Inwestorzy na GPW powoli zaczynają się przyzwyczajać, że gwałtowne skoki WIG20 na fixingu, nie są już zaskakujące, ale stają się typowymi dla obrazu handlu na warszawskim parkiecie. Taki stan rzeczy będzie nam prawdopodobnie towarzyszył jeszcze przez dłuższy czas. Kolejne sesje, potwierdzone niskimi obrotami, oznaczają że coraz bardziej pogrążamy się w przedświątecznym marazmie. To raczej, wbrew porze roku, nie niedźwiedzie, a byki ucięły sobie drzemkę.
Jedynym pozytywnym elementem wczorajszych notowań były wzrosty naszych spółek surowcowych, które wyraźnie odstawały ostatnio od reszty konkurentów na globalnych rynkach. Wydaje się, że ceny ropy naftowej i metali próbują opierać się dalszym przecenom, co pozytywnie wpływa na postrzeganie PKN Orlen i KGHM. Lubińska spółka w końcu uporała się z barierą 30 zł. i zwiększa to szanse na kontynuowanie jej marszu na północ w najbliższym okresie, a wykres sugeruje możliwość osiągnięcia poziomu 35 zł., przy korzystnym zachowaniu się miedzi na giełdzie w Londynie. Podobnie lepsze otoczenie powstało wokół firm naftowych. Inwestorzy zdają sobie sprawę ze znacznego obniżenia produkcji na najbliższym posiedzeniu OPEC w Oranie i cieplejszym okiem patrzą na spółki paliwowe. Oliwy do ognia dolał Chakib Khelil, przewodniczący kartelu, podtrzymując swoje nadzieje na przystąpienie Rosji do naftowej organizacji. Co prawda wczoraj na NYMEX obserwowaliśmy prawdziwy rollercoaster na kursie „czarnego złota”, ale poprawa sentymentu do tego surowca jest prawdopodobna. Tym bardziej, że gwałtowne wahania ceny ropy kryją za sobą kapitał spekulacyjny, rozgrywający swoją partię przed posiedzeniem OPEC.
Nieco gorszy klimat powstał za to w otoczeniu banków. Afera Bernarda Madoff’a zatacza coraz szersze kręgi i zbiera żniwo zarówno wśród banków jak i funduszy hedgingowych. Ta sprawa wybiła się ponad pierwszoplanowy ostatnio temat-pomocy dla koncernów samochodowych w Detroit i pociągnęła w dół wyceny nie tylko banków europejskich i amerykańskich, ale nawet brazylijskich, które wczoraj notowały 3-4 proc. spadki. Ponieważ do strat w operacjach Madoff’a przyznają się kolejne banki, zwiększa to ryzyko, że wśród nich znajdą się też główni akcjonariusze naszych przedstawicieli tej branży.
Poniedziałkowe notowania na Wall Street przebiegały w trochę zaskakującym
kierunku. Dane, które dotarły z amerykańskiej gospodarki, tym razem trudno było
uznać za bardzo złe. Indeks NY Empire State, obrazujący aktywność gospodarczą w
rejonie Nowego Jorku miał podobną wartość do październikowej. Z kolei
produkcja przemysłowa spadła mniej od oczekiwań i znacznie poniżej
październikowego odczytu. Co prawda to nie przemysł, ale usługi decydują o
kondycji amerykańskiej gospodarki, ale te dane dodały trochę wiary w ograniczony
zakres skurczenia się PKB USA w tym kwartale. Jednak to nie dane były w centrum
uwagi inwestorów, ale piramida Madoff’a stała się pierwszoplanowym impulsem do
zachowaniu się rynku, co bardzo niekorzystnie odbiło się na wycenie banków. Nad
Wall Street wisiał też cień dzisiejszego raportu Goldman Sachs oraz jednego z
największych detalistów-Best Buy, których gracze najwyraźniej się obawiają.
Myślę, że jeszcze jeden czynnik miał wpływ na przebieg wczorajszej sesji na Wall
Street- wtorkowe posiedzenie FOMC. Inwestorzy amerykańscy mają skłonność od
wielu miesięcy do „pomagania” gubernatorom i prezesom Fed w podejmowaniu
decyzji. Te elementy doprowadziły, mimo próby odrobienia strat w końcówce
handlu, do przeceny głównych indeksów w Nowym Jorku. Dow Jones zniżkował o
0,75 proc., a S&P500 o blisko 1,3 proc.