalistycznym funduszom inwestycyjnym. Dzięki jednostkom indeksowym inwestowanie w akcje kilku firm jest wielokrotnie tańsze niż dotychczasowe samodzielne konstruowanie portfela inwestycyjnego. Zamiast kupować 20 pojedynczych akcji (i płacić 20 różnych prowizji maklerskich) można nabyć jednostkę w wyniku jednej transakcji.

Okiem eksperta

Bez wątpienia największym sukcesem giełdy jest rozwój rynku kontraktów terminowych. Polemizując z komentarzami, które sugerują, że kontrakty odessały pieniądze z rynku akcji, chciałbym zacytować stwierdzenie wiceprezesa GPW Piotra Szeligi: lepiej żeby inwestorzy się przenieśli, niż wynieśli.

Rynek się rozwija, inwestorzy uczą się i chcą coraz to nowych instrumentów. Kontrakty terminowe to ogromny sukces całego polskiego rynku kapitałowego. W tej kwestii powoli stajemy się jednym z najsilniejszych parkietów w Europie. W obecnej sytuacji kontrakty uratowały GPW. Obroty na rynku kasowym są bowiem bardzo niskie. Derywaty umożliwiły inne strategie inwestycyjne, zaktywizowały inwestorów, przyciągnęły nowych. Muszę przyznać, że jestem przyjemnie zaskoczony ich sukcesem, gdyż początki były bardzo trudne.

Wiesław Rozłucki prezes zarządu GPW